Pierwsza taka fregata w historii. Rheinmetall zapragnął potęgi niszczyciela

Fregata eskortowała, niszczyciel bronił całej grupy okrętów, krążownik stanowił pływające centrum dowodzenia, a lotniskowiec pozostawał najważniejszym elementem całej grupy uderzeniowej. Oczywiście rzeczywistość nigdy nie była aż tak prosta, ale przynajmniej nazwa klasy mówiła nam sporo o tym, czego można spodziewać się po konkretnym okręcie. Mam jednak wrażenie, że wraz z postępem technologicznym, ten porządek właśnie rozpada się na naszych oczach.
Niszczyciel Arleigh Burke USA
Niszczyciel Arleigh Burke USA

Współczesnego okrętu nie określa już wyłącznie długość kadłuba, wyporność i największe działo na dziobie. Coraz ważniejsze stają się radary, moc obliczeniowa, oprogramowanie oraz liczba pionowych wyrzutni, które można wypełnić zupełnie różnymi pociskami zależnie od misji. Dlatego jednostka oficjalnie nazwana fregatą może dziś otrzymać zadania, które jeszcze niedawno były zarezerwowane dla znacznie większego i droższego niszczyciela. Tak przynajmniej twierdzi niemiecki Rheinmetall.

Rheinmetall pokazał fregatę, która nie zamierza zachowywać się jak fregata

GMF 140 jest aktualnie chyba najbardziej bezpośrednią próbą wykorzystania tej zmiany. Rheinmetall przedstawił właśnie światu swój projekt 140-metrowej fregaty rakietowej o wyporności przekraczającej 6000 ton przeznaczonej dla państw NATO i innych sojuszników. Sam producent nie sili się przy tym na skromność. Proponowany okręt ma jednocześnie odpowiadać za obronę przeciwlotniczą, zwalczanie pocisków balistycznych, walkę z okrętami podwodnymi oraz atakowanie celów na bardzo dużych dystansach.

Czytaj też: Nowy KAAN zdradza ambicje Turcji. Tak powstaje myśliwiec godny XXI wieku

Jeszcze kilkanaście lat temu taki zestaw zadań przypisałbym niszczycielowi rakietowemu, a nie średniej wielkości fregacie. Właśnie dlatego najważniejszą informacją są dla mnie aż 64 komory pionowego systemu startowego VLS w wersji Strike-Length. Według Rheinmetalla mają one obsługiwać pełną rodzinę zachodnich pocisków przeciwlotniczych, przeciwrakietowych i przeznaczonych do uderzeń na cele lądowe. Ta liczba robi wrażenie. Zwłaszcza że przyszłe amerykańskie fregaty typu Constellation miały otrzymać 32 komory VLS, zanim cały program został drastycznie ograniczony po latach opóźnień, zmian projektu i rosnących kosztów, co opisywałem przy temacie narastającej porażce fregat Constellation. GMF 140 ma więc pod tym względem oferować dwukrotnie większy magazyn uzbrojenia od okrętu, który Amerykanie jeszcze niedawno przedstawiali jako fundament odbudowy swojej klasy fregat.

Trzeba jednak pamiętać, że 64 komory nie oznaczają automatycznie 64 identycznych pocisków. Wyrzutnie mogą zostać wypełnione różnymi typami uzbrojenia, a część mniejszych rakiet można umieszczać po kilka w jednej komorze. Ostateczny ładunek zależy od zadania. Okręt eskortujący grupę lotniskowca będzie potrzebował innej konfiguracji niż jednostka polująca na okręty podwodne albo przygotowana do przeprowadzenia ataku na cele znajdujące się setki kilometrów od wybrzeża. Zresztą właśnie ta zmienność jest prawdziwą siłą projektu. GMF 140 nie ma być fregatą zaprojektowaną wokół jednego rodzaju uzbrojenia, lecz pływającą platformą, której rolę można częściowo zmieniać poprzez dobór pocisków i wyposażenia misyjnego.

Aegis zmienia tę fregatę w element wielkiej tarczy

Jeszcze ważniejszy od samych wyrzutni może okazać się system bojowy Aegis. Rheinmetall chce zintegrować na GMF 140 rozwiązanie, które od dziesięcioleci stanowi rdzeń obrony amerykańskich krążowników i niszczycieli. Aegis łączy informacje z radarów oraz innych czujników, klasyfikuje zagrożenia, przydziela im uzbrojenie i umożliwia jednoczesne prowadzenie obrony przeciwlotniczej oraz przeciwrakietowej.

