Przyszłość w rowerach nie zawsze wygląda jak elektroniczna przerzutka, silnik w piaście albo włókno węglowe o dziwnym profilu. Czasem wygląda jak wielki zacisk hamulcowy, gruba tarcza i cena, która każe przez chwilę sprawdzić, czy aby na pewno nie patrzymy na osprzęt do motocykla. Jest to jednoznaczny sygnał, że rowery stały się na tyle szybkie i ciężkie, że hamulec znów wraca na pierwszy plan.
Hope EVO V6 Ti to powrót do idei, która wyprzedziła swój czas
Hope nie wymyślił sześciotłoczkowego hamulca rowerowego w 2026 roku. Firma wraca tutaj raczej do własnej historii, bo Mono 6Ti pojawił się dwie dekady temu, a jeszcze wcześniej Hope miał już doświadczenia z sześcioma tłoczkami w rowerowym półświatku. Nowy EVO V6 Ti jest więc z jednej strony hołdem dla starego pomysłu, ale z drugiej jego współczesną interpretacją pod rowery, które mają większe tarcze, mocniejsze opony, wyższe prędkości i coraz częściej elektryczne wspomaganie. Producent oficjalnie pozycjonuje ten nowy zestaw pod downhill, enduro i elektryczne rowery, czyli dokładnie te segmenty, w których hamowanie zaczyna być jednym z warunków przeżycia długiego, stromego zjazdu w sensownym stylu.
Czytaj też: Rower marzeń? Marin odchudził elektrycznego potwora i dał mu 120 Nm do dyspozycji



Czy jednak aby na pewno mamy tutaj do czynienia z jakiegoś rodzaju przełomem? No… nie do końca, bo diabeł tkwi w szczegółach. Sześć tłoczków i tytan rozbudzają wyobraźnie, ale serwis Pinkbike zwrócił uwagę, że powierzchnia tłoczków EVO V6 Ti wynosi 1018 mm kwadratowych, czyli mniej niż w SRAM Maven, który wykorzystuje cztery większe tłoczki. Jednocześnie jednak w porównaniu z Hope EVO GR4 nowy V6 Ti ma około 6% większą powierzchnię tłoczków, co powinno przełożyć się na większą siłę docisku, choć sam producent nie podał twardej liczby wzrostu mocy.
Co to pokazuje? Ano to, że sześć tłoczków nie oznacza automatycznie, że mamy do czynienia z hamulcem miażdżącym wszystko na rynku. Oznacza raczej, że producent dostał więcej przestrzeni do rozłożenia siły, kontroli temperatury i pracy z dużym klockiem hamulcowym.
Tytanowe tłoczki i frezowany korpus, czyli hamulec potraktowany jak narzędzie precyzyjne
Hope EVO V6 Ti nie jest typowym zaciskiem złożonym z dwóch połówek skręconych śrubami. Korpus tego hamulca jest frezowany CNC z jednego kawałka aluminium, co ma poprawić stosunek sztywności do masy i jednocześnie zwiększyć powierzchnię odpowiedzialną za odprowadzanie ciepła. W środku pracują tytanowe tłoczki z powłoką Ti-Nitride, która ma zmniejszać tarcie i podnieść odporność na zużycie, a do tego same tłoczki są przewiercone poprzecznie w celu poprawy chłodzenia.

Najbardziej interesuje mnie w EVO V6 Ti nie sam zacisk, ale nowa tarcza Hope T-Slot Vented Rotor. Ma 3,3 mm grubości, a między powierzchniami hamującymi zastosowano żebra chłodzące. Według Hope taki układ ma wyraźnie obniżać temperaturę tarczy, a konstrukcja typu floating pozwala zewnętrznemu pierścieniowi pracować niezależnie, ograniczając tym samym odkształcenia pod obciążeniem. Co ciekawe, zużyty zewnętrzny pierścień można wymienić bez wyrzucania całej tarczy.
Czytaj też: Nie spodziewałem się, że pełne zawieszenie, fotelik dziecięcy i 1100 W spotkają się w jednym rowerze

