Prawie ćwierć masy zniknęła z elementu roweru. Cena przypomina, że to sprzęt z innego świata

Im dłużej śledzę rozwój wyczynowych rowerów, tym częściej mam wrażenie, że branża zbliża się do etapu, na którym kolejne duże postępy powstają z dziesiątek mikroskopijnych zmian. Dziś pewnym “sukcesem” na rynku jest polowanie na wagowe oszczędności wszędzie tam, gdzie ma to sens, co wcale nie jest proste, bo niższa waga nie może odbić się na trwałości czy charakterze produktu. Mavic zrobił właśnie coś takiego ze swoją najwyższą półką kół dedykowanych rowerom cross-country i patrząc na skalę odchudzania, trudno mówić tutaj o kosmetyce.
Prawie ćwierć masy zniknęła z elementu roweru. Cena przypomina, że to sprzęt z innego świata

Nowe Mavic Crossmax Ultimate ewidentnie są przykładem tego, jak to producent bierze jeden z najważniejszych elementów całego roweru, rozkłada go praktycznie na części pierwsze i odkrywa, że margines do poprawy nadal istnieje.

Mavic Crossmax Ultimate ważą tylko 1080 gramów

Koła Mavic Crossmax Ultimate zatrzymują wagę na poziomie 1080 gramów za komplet. Przednie koło odpowiada za 500 gramów, tylne za 580 gramów, podczas gdy poprzednie Crossmax SL Ultimate ważyły według Mavica całe 1395 gramów. Różnica wynosi więc aż 315 gramów, ale sama liczba nie pokazuje dokładnie tego, co właściwie wydarzyło się podczas projektowania. Mavic nie odchudził bowiem elementu do granic możliwości, tylko zaatakował całość, a to dało konkretne efekty.

Czytaj też: Rower staje się czymś więcej. Avinox schował napęd i przerzutkę w jednej obudowie

Producentowi udało się urwać około 100 gramów na obręczach, kolejne około 100 gramów przyniosła zmiana klasycznych stalowych szprych na karbonowe, a następne 100 gramów zniknęło dzięki nowym piastom UltraLight. Dla mnie szczególnie ciekawe jest odchudzenie obręczy, bo gram gramowi pozostaje nierówny. Masa znajdująca się daleko od osi obrotu ma większe znaczenie dla bezwładności koła niż ta skupiona przy piaście. Innymi słowy, zmniejszenie masy obręczy powinno być odczuwalne szczególnie podczas ciągłego rozpędzania i zwalniania, a właśnie tego w technicznym cross-country nie brakuje.

Włókno węglowe trafiło do szprych, a ceramika do piast

Nowe obręcze są pozbawione haków (hookless), mają 30 mm szerokości wewnętrznej, około 35 mm zewnętrznej oraz 25 mm wysokości. Mavic wykorzystuje mieszankę włókien T1000, T700 i 3K oraz konstrukcję określaną jako “Adaptive Layup”, czyli układ warstw dostosowany tak, aby zachować wymagane parametry mechaniczne przy możliwie małej ilości materiału.

Jeszcze ciekawiej wyglądają szprychy. Każde koło wykorzystuje ich 20 w układzie na dwa krzyże, ale zamiast stali producent postawił włókno węglowe i tytanowe nyple. Mavic twierdzi przy tym, że szprychy poza wysoką sztywnością mają lepiej tłumić drobne drgania, ale różnice są zapewne wręcz niewyczuwalne dla typowego rowerzysty.

Czytaj też: Ten elektryczny rower prawie nie wygląda jak e-bike. Mówi to więcej niż może się wydawać.

Podobnie podchodzę zresztą do ceramicznych łożysk w nowych piastach UltraLight. Przednia waży tylko 105 gramów, a tylna 180 gramów w konfiguracji z mocowaniem tarczy na sześć śrub i bębenkiem XD. Dostępna jest również wersja Centerlock. Z tyłu znalazł się mechanizm z 40-zębową zapadką i przeprojektowaną sprężyną mającą zmniejszać opory podczas jazdy bez pedałowania. Sam bębenek ma być dodatkowo o 25 procent lżejszy od standardowego odpowiednika Mavica.

Test odbył się na trasie dla najlepszych

Koła rowerowe Crossmax Ultimate miały spędzić dziewięć miesięcy w rękach zawodników, a ich konstrukcja powstawała na bazie symulacji, testów laboratoryjnych i jazdy w rzeczywistych warunkach. Trafiły również do ekip KTM oraz Mondraker w Pucharze Świata XC, niejaka Katrin Embacher wygrała na nich zawody U23 XCO w Novym Mescie, a zawodnicy korzystający z nowej konstrukcji zaliczali także miejsca w pierwszej dziesiątce.

Nie oznacza to oczywiście, że 1080-gramowe koła same “wygrywają zawody”. Wyniki sportowe są jednak bardzo dobrym dowodem na coś bardziej przyziemnego, bo to, że tak ekstremalnie lekki zestaw jest w stanie przetrwać prawdziwe ściganie na najwyższym poziomie. Mavic deklaruje zresztą podobną sztywność, wytrzymałość i niezawodność jak w poprzedniku, a maksymalna dopuszczalna masa wynosi 135 kg.

Dziś technologia dla zawodowców, a jutro coś normalnego?

Największym problemem pozostaje cena. Crossmax Ultimate kosztują 2299 euro, czyli przy obecnym kursie około 10000 złotych za komplet kół. W zestawie dostajemy już taśmę i wentyle tubeless oraz torby na koła, ale nie robi to z absurdalnej ceny czegoś, co można łatwo przełknąć. Jest to jednak produkt dla zawodników i najbardziej wymagających amatorów. Nie jest to zresztą pierwszy raz, gdy Mavic pokazuje, jak daleko można przesunąć rowerowe koła. Przy Mavic Comete 50 pisałem już o podobnym przechodzeniu od prostego “zróbmy lekkie koło” do projektowania całego systemu pod konkretny rodzaj jazdy.

Czytaj też: Przyszłość rowerów nie musi być z karbonu. Cane Creek właśnie to udowodnił

Crossmax Ultimate są jednak ciekawsze właśnie dlatego, że pokazują przyszłość w najbardziej dosłownym wydaniu. Karbon nie wystarcza już na obręczy. Wchodzi w szprychy, układ włókien optymalizuje komputer, piasty walczą o dziesiątki gramów, a gotowy produkt miesiącami sprawdzają zawodnicy Pucharu Świata. Dzisiaj trzeba za tę przyszłość zapłacić prawie 10000 złotych. Za kilka lat część tych rozwiązań może być już po prostu kolejnym standardem w znacznie tańszych kołach.

Źródła: Mavic, BikeRadar

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.