HIMARS będzie strzelał jak szalony. Nowa rakieta zdradza większy plan wojskowych USA

Odkąd HIMARS zdobył swoją wojenną sławę, to świat patrzy na niego przede wszystkim przez pryzmat tego, jak daleko potrafi posłać rakietę i co może nią zniszczyć. Tymczasem jest jeszcze druga strona całej tej układanki, o której mówi się zdecydowanie rzadziej i wydaje mi się, że właśnie tutaj zaczyna się jeden z bardzo ważnych problemów nowoczesnych armii.
HIMARS wystrzeliwujący pocisk ATACMS

HIMARS wystrzeliwujący pocisk ATACMS

Załoga takiej wyrzutni pokroju HIMARS-a musi gdzieś nauczyć się z niej strzelać, a najlepiej robić to regularnie, w różnych warunkach i niekoniecznie za każdym razem zużywając przy tym pełnoprawną amunicję bojową. Możemy bowiem kupować coraz więcej zaawansowanego uzbrojenia, ale jeśli jego obsługi nie da się tanio i często szkolić, to ogromna część potencjału pozostaje wyłącznie na papierze. Amerykanie chcą ten problem rozwiązać.

wyrzutnie rakiet, M142 HIMARS, M270 MLRS,

HIMARS dostał 24 rakiety zamiast sześciu

Lockheed Martin przeprowadził właśnie drugi test w locie Joint Reduced Range Rocket, czyli JR3. Próba odbyła się na poligonie Yuma Proving Ground w Arizonie i obejmowała odpalenie kilku nowych rakiet z wyrzutni HIMARS. Weryfikacja objęła ich zasięg, trajektorię, celność oraz działanie specjalnego ładunku oznaczającego miejsce trafienia. Nie mamy więc bojowej głowicy, a rozwiązanie pozwalające załodze zobaczyć, gdzie rzeczywiście spadłby pocisk.

Czytaj też: Najpierw poleci, a potem popłynie. Silent Anvil łączy dwa światy w unikalnej broni

Najciekawszy jest jednak sam zasobnik. JR3 trafia bowiem do nowego kontenera mieszczącego aż 24 rakiety, podczas gdy standardowy zasobnik GMLRS dla HIMARS mieści sześć pocisków. W tym właśnie sensie HIMARS może podczas szkolenia “strzelać cztery razy częściej” na jednym załadowaniu. Nie oznacza to oczywiście, że Amerykanie nagle stworzyli bojowego HIMARS-a z salwą 24 GMLRS. JR3 jest znacznie mniejszą rakietą szkolną i ma służyć zupełnie innemu celowi.

Obecnie do takich ćwiczeń wykorzystywane są m.in. rakiety Reduced Range Practice Rocket. Przykładowy M28A1 osiąga maksymalnie około 15 km i został stworzony właśnie po to, żeby załogi mogły prowadzić rzeczywisty ogień bez konieczności korzystania z bojowej amunicji dalekiego zasięgu. JR3 ma tę rodzinę zastąpić, ale robi coś jeszcze, bo jednocześnie zwiększa liczbę możliwych wystrzałów i obniża koszty całego cyklu szkoleniowego.

Koniec z marnotrawstwem po każdym strzale z HIMARS

Lockheed Martin nie zaprojektował JR3 jako kolejnego jednorazowego zestawu. Same prowadnice można ponownie załadować, a cały 24-rakietowy zasobnik wykorzystać przy kolejnych ćwiczeniach. Firma demonstrowała tę koncepcję już podczas pierwszej próby w 2025 roku na White Sands Missile Range, kiedy to po odpaleniu rakiety włożona została kolejna do tej samej tuby. Dla mnie właśnie ten fragment jest ciekawszy niż sama liczba.

Czytaj też: Wojskowa tajemnica Chin rozwiązana. Co tak naprawdę widzieliśmy do tej pory?

W prawdziwej wojnie jednorazowy zasobnik ma ogromny sens, bo ma dotrzeć na front, zostać szybko załadowany i jeszcze szybciej opróżniony, a to wszystko zanim przeciwnik zdąży odpowiedzieć. Na poligonie wygląda to inaczej. Skoro ten sam sprzęt ma strzelać miesiącami i latami, to wyrzucanie całego kontenera po kilku pociskach oznacza generowanie kosztów, które nie zwiększają w żaden sposób wartości szkolenia.

JR3 powstał więc wokół dojrzałej technologii silników rakietowych, prostszego, niedrogiego napędu i modułowego ładunku. Lockheed nie podaje jednak kosztu jednej rakiety, więc określenia pokroju “bardzo tania” nadal należy traktować jako deklaracje producenta. Faktem pozostaje za to, że konstrukcja została od początku pomyślana pod wielokrotne używanie zasobnika oraz znacznie większą liczbę odpaleń podczas ćwiczeń. Kolejna próba ma odbyć się jeszcze w 2026 roku.

Dzisiaj rakieta szkolna. Jutro 30 bojowych pocisków w jednym zasobniku?

Amerykanie wcale nie zatrzymują się na tańszym szkoleniu. Armia USA rozwija program Direct Support Fires Technology (DSFT), którego założenia brzmią trochę tak, jakby ktoś spojrzał na doświadczenia współczesnych konfliktów i stwierdził, że precyzja jest świetna, ale czasami potrzebujemy po prostu bardzo dużo tanich rakiet. Ten ma zapewnić nawet 30 pocisków w jednym zasobniku kompatybilnym z istniejącymi wyrzutniami, a rakiety mają opuszczać go w tempie jednej lub dwóch na sekundę. Sama armia mówi o niedrogiej, masowo produkowanej amunicji przeznaczonej do szybkiego koncentrowania ognia.

Zautomatyzowany HIMARS

Czytaj też: USA testują nawigację przyszłości. Teraz wojsko straci GPS, ale nie pozycję

Co szczególnie interesujące, przedstawiciele wojskowi zwracali uwagę, że użytkownicy nie zawsze potrzebują maksymalnego zasięgu i czasami wolą większą liczbę rakiet przeznaczonych do walki na krótszych dystansach. Sam Lockheed Martin otwarcie przyznaje, że rozwiązania opracowane przy JR3 mogą zostać przeniesione właśnie do przyszłych programów pokroju DSFT. Innymi słowy, dziś firma uczy HIMARS-a taniej szkolić załogi na 24 małych rakietach, a zdobyte przy tym doświadczenie może pomóc w stworzeniu zasobników wypchanych dziesiątkami tanich pocisków bojowych. Podobny kierunek rozwoju artylerii widać już przy systemie GMARS, którego możliwości opisywałem wcześniej.

JR3 sam w sobie nikogo na polu walki nie pokona. Może jednak sprawić, że załogi HIMARS-ów będą strzelały częściej, taniej i w bardziej realistycznych warunkach, a to wszystko bez uszczuplania zapasów bojowych GMLRS. Jeśli zaś technologia 24-pociskowego, wielokrotnego zasobnika rzeczywiście przełoży się później na programy pokroju DSFT, to dzisiejsza niepozorna rakieta szkolna może okazać się jednym z etapów przejścia od “kilku bardzo drogich rakiet” do artylerii, która ponownie będzie mogła zasypywać cel dziesiątkami pocisków. Tyle że tym razem zrobi to z poziomu wyrzutni XXI wieku.

Źródła: Lockheed Martin, Armia USA

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.