Patrzę na to jak na bardzo rowerową wersję myślenia znanego z motorsportu. Najpierw rośnie prędkość. Potem rośnie masa. Później nagle okazuje się, że hamulec, który jeszcze niedawno był “wystarczająco dobry”, zaczyna mieć zbyt mały zapas. W zwykłym trailu albo rekreacyjnej jeździe po lesie taki zestaw byłby kompletną przesadą. Jednak w rowerze, który z zawodnikiem, baterią, silnikiem i wyposażeniem waży znacznie więcej niż klasyczny analogowy full, ten zapas zaczyna wyglądać mniej absurdalnie.
Nieprzypadkowo widać podobny problem przy wcześniejszym temacie tańszych hamulców TRP EVO, gdzie kluczowe było zejście mocnych konstrukcji do trochę bardziej rozsądnych poziomów cenowych. Tam rynek mówił coś w stylu “dajcie nam solidne hamowanie bez finansowej katastrofy”, a Hope mówi coś innego, bo “pokażmy, jak daleko da się pójść, kiedy cena przestaje być pierwszym ograniczeniem”.
Radykalny hamulec wymaga radykalnego montażu
EVO V6 Ti nie jest hamulcem, który można wrzucić do każdego roweru z nadzieją, że “jakoś się dopasuje”. Zacisk korzysta z mocowania radialnego, więc nie przykręcimy go bezpośrednio do typowego uchwytu. Potrzebny jest dedykowany adapter Hope, a cała konfiguracja wymaga tarczy większej o 20 mm względem minimum przewidzianego przez ramę lub widelec. W praktyce mówimy o konstrukcjach przygotowanych pod tarcze 200 lub 220 mm, a sam hamulec jest kompatybilny z tarczami 2,3 mm oraz wentylowanymi 3,3 mm. Podobny podział rynku widać przy mechanicznym Shimano DEORE, tylko z zupełnie innej strony. Tam zdrowy rozsądek polegał na trwałości, prostocie i niższych kosztach. Tutaj rozsądek, paradoksalnie, polega na przyznaniu, że sprzęt do ekstremalnego zastosowania nie powinien udawać uniwersalności.


Hope zmienił również klamkę i pompę hamulcową. Nowa krzywka ma skracać martwy skok klamki, ale jednocześnie zachować modulację w strefie hamowania. Producent opisuje to jako nieco twardszy punkt kontaktu, po którym siła narasta stopniowo wraz z dalszym ruchem palca. Do tego dochodzi ergonomiczniejszy kształt klamki, dłuższy hak, teksturowana powierzchnia kontaktu i rozwiązania przeniesione z Tech 4, a w tym łożyskowany główny punkt obrotu oraz prowadzenie tłoka mające utrzymać płynną pracę przez cały zakres ruchu.

Czytaj też: DJI rozpycha się w e-MTB, a Rotwild daje mu kolejny rower do pokazania mięśni
Uważam, że to jest jeden z tych elementów, które zwykle giną w rozmowie o “mocy”. Mocny hamulec bez modulacji bywa bardziej problemem niż rozwiązaniem. Szczególnie na luźnym, stromym podłożu, gdzie zablokowanie koła nie jest wcale dowodem przewagi sprzętu, a szybkim zaproszeniem do utraty kontroli. Najlepszy hamulec nie ma działać jak przełącznik. Ma pozwolić dokładnie wybrać, ile prędkości chcemy oddać i w którym momencie.

Wariant Mono Edition tani nie jest
Hope EVO V6 Ti startuje podbijanie rynku w wersji Mono Edition, limitowanej do 1000 zestawów. Każdy ma dostać czarno-złote wykończenie inspirowane oryginałem, specjalne oznaczenie, indywidualny numer seryjny oraz grawer. W pudełku znajdą się para hamulców EVO V6Ti Mono Edition, dwie tarcze T-Slot Vented, dodatkowe klamki Power, mocowania i osprzęt montażowy, dodatkowe klocki, brelok V6Ti i karta edycji specjalnej. Sprzedaż ma ruszyć 1 sierpnia, sama cena zestawu Mono Edition wynosi 1750 euro, czyli około 7510 zł.

