Japonia lat 80. robiła motoryzację inaczej. Moja ulubiona Honda wraca w nowej formie

Mam ogromną słabość do japońskiej motoryzacji, a jeszcze większą do okresu, w którym producenci z Kraju Kwitnącej Wiśni nie czuli potrzeby, żeby każdy pomysł przepuszczać przez filtr zdrowego rozsądku. Japonia lat 80. potrafiła być pod tym względem absolutnie cudowna. Powstawały samochody z cyfrowymi kokpitami wyglądającymi jak sprzęt z przyszłości, maleńkie kei cary, coraz bardziej skomplikowane konstrukcje sportowe i rozwiązania, które dziś przypominają, jak odważnie japońscy producenci potrafili eksperymentować z formą i funkcją. Honda Motocompo jest jednym z moich ulubionych przykładów tego sposobu myślenia.
Źródło: Honda

Źródło: Honda

To motocykl, którego konstrukcję podporządkowano między innymi temu, żeby można było złożyć jego kierownicę oraz podnóżki, zamienić całość w niewielki prostopadłościan i wsunąć do bagażnika samochodu. Honda wypuściła go na rynek w 1981 roku razem z modelem City i proponowała klientom coś, co określała jako nowy, „sześciokołowy” styl życia. Cztery koła miały dowieźć nas w okolice celu, a ostatni fragment podróży można było pokonać na dwóch kolejnych.

Minęło 45 lat, a Motocompo nadal nie daje o sobie zapomnieć. Kilka lat temu jego pomysł doczekał się współczesnej, elektrycznej interpretacji w postaci Hondy Motocompacto, a teraz charakterystyczny jednoślad trafia w jeszcze mniej oczywiste miejsce — na nadgarstek. Seiko stworzyło specjalną edycję zegarka 5 Sports poświęconą jednemu z najbardziej ekscentrycznych pojazdów w historii Hondy. I jest to jedna z tych współprac, która rozpali serca wszystkich fanów azjatyckiej motoryzacji czy japońskiego retrofuturyzmu.

Motocompo to motocykl zaprojektowany razem z samochodem

Sama historia Motocompo jest zbyt interesująca, żeby potraktować ją jedynie jako przypis do nowego zegarka. Jednoślad trafił na rynek równocześnie z pierwszą Hondą City w listopadzie 1981 roku. City było niewielkim miejskim samochodem o wysokiej sylwetce, którą Honda określała mianem „Tall Boy”. Producent chciał dotrzeć przede wszystkim do młodych odbiorców i od początku starał się stworzyć wokół auta coś więcej niż zwykłą kampanię małego hatchbacka.

Honda potraktowała zresztą ten pomysł wyjątkowo konsekwentnie. Do reklamy City zatrudniono brytyjski zespół Madness, premierę zorganizowano w tokijskim Shinjuku z laserami i nowoczesną muzyką, a samochód miał stać się modnym, młodzieżowym produktem, o którym się mówi. Motocompo doskonale dopełniało ten obraz. Honda stworzyła płaską przestrzeń bagażową City między innymi z myślą o możliwości przewożenia w niej tego jednośladu.

Źródło: Honda, japońska reklama Motocompo

Motocompo ważyło na sucho 42 kg, miało dwusuwowy silnik o pojemności 49 cm³ i rozwijało całe 2,5 KM. Osiągi nie były jednak najważniejsze. Konstruktorzy zadbali o składaną kierownicę i podnóżki, a także rozwiązania ograniczające ryzyko wycieku paliwa, oleju silnikowego oraz elektrolitu z akumulatora podczas transportowania maszyny. Wszystko po to, żeby po zakończeniu jazdy motocykl rzeczywiście można było zapakować do auta.

Źródło: Honda, japońska reklama Motocompo

Dzisiaj powiedzielibyśmy zapewne, że Honda już wtedy eksperymentowała z mobilnością ostatniej mili albo multimodalnym transportem miejskim. Tyle że Motocompo powstało na długo przed aplikacjami do wynajmowania hulajnóg, rowerów elektrycznych pozostawianych pod biurowcami i dzisiejszym abonamentowym światem. Japończycy po prostu wzięli mały samochód, zaprojektowali do niego mały, pudełkowaty i absolutnie przepiękny motocykl i sprzedawali oba jako element jednego stylu życia.