Nie jest to zwyczajny radar z ekranem dla operatora. Mowa o całym cyfrowym układzie nerwowym okrętu, który ma przetwarzać obraz pola walki i podejmować decyzje szybciej, niż mogłaby robić to załoga (w przypadku GMF 90+35 osób) pracująca na oddzielnych systemach. Dlatego 9700-tonowe niszczyciele Arleigh Burke Flight III nie są dziś tak istotne z powodu samego kadłuba czy liczby pocisków, lecz przez połączenie Aegisa z nową generacją radarów i ogromną mocą obliczeniową.

Amerykański niszczyciel rakietowy, okrętów typu Arleigh Burke, Arleigh Burke, okręt Arleigh Burke
Amerykański niszczyciel rakietowy typu Arleigh Burke

GMF 140 ma korzystać z radarów pochodzących ze Stanów Zjednoczonych. Mają one być dostępne w kilku konfiguracjach, a w tym przystosowanych do śledzenia pocisków balistycznych. Producent twierdzi też, że sensory mają umożliwiać wykrywanie klasycznych samolotów, broni hipersonicznej oraz rakiet balistycznych. Na razie nie podał jednak dokładnego modelu radaru, a to ważne zastrzeżenie. Różnica między ogólną deklaracją o kompatybilności z Aegisem a pełną konfiguracją obrony przeciwrakietowej może być ogromna pod względem ceny, zapotrzebowania na energię i rzeczywistych możliwości bojowych.

Rheinmetall przewiduje również możliwość połączenia Aegisa z systemem zarządzania walką CMS 330 firmy Lockheed Martin. CMS 330 został pierwotnie opracowany dla kanadyjskiej marynarki wojennej i ma otwartą architekturę, która ułatwia integrowanie różnych czujników oraz efektorów. W teorii daje to klientowi możliwość połączenia amerykańskiego fundamentu z europejskimi radarami, sonarami, uzbrojeniem i systemami walki elektronicznej.

Mniejszy od Arleigh Burke, ale wcale nie dwukrotnie

GMF 140 rzeczywiście będzie mniejszy od amerykańskiego niszczyciela Arleigh Burke Flight III, ale nie stanie się jego miniaturową wersją ważącą o połowę mniej. Najnowsze Arleigh Burke mierzą około 155 metrów, wypierają mniej więcej 9700 ton i mają 96 komór VLS. GMF 140 będzie o około 15 metrów krótszy, prawie 3700 ton lżejszy i otrzyma 64 komory. Proporcje są imponujące, bo fregata ma zaoferować około dwóch trzecich liczby wyrzutni znacznie cięższego niszczyciela. Jednocześnie opowieści o dorównywanie okrętom “dwukrotnie większym” należy traktować ostrożnie.

Niszczyciel Arleigh Burke
Niszczyciel Arleigh Burke

Nie można też zakładać, że samo umieszczenie Aegisa na pokładzie zrówna oba okręty. Arleigh Burke Flight III został od podstaw przeprojektowany wokół potężnego radaru AN/SPY-6(V)1, rozbudowanego systemu zasilania, chłodzenia i infrastruktury dowodzenia. Ma również większy zapas wyporności, więcej miejsca na załogę, amunicję, paliwo oraz przyszłe modernizacje. Współczesna elektronika pozwala zmniejszać systemy, ale fizyki kadłuba nadal nie da się oszukać.

Jednocześnie jednak określenie GMF 140 mianem “fregaty z siłą niszczyciela” uważam za uzasadnione. Nie dlatego, że oba okręty będą sobie równe, lecz dlatego, że nowy projekt ma przejąć część najważniejszych funkcji niszczyciela. Zwłaszcza obronę całego zespołu okrętów przed samolotami, pociskami manewrującymi oraz rakietami balistycznymi.

Nie tylko pociski. Pod wodą rozgrywa się druga wojna

Naturalnie taki współczesny okręt eskortowy nie może skupiać się wyłącznie na niebie. Rosnąca aktywność okrętów podwodnych sprawia, że równie ważna jest kontrola tego, co dzieje się kilkadziesiąt lub kilkaset metrów pod powierzchnią. GMF 140 ma otrzymać sonar zamontowany w kadłubie oraz sonar holowany, który można oddalić od hałasującej jednostki i zanurzyć na głębokość lepiej dopasowaną do warunków akustycznych.

