Najpierw poleci, a potem popłynie. Silent Anvil łączy dwa światy w unikalnej broni

Odkąd piszę o nowoczesnym uzbrojeniu, coraz częściej mam wrażenie, że największe zmiany nie polegają już na wymyślaniu zupełnie nowych rodzajów broni. Inżynierowie dziś biorą raczej to, co wojsko zna od dekad, a następnie każą temu robić rzeczy, do których pierwotnie w ogóle nie zostało stworzone. Teraz podobny proces schodzi pod wodę… a raczej dopiero wtedy, kiedy jest to definitywnie konieczne.
Torpeda Mk 54

Torpeda Mk 54

Kiedy wspominam o tym, że niektóre bronie są dziś w pewnym sensie “sklejką pomysłów”, to wcale nie przesadzam. Bomby dostały bowiem skrzydła i precyzyjne naprowadzanie, pociski zaczęły współpracować z dronami, a bezzałogowce przejęły zadania zarezerwowane jeszcze niedawno dla samolotów załogowych. Teraz z kolei amerykańska marynarka rozpoczęła w ramach programu Silent Anvil poszukiwanie rozwiązania, które na pierwszy rzut oka brzmi jak kolejna zabawa w łączenie kilku rodzajów uzbrojenia. Jest to bowiem próba zmiany samego sposobu dostarczania torpedy do celu.

Silent Anvil ma być torpedą, która większość drogi pokona w powietrzu

25 sierpnia 2026 roku Naval Air Systems Command opublikowało zapytanie typu RFI dotyczące programu Silent Anvil Air-Launched Torpedo, czyli SAA-LT. Nie oznacza to więc jeszcze pewnego zamówienia nowej broni ani nawet wyboru jej producenta. Marynarka Wojenna USA sprawdza na tym etapie, co przemysł jest w stanie rzeczywiście zbudować, ile może to kosztować i jak szybko da się przejść od koncepcji do działającego prototypu nowego rodzaju uzbrojenia.

Czytaj też: Taką bronią Chiny uderzą tam, gdzie nikt się nie spodziewa

Na tę chwilę wiemy, że amerykańska marynarka dopuszcza dwie drogi. Pierwsza zakłada opracowanie kompletnej broni działającej od momentu odłączenia od samolotu aż po uderzenie w podwodny cel. Druga jest bardziej zachowawcza i przewiduje stworzenie pozbawionego własnego napędu zestawu skrzydeł, elektroniki oraz systemu naprowadzania, który dostarczy istniejącą torpedę w odpowiednie miejsce.

Bomba JDAM-LR

Same gabaryty pokazują, jak ambitny jest ten pomysł. Cały system ma ważyć maksymalnie około 122 kg, mieć nie więcej niż 1,78 metra długości i około 19 cm średnicy. Konstrukcja ma przypominać gabarytami bombę GBU-39 Small Diameter Bomb i współpracować ze standardową belką BRU-61/A. Zakładany zakres prędkości podczas zrzutu wynosi od Mach 0,25 do Mach 0,85, a wysokość może sięgać od około 3 metrów aż po 18,3 km. Maksymalnego zasięgu lotu marynarka na razie nawet nie określiła, ale właśnie tę wartość mają zaproponować potencjalni wykonawcy.

Najciekawsze jest to, czego Silent Anvil ma nie robić

W dokumentacji znalazł się jeden wymóg, który najlepiej tłumaczy sens całego programu. Silent Anvil ma maksymalizować czas lotu w powietrzu i jednocześnie ograniczać do minimum czas spędzony pod wodą. Innymi słowy, torpeda ma zacząć być torpedą możliwie najpóźniej i wbrew pozorom, ma to sporo sensu. Woda jest bowiem nieporównywalnie trudniejszym środowiskiem do szybkiego przemieszczania niż powietrze. Jeśli więc znamy przybliżone położenie okrętu podwodnego, nie ma większego sensu zmuszać niewielkiej torpedy do pokonywania całego dystansu własnym napędem. Znacznie rozsądniej przelecieć większość trasy, wejść do wody możliwie blisko celu i dopiero wtedy uruchomić część odpowiedzialną za właściwe polowanie.