Źródło: Honda, japońska reklama Motocompo

Co ciekawe, Honda sama wróciła już do tej idei. W 2023 roku pokazała Motocompacto — niewielki, całkowicie elektryczny i składany pojazd osobisty inspirowany oryginalnym Motocompo. Technicznie oba projekty dzieli oczywiście ogromna przepaść, ale podstawowy pomysł pozostał zadziwiająco podobny — stworzyć możliwie kompaktowy środek transportu, który można złożyć, schować w samochodzie i wykorzystać do pokonania początku lub końca miejskiej podróży. Okazuje się więc, że ekscentryczny pomysł sprzed ponad czterech dekad wcale nie zestarzał się tak bardzo, jak mogłoby się wydawać.

Czytaj też: Urodziny w fiolecie. Seiko pokazuje go w sześciu modelach

Seiko przeniosło Motocompo na nadgarstek. I nie skończyło na nadruku na tarczy

Tego typu współprace bardzo łatwo zrobić źle. Wystarczy wziąć istniejący zegarek, zmienić kolor tarczy, przykleić logo producenta samochodów, dorzucić napis „Limited Edition” i właściwie można kończyć pracę. Seiko 5 Sports HDB010 jest ciekawsze właśnie dlatego, że stylistykę Motocompo rozłożono na wiele drobnych elementów.

Najbardziej rzuca się w oczy tarcza. Jest intensywnie żółta i przecina ją czarny poziomy pas z logo HONDA, co bezpośrednio odtwarza charakterystyczną grafikę Motocompo. Nawet napis „AUTOMATIC” na godzinie szóstej wykorzystuje specjalny krój pisma inspirowany logo jednośladu. To nadal bez problemu rozpoznawalne Seiko 5 Sports, ale odniesienie do Hondy nie sprowadza się tutaj do jednego przypadkowego emblematu.

Źródło: Seiko

Najlepsze rzeczy dzieją się jednak w detalach. Na koronce Seiko umieściło napis „TURN” wzorowany na oznaczeniu kurka paliwa Motocompo. Na nylonowym pasku znalazł się z kolei napis „CARRYING POINT”, będący odniesieniem do punktu wykorzystywanego do zabezpieczenia motocykla pasem podczas przewożenia go samochodem. Na końcówce paska pojawia się jeszcze „INSERTION POINT”. To drobiazgi, które dla osoby nieznającej Motocompo mogą pozostać całkowicie niezauważone, ale właśnie dlatego cały projekt ma tyle uroku i powinien trafić prosto w serca nerdów japońskiej motoryzacji.

Nawet dekiel dostał własny motoryzacyjny akcent. Jest częściowo przezroczysty, więc można przez niego zobaczyć mechanizm, ale Seiko naniosło na niego również sylwetkę Motocompo, oznaczenie edycji limitowanej i indywidualny numer egzemplarza. Wisienką na torcie jest opakowanie — pudełko zegarka przypomina karton, w którym transportowano Motocompo. Właśnie takie rzeczy odróżniają dla mnie ciekawą współpracę od zwykłego licencjonowanego gadżetu. Można kupić HDB010 wyłącznie dlatego, że podoba nam się żółte Seiko, ale osoby znające historię Hondy dostają cały zestaw małych odniesień do oryginału.

Czytaj też: 145-lat Seiko świętowane w cudownym fiolecie z epoki Edo

Pod spodem to nadal bardzo klasyczne Seiko 5 Sports

Motoryzacyjna otoczka nie oznacza na szczęście, że Seiko zapomniało o samym zegarku. HDB010 należy do serii Field i ma stosunkowo kompaktową stalową kopertę o średnicy 36,4 mm, długości 44,4 mm od ucha do ucha i grubości 12,5 mm. Zastosowano na niej dodatkową twardą powłokę, a całość wraz z paskiem waży tylko 64 gramy.

W środku pracuje dobrze znany automatyczny kaliber Seiko 4R36 z możliwością ręcznego naciągania. Mechanizm ma 24 kamienie, oferuje około 41 godzin rezerwy chodu i funkcję stop-sekundy, dzięki której podczas ustawiania godziny wskazówka sekundowa się zatrzymuje. Na godzinie trzeciej umieszczono klasyczne dla tej rodziny zegarków wskazanie dnia tygodnia i daty.

Źródło: Seiko

Nad tarczą znajduje się zakrzywione szkło Hardlex, czyli utwardzane szkło mineralne stosowane przez Seiko, natomiast wskazówki i indeksy pokryto substancją luminescencyjną LumiBrite. Zegarek oferuje wodoszczelność na poziomie 10 barów, więc zdecydowanie nie jest tylko kolekcjonerskim przedmiotem przeznaczonym do oglądania w pudełku czy gablocie. Pasek ma 18 mm szerokości przy mocowaniu do koperty i wykonano go z nylonu, co dodatkowo podkreśla użytkowy, trochę wojskowy charakter bazowej serii Field.