Czytaj też: Wyjątkowe możliwości prowadzenia wojny. Drony zrobiły coś, czego nikt się nie spodziewał

Rheinmetall deklaruje również zastosowanie kadłuba o ograniczonej wykrywalności oraz zintegrowane zarządzanie sygnaturą akustyczną. W uproszczeniu okręt ma nie tylko szukać jednostek podwodnych, ale samemu utrudniać im wykrycie własnej pozycji. Podobne znaczenie sonarów widać przy systemie CAPTAS-4 przeznaczonym dla fregat, bo najnowocześniejsze pociski niewiele pomogą, jeśli okręt nie zauważy torpedy lub atakującej jednostki podwodnej.

Zdjęcie poglądowe – okręt podwodny

GMF 140 ma przenosić także śmigłowiec amerykańskiej albo europejskiej produkcji oraz systemy bezzałogowe. Nie będą one wyłącznie dodatkiem rozpoznawczym. Śmigłowiec z sonarem opuszczanym do wody może przeszukiwać obszary znajdujące się daleko poza zasięgiem czujników samej fregaty, a drony nawodne i podwodne mogą stopniowo przejmować najbardziej monotonne lub ryzykowne zadania.

Działo, torpedy, laser i wszystko, co klient zechce zamówić

Projekt przewiduje integrację 127-milimetrowego działa głównego, pocisków przeciwokrętowych, wyrzutni torped, artyleryjskich systemów obrony bezpośredniej CIWS, wyposażenia optoelektronicznego oraz rozbudowanych środków walki elektronicznej. Rheinmetall wspomina nawet o broni laserowej, ale w tym miejscu zachowałbym jednak szczególną ostrożność. Producent nie twierdzi, że gotowy laser o określonej mocy zostanie zamontowany na pierwszym okręcie. Informuje jedynie, że projekt może obsłużyć taki system. Różnica jest zasadnicza, bo broń energetyczna wymaga ogromnych ilości energii, wydajnego chłodzenia oraz miejsca na dodatkową elektronikę.

Podobne wyzwania widać przy japońskiej broni laserowej testowanej na morzu. Samo działanie lasera zostało już wielokrotnie potwierdzone, ale przekształcenie demonstratora w niezawodny element uzbrojenia okrętu pozostaje trudne. Laser może świetnie sprawdzać się przeciwko dronom i niektórym pociskom, lecz jego skuteczność nadal ograniczają pogoda, wilgotność, aerozole oraz czas potrzebny do nagrzania celu. Na GMF 140 broń energetyczna miałaby przede wszystkim chronić drogie pociski przed marnowaniem ich na najtańsze zagrożenia. Wypuszczenie rakiety wartej miliony przeciwko niewielkiemu dronowi jest ekonomicznie absurdalne, nawet jeśli technicznie skuteczne. Laser może zmienić ten rachunek, bo koszt pojedynczego “strzału” sprowadza się głównie do energii i zużycia podzespołów.

Na razie oglądamy obietnicę, nie okręt

Najważniejszy problem GMF 140 jest bardzo prosty. Okręt jeszcze nie istnieje. Rheinmetall pokazał projekt i opisał planowane możliwości, ale nie podał klienta, ceny, harmonogramu budowy, konkretnej konfiguracji radaru ani ostatecznej listy uzbrojenia. Samo określenie GMF 140 mianem “pierwszej takiej fregaty” należy zaś rozumieć bardziej jako opis kombinacji możliwości niż absolutne pierwszeństwo historyczne. Fregaty z Aegisem już istnieją, podobnie jak projekty z 64 wyrzutniami. Nowością jest tu jednak połączenie Aegisa, pełnej obrony przed pociskami balistycznymi, uzbrojenia dalekiego zasięgu, rozbudowanego zwalczania okrętów podwodnych i wysokiego stopnia automatyzacji w jednostce o wyporności około 6000 ton.

Czytaj też: Chiny szlifują myśliwiec szóstej generacji na oczach całego świata

Rheinmetall zamierza najpierw oferować nową fregatę w Ameryce Północnej. Naturalnym kandydatem wydawałaby się Kanada, ponieważ koncern ma tam rozbudowane zaplecze, dostarcza systemy ochrony dla fregat typu Halifax i współpracuje z lokalnym przemysłem. Jeśli więc finalnie Rheinmetall znajdzie klienta i zbuduje okręt bez drastycznego wzrostu wyporności oraz kosztów, może wyznaczyć kierunek dla całej nowej generacji jednostek eskortowych.

Źródła: Rheinmetall GMF 140, US Navy

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.