BMW opisuje wspominaną rodzinę jednośladów jako maszyny “urodzone na torze”, więc co stanie się w momencie, kiedy firma spróbuje przenieść tę filozofię do segmentu, w którym dodatkowe konie mechaniczne wcale nie rozwiązują najważniejszych problemów? Wygląda na to, że odpowiedź na to pytanie właśnie siedzi pod plandeką gdzieś w okolicach Monachium i przyjmuje formę niezapowiedzianego jeszcze oficjalnie M 1300 GS.
BMW M 1300 GS przestaje być tylko plotką
Tym razem dostaliśmy nie byle plotkę, a konkretne zdjęcia bardzo zaawansowanego prototypu, co przez wgląd na fakt, że sama nazwa M 1300 GS została przez BMW zabezpieczona już w 2019 roku, staje się wręcz jednoznaczne. Według najnowszych informacji motocykl znajduje się na tyle późnym etapie rozwoju, że debiut przed sezonem 2027 jest całkiem prawdopodobny. Co najważniejsze, zdjęcia sugerują, że BMW nie zamierza po prostu wziąć zwykłego R 1300 GS, dodać mu karbonowych elementów, kilku koni i trzech kolorowych pasków.

Najbardziej rzucają się w oczy koła. Z przodu mamy 21-calową obręcz, a z tyłu 18-calową, a obie są obute w terenowe opony Metzeler Karoo. Spostrzegawczy dostrzegli też dłuższy skok zawieszenia, zmienioną i solidniejszą podporę układu wahacza oraz charakterystyczne niebieskie zaciski hamulcowe M. Wszystko wskazuje więc na przygotowanie motocykla bardziej kompetentnego poza asfaltem, a nie kolejnego drogowego potwora tylko przebranego za adventure.
M-ka, która nie potrzebuje znacznie większej mocy
Standardowy BMW R 1300 GS już dziś rozwija 145 koni mechanicznych oraz 149 Nm z chłodzonego cieczą silnika typu bokser o pojemności 1300 cm³. Do tego waży około 237 kg z płynami, więc to nie są parametry maszyny, której najbardziej brakuje kolejnych 20 czy 30 koni mechanicznych. Prototyp M 1300 GS nie wskazuje jednak na jakąś rewolucję pod pokrywami cylindrów. Silnik wygląda bardzo podobnie, pomijając oznaczenia M. Możliwe, że BMW wyciśnie z niego kilka dodatkowych koni, ale na tę chwilę byłoby to zgadywanie. Znacznie bardziej interesuje mnie zapowiadana walka z masą.
Speedweek wspomina m.in. o tytanowym układzie wydechowym, a konstrukcja może zostać pozbawiona części turystycznego wyposażenia. Mniejszy zbiornik paliwa znany ze standardowego GS-a zamiast wielkiego baku wersji Adventure również wpisywałby się w ten kierunek, więc będzie to ciekawa zmiana filozofii.
W przypadku BMW Concept RR pogoń za osiągami oznacza ponad 230 KM, aerodynamikę rodem z wyścigów i walkę o stabilność przy prawie 300 km/h. Tutaj sukces można mierzyć czymś zupełnie innym, bo kilogramami zrzuconymi z motocykla, skokiem zawieszenia, zachowaniem przedniego koła na luźnej nawierzchni i tym, ile kontroli zostaje motocykliście po zjechaniu z asfaltu.
BMW może stworzyć nowy szczyt rodziny GS
R 1300 GS pozostanie najpewniej uniwersalnym motocyklem dla kogoś, kto jednego dnia jedzie autostradą, a następnego zjeżdża na szuter. R 1300 GS Adventure nadal może być wielkim długodystansowcem, więc M 1300 GS miałby tymczasem dostać inną rolę, bo sportowego, terenowego flagowca. Ma to sens również historycznie. Pierwsze GS-y budowały swoją legendę nie pod kawiarniami, lecz m.in. podczas Rajdu Paryż-Dakar. Paradoksalnie więc zastosowanie oznaczenia M do motocykla mocniej skupionego na jeździe terenowej może być mniej dziwne, niż wydaje się na pierwszy rzut oka.
Pozostaje jeszcze cena, a tutaj zaczyna ona już boleć. Oficjalnej kwoty brak, ale europejskie modele M 1000 R i M 1000 XR potrafią kosztować o około 6000-8000 euro więcej od swoich tańszych odpowiedników. Przy obecnym kursie daje to około 26-34 tys. zł samej potencjalnej “dopłaty za M”. Nie traktowałbym tego jako prognozy polskiego cennika M 1300 GS, ale dobrze pokazuje skalę, na której BMW zwykle operuje.
Jeżeli M 1300 GS rzeczywiście trafi do salonów w takiej formie, jaka wyłania się dziś spod plandeki, to moim zdaniem jego najważniejszym osiągnięciem nie będzie moc. Będzie nim rozszerzenie znaczenia jednej z najbardziej rozpoznawalnych liter w całej motoryzacji. “M” przestanie oznaczać wyłącznie “szybciej po asfalcie”. Zacznie znaczyć również “szybciej tam, gdzie asfalt właśnie się skończył”. Czy się to nam podoba, czy też nie.
Czytaj też: Myślałem, że takie motocykle będą znikać. Kawasaki nadal robi swoje
Czytaj też: Hiszpanie wzięli ciekawy motocykl i usunęli jedną z największych barier dla początkujących
Czytaj też: Wygląda jak motocykl z 2077 roku. Pod spodem kryje stare Ducati za 190 tysięcy
Źródła: Speedweek, BMW Motorrad – R 1300 GS