Oczywiście nie jest to zegarmistrzowska egzotyka. 4R36 jest popularnym mechanizmem Seiko, 41 godzin rezerwy chodu nie wyznacza dziś żadnych rekordów, a zastosowanie Hardlexu zamiast szkła szafirowego przypomina, że technicznie HDB010 pozostaje stosunkowo prostym przedstawicielem rodziny 5 Sports. Tylko że akurat w tym modelu trudno uznać to za szczególny problem. Cała jego atrakcyjność wynika ze sposobu, w jaki bardzo znajomą bazę Seiko ubrano w historię Motocompo.

Czytaj też: Seiko wraca do przeszłości. Zegarek astronautów Rotocall znów oczaruje

Kosztuje 1700 zł i będzie ich tylko 8000

Seiko 5 Sports HDB010 trafi do sprzedaży we wrześniu tego roku. Producent przygotuje 8000 numerowanych egzemplarzy, a oficjalna cena w Polsce została ustalona na 1700 zł. Nie mamy więc do czynienia z ekstremalnie drogim zegarkiem kolekcjonerskim, ale problem z jego zdobyciem może leżeć gdzie indziej — przy tego typu limitowanych współpracach nietrudno sobie wyobrazić, że najwięksi fani Hondy będą chcieli złapać swój egzemplarz jak najszybciej.

Najbardziej podoba mi się jednak wybór bohatera tej współpracy. Honda ma przecież w swojej historii NSX-a, S2000, kolejne generacje Civica Type R, legendarne motocykle i ogromne dziedzictwo motorsportowe. Najłatwiej byłoby więc sięgnąć właśnie po którąś z tych oczywistości. Zamiast tego dostaliśmy zegarek poświęcony małemu, żółtemu pudełku na dwóch kołach, które 45 lat temu można było schować do bagażnika Hondy City.

I chyba właśnie dlatego cała rzecz tak dobrze trafia w moje zamiłowanie do japońskiej motoryzacji. Motocompo przypomina czasy, w których ciekawy pomysł nie zawsze musiał prowadzić do najszybszego, najbardziej luksusowego albo najbardziej dochodowego produktu. Wystarczyło zadać pytanie: „a gdybyśmy zrobili motocykl mieszczący się w bagażniku?”. A potem naprawdę go zrobić. Cóż, kiedyś to było…

Seiko potraktowało całą tę historię z podobnym poczuciem humoru i przywiązaniem do szczegółów. Motocompo zdążyło już zainspirować współczesne, elektryczne Motocompacto, a teraz trafiło również na nadgarstek. Trudno chyba o lepszy dowód na to, że jeden z najdziwniejszych pomysłów Hondy z początku lat 80. po 45 latach wciąż ma się zaskakująco dobrze.

Źródło: Seiko

Kacper CembrowskiK
Napisane przez

Kacper Cembrowski

Redaktor Prowadzący
Dziennikarz z wykształcenia, ale przede wszystkim z pasji i wyboru. Zacząłem pisać do internetu w wieku 15 lat — od branży gamingowej płynnie przeszedłem do nowych technologii, z czasem poszerzając je także o motoryzację. Po drodze zacząłem również coraz częściej stawać przed kamerą i za nią. Na co dzień zajmuję się tworzeniem i rozwijaniem treści technologicznych w wielu formach. Piszę artykuły, recenzje, felietony i scenariusze, nagrywam oraz montuję materiały wideo, prowadzę wywiady i realizuję formaty wideo oraz podcastowe. Równolegle rozwijam projekty w mediach społecznościowych. Regularnie relacjonuję najważniejsze targi technologiczne i motoryzacyjne na całym świecie, testuję najnowszy sprzęt oraz samochody, a także pracuję przy współpracach komercyjnych z markami i uczestniczę w procesach sprzedażowych oraz projektowych związanych z mediami i content marketingiem. Od 2020 roku prowadzę również własny podcast. Praca z mikrofonem i kamerą jest dla mnie naturalnym przedłużeniem dziennikarstwa — pozwala opowiadać o świecie nowych technologii, motoryzacji i współczesnej kultury w bardziej bezpośredni sposób. Fascynuje mnie technologia w każdej postaci — szczególnie ta nowoczesna, choć retro sprzęty mają w moim sercu specjalne miejsce (transparentne obudowy zawsze wygrywają). Uwielbiam japońską (pop)kulturę, katalońską piłkę nożną, sprzęty z Cupertino, samochody elektryczne (i najlepiej ze stali nierdzewnej), minimalistyczny design, dystopijny streetwear i anti-fashion, a muzyka towarzyszy mi całą dobę. Najlepiej czuję się w studiu nagraniowym, na planie wideo albo w samolocie.