Samolot P-8 Poseidon

Czytaj też: Broń przyszłości wyjechała na pustynię. Ma rozwiązać największy absurd wojny

Sama idea nie narodziła się oczywiście w 2026 roku. Amerykanie mają już HAAWC, czyli zestaw skrzydeł dla torpedy Mk 54, dzięki któremu P-8A Poseidon może pozostawać wysoko i zrzucać broń z dużo większego pułapu. Ba, ten system osiągnął wstępną gotowość operacyjną w 2022 roku, więc na tym tle Silent Anvil wygląda nie jak rewolucja, a jak następny, dużo ambitniejszy krok, bo broń mniejsza, bardziej modułowa i przeznaczona dla znacznie większej liczby platform. Musimy spojrzeć jednak na ten pomysł szerzej, bo dziś samo użycie broni mówi nam więcej od jej potęgi w momencie uderzenia cel.

Dron wykryje cel, a inna maszyna wystrzeli broń

SAA-LT ma być przystosowany zarówno do samolotów załogowych, jak i bezzałogowych, a jego elektronika ma współpracować z wojskowymi systemami dowodzenia i pozwalać na aktualizowanie danych o celu już podczas lotu. Dokument wspomina nawet o łączności poza bezpośrednią linią widzenia. Dlatego też patrzę na to jako na kolejny element układanki, którą widać dziś na morzu coraz wyraźniej. Przy bezzałogowym łowcy okrętów podwodnych Saildrone Spectre zwracałem uwagę właśnie na przechodzenie od pojedynczych okrętów do całych sieci sensorów i bezzałogowych platform. Silent Anvil idealnie pasuje do takiego świata.

Saildrone Spectre

W przyszłości maszyna, która wykrywa okręt podwodny, wcale nie musi być tą samą, która go zaatakuje. Jeden bezzałogowiec może bowiem prowadzić obserwację, drugi przekazać dane, a znajdujący się dziesiątki kilometrów dalej samolot lub dron wypuścić broń, która poszybuje w wyliczony rejon. Po drodze dostanie nowe współrzędne, skoryguje lot, wejdzie do wody i dopiero wtedy wykorzysta czujnik akustyczny do właściwego poszukiwania celu.

Silent Anvil pokazuje, jak będzie wyglądać polowanie pod wodą

Nie traktowałbym jeszcze Silent Anvil jako gotowej superbroni. Marynarka Wojenna USA dopiero pyta przemysł o możliwości, a na odpowiedzi czeka do 29 września. Dopiero po ewentualnym podpisaniu porozumienia zobaczymy demonstrację kompletnego prototypu w ciągu 18 miesięcy, a jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to pomysł ma umożliwić produkcję około 60 prototypowych egzemplarzy rocznie przez trzy lata.

Czytaj też: Lotniskowce USA dostały nową tarczę. Wróg może nie zdążyć nawet wystrzelić

Sam kierunek tego typu uzbrojenia wydaje mi się bardzo wymowny. Zwłaszcza kiedy zestawimy go z rosnącym znaczeniem chińskiej floty podwodnej, o której pisałem już przy wyścigu USA i Chin o przewagę pod powierzchnią oceanów. Im trudniej znaleźć nowoczesny okręt podwodny, tym cenniejsza staje się każda minuta między jego wykryciem a atakiem. Silent Anvil próbuje zaś ten czas skrócić w bardzo charakterystyczny dla współczesnej techniki sposób. Nie przez stworzenie torpedy pływającej absurdalnie szybko, lecz przez sprawienie, żeby przez większość drogi w ogóle nie musiała pływać.

Źródła: NAVAIR, DefenseScoop, Navy Times

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.