Firma Dyedbro pokazała serię EVO, czyli nowe zestawy ochronne przeznaczone do rowerów MTB, elektrycznych oraz graveli. Mają być to rozwiązania cieńsze, lepiej dopasowane do współczesnych ram, łatwiejsze do nałożenia i niemal niewidoczne. Na dodatek producent przekonuje, że drobne ślady użytkowania mogą znikać pod wpływem temperatury otoczenia, choć na to ostatnie patrzę z przymrużeniem oka, bo w przypadku “samoleczących się” materiałów marketing bardzo łatwo zaczyna wyprzedzać rzeczywistość.
Niewidzialna ochrona roweru ma coraz więcej sensu
Kilka lat temu folia ochronna na rowerowej ramie mogła wyglądać jak przesadna troska właściciela, który bardziej poleruje swój sprzęt, niż na nim jeździ. Dziś trudno już tak do tego podchodzić. Przy karbonowych rowerach szosowych kosztujących grube dziesiątki tysięcy złotych albo maszynach pokroju pełnozawieszonego Amflow TL Carbon uszkodzenie lakieru przestaje być wyłącznie problemem estetycznym.
Czytaj też: Mniej masy, więcej skoku i znacznie więcej odwagi. Canyon zmienił charakter roweru Luxa

Musimy też pamiętać, że w przypadku roweru górskiego dolna rura regularnie przyjmuje uderzenia kamieni wyrzucanych przez przednią oponę. Tylne widełki obrywają od łańcucha, przewody mogą wycierać lakier przy główce ramy, a błoto z piaskiem działa jak pasta ścierna. Gravel dorzuca do tego torby mocowane bezpośrednio do rur, długie trasy po szutrze oraz drobny materiał wyrzucany spod kół przez wiele godzin.

Nie twierdzę, że każda rysa natychmiast prowadzi do katastrofy konstrukcji, bo w większości przypadków kończy się na uszkodzeniu lakieru lub warstwy wykończeniowej. Problem zaczyna się jednak przy odsprzedaży, bo zadbana rama zawsze wygląda pewniej niż powierzchnia pełna odprysków, których pochodzenia kupujący nie jest w stanie jednoznacznie ocenić. Folia działa więc nie tylko jak pancerz, ale też jak wymienna warstwa zużywalna. Zamiast odnawiać lakier albo zastanawiać się, czy uderzenie dotarło do kompozytu, zdejmuje się starą ochronę i zakłada nową.
Dyedbro EVO jest cieńsze, ale producent nie mówi o ile
Najważniejszą zmianą w serii EVO ma być grubość. Nowa folia jest wyraźnie cieńsza od wcześniejszych zestawów Dyedbro, dzięki czemu przylega bliżej ramy, a tym samym słabiej odcina się na krawędziach i trudniej zauważyć ją po montażu. Producent twierdzi jednocześnie, że odporność na uderzenia i zarysowania pozostała na poziomie znanym z wcześniejszych produktów. W tym miejscu zaczyna się jednak najważniejszy znak zapytania. Dyedbro nie podaje bowiem dokładnej grubości materiału EVO.

Standardowe zestawy tej marki są opisywane jako wykonane z PVC o grubości 300 mikrometrów, czyli 0,3 mm. Wiemy więc, od jakiego poziomu firma prawdopodobnie schodzi, ale nie wiemy, gdzie dokładnie się zatrzymała. Nie jest to drobiazg. Cieńszy materiał łatwiej jest bowiem dopasować do zaokrągleń, przejść między rurami i nieregularnych powierzchni, ale zachowanie tej samej odporności wymaga odpowiedniej zmiany składu, struktury albo właściwości mechanicznych folii. Producent mówi o nowej formule i winylu o bardzo wysokiej elastyczności, lecz nie publikuje danych z testów uderzeniowych ani bezpośredniego porównania ze starszą serią.
Jeśli więc cieńsza warstwa rzeczywiście przyjmie podobne uderzenia co wcześniejsze folie, Dyedbro osiągnęło coś wartościowego. Jeśli jednak materiał okaże się bardziej nastawiony na ochronę lakieru przed otarciami niż przed kamieniami, to będziemy mieli przede wszystkim estetyczną ewolucję.
Dwie wersje dla dwóch zupełnie różnych problemów
Dyedbro nie przygotowało jednego uniwersalnego zestawu udającego, że każda rama jest taka sama. Seria EVO debiutuje w dwóch odmianach, bo górski e-bike z ogromną dolną rurą i smukły gravel wymagają ochrony zupełnie innych powierzchni. EVO MTB & E-Bike Kit otrzymał szersze elementy, które mają osłaniać masywne dolne rury współczesnych rowerów trailowych oraz elektrycznych. Ma to szczególne znaczenie w e-bike’ach, gdzie rama skrywa akumulator, a jej profil jest przez to znacznie większy niż w klasycznej konstrukcji. Cały zestaw waży 31 gramów, więc trudno mówić o obciążeniu, które będzie miało jakiekolwiek znaczenie podczas jazdy.
Czytaj też: Nie gravel i nie klasyczna szosa. Rower Dogma X celuje w bogaty środek między bólem a prędkością

EVO Gravel Kit waży 29 gramów i wykorzystuje węższe elementy dopasowane do smuklejszych rur. Producent zwrócił też uwagę na miejsca narażone na kontakt z torbami oraz ciągły ostrzał drobinami wyrzucanymi spod opon. W gravelu właśnie takie wielogodzinne tarcie z kurzem między obejmą a ramą potrafi być bardziej niszczące niż pojedyncze uderzenie kamienia. Oba zestawy są przezroczyste i dostępne z wykończeniem matowym lub błyszczącym, więc folię można dobrać do powierzchni lakieru zamiast przykrywać projekt ramy kolejnym wzorem.
Oba warianty wymagają montażu na mokro. Najpierw należy dokładnie oczyścić ramę, następnie wymieszać dołączone mydło z wodą i spryskać powierzchnię. Folia nie przykleja się wtedy natychmiast w pierwszym przypadkowym miejscu, tylko może zostać przesunięta do odpowiedniej pozycji. Dopiero później wodę i powietrze usuwa się spod materiału dołączonym raklem. Właśnie możliwość poprawienia ułożenia jest najważniejsza, a jeśli naklejaliście np. folię na byle szybę, to wiecie o czym mówię. Przy klejeniu “na sucho” jeden zły ruch może skończyć się zagięciem materiału, uwięzionym pyłem albo koniecznością ponownego odrywania całego elementu. Wariant mokry zapewnia znacznie więcej przestrzeni na błędy.

Najbardziej futurystyczna cecha EVO dotyczy jednak zdolności usuwania drobnych śladów pod wpływem temperatury otoczenia. Według Dyedbro lekkie przetarcia i powierzchniowe rysy mogą stopniowo znikać, dzięki czemu folia ma dłużej zachowywać przejrzystość. Tego typu mechanizm dotyczy przede wszystkim bardzo płytkich śladów na powierzchni. Ciepło pozwala elastycznej warstwie wyrównać drobne deformacje, ale nie odbuduje przeciętej folii, wyrwanego fragmentu ani wgłębienia powstałego po silnym uderzeniu. Innymi słowy, delikatne zmatowienie może zniknąć, ale dziura po ostrym kamieniu pozostanie dziurą.
Mimo tego funkcja ma sens. Folia ochronna przyjmuje tysiące drobnych kontaktów z błotem, piaskiem, gałęziami, przewodami i torbami. Jeśli część takich mikrorys przestanie być widoczna, to materiał będzie dłużej wyglądał jak przezroczysta warstwa, a nie zmatowiony plaster przyklejony do ramy.
Około 270 zł za folię na rower. Dużo czy mało?
EVO Clear MTB/Ebike kosztuje w europejskim sklepie Dyedbro 59,99 euro, czyli po przeliczeniu około 259 zł. Gravelowy wariant został wyceniony na 62,99 euro, a więc około 269 zł. Do kwoty może oczywiście dojść koszt dostawy. Czy kilkaset złotych za wycięte kawałki folii nie jest przesadą? Przy rowerze za 3000 zł najpewniej tak. Przy karbonowym gravelu, wyczynowej maszynie górskiej albo e-bike’u kosztującym 20 czy 30 tysięcy złotych rachunek wygląda już inaczej.
Czytaj też: Elektryczny rower dostał moc małego motocykla. Ariel Rider przesuwa granicę absurdu
Wraz z tym, jak rower elektryczny staje się pełnoprawnym środkiem codziennego transportu, rośnie nie tylko jego cena, ale też liczba kosztownych elementów zintegrowanych z ramą. Ochrona powierzchni zaczyna przypominać kupno dobrego etui do drogiego telefonu. Nie zabezpieczy przed każdym wypadkiem, lecz kosztuje niewielki ułamek wartości sprzętu i przyjmuje uszkodzenia, które w innym przypadku zostałyby na nim na stałe.
Źródła: Dyedbro EVO Protection

