Producenci najdroższych rowerów ewidentnie już dawno przestali zadawać sobie tylko jednego prostego pytania “czego potrzebuje rowerzysta?”. Znacznie częściej interesuje ich coś zupełnie innego, bo jak daleko można przesunąć granice konstrukcji, jeśli cena, czas produkcji i zdrowy rozsądek przestają być najważniejszymi ograniczeniami? Niedawno podobne podejście widziałem przy Mosaic GT i55 z elementami drukowanymi z tytanu, ale Josh Ogle najwyraźniej uznał, że można pójść jeszcze dalej. Jego najnowszy górski v3 wygląda niepozornie tylko do momentu, w którym dowiecie się, co ukrywa w ramie.


Przewody hamulcowe niczym z wojskowego V-22
Typowy hydrauliczny hamulec rowerowy wykorzystuje elastyczny przewód biegnący od klamki do zacisku. Można ukryć go w ramie albo poprowadzić go możliwie schludnie poza nią i na tym właściwie skończyć temat. Po co bowiem komplikować coś tak prostego, co sprawdza się od dawna? Josh uznał jednak, że skoro w samochodach wyścigowych i lotnictwie stosuje się sztywne metalowe przewody hydrauliczne, to rower również może dostać coś podobnego.
Czytaj też: Najszybszy rower Specialized wreszcie potaniał. Tak bardzo, że cena zwala z nóg



Inspiracja tego typu rozwiązania w rowerze nie pojawiła się zresztą wczoraj. Josh Ogle wspomina konstrukcję Soulcraft pokazaną na targach Interbike mniej więcej w 2000 roku, która akurat również miała sztywne przewody w ramie. Sam przez lata zajmował się wyginaniem przewodów hamulcowych do samochodów wyścigowych, więc połączenie tych dwóch światów było chyba tylko kwestią czasu.

Ostatecznie wykorzystał tytanowe rurki o średnicy 1/8 cala (około 3,18 mm) i co ciekawe, ponoć ten sam rodzaj przewodów znajduje zastosowanie w wojskowym pionowzlocie V-22 Osprey. Jest przystosowany do ciśnienia rzędu około 290 barów, co naturalnie jest przesadą w jednośladzie i to do tego stopnia, że Ogle we własnym warsztacie przetestował instalację “tylko” do około 241 barów, bo na więcej nie pozwoliła mu aparatura. Brzmi absurdalnie? Oczywiście tak. Tyle tylko, że działa.
Rama roweru v3 stała się częścią układu hamulcowego
Tytanowe rurki nie zostały naturalnie po prostu przeciągnięte przez środek konstrukcji i pozostawione luzem. Ogle przyspawał je do odpowiednich złączy wewnątrz ramy, dzięki czemu zewnętrzne elastyczne przewody hamulcowe można podłączać bezpośrednio do przygotowanych punktów. Innymi słowy, tak – nie dało się pozbyć elastycznych fragmentów całkowicie, bo kierownica musi się obracać, a tylne zawieszenie ciągle pracuje, dlatego pomiędzy przednim trójkątem i tylną częścią konstrukcji nadal znajdują się krótkie odcinki klasycznej hydrauliki. Wewnątrz samej ramy oraz tylnego trójkąta króluje już jednak sztywny tytan.




W tym wszystkim autor nawet nie policzył, czy rozwiązanie pozwoliło zrzucić jakąkolwiek masę. Sam układ wymaga zresztą większej liczby złączy i zdecydowanie więcej pracy podczas produkcji, więc jest to ewidentnie sztuka dla sztuki, a nie coś sensownego. Zresztą cały rower v3 to ewidentnie przejaw posuwania granic poza rozsądek, bo nie bez powodu ten model otrzymał nawet przydomek Final Boss. W tytanowych elementach znalazły się nawiązania do gier retro, a sam Ogle przygotował nawet własną zębatkę inspirowaną Asteroids.
Czytaj też: ASUS znudził się komputerami. Teraz chce zamienić twój rower w e-bike’a



Znacznie ważniejsze są jednak drukowane w 3D tytanowe węzły ramy, które projektuje Ogle, a produkuje SILCA. W v3 ich kształt został zmieniony tak, aby lepiej pozbywały się błota, a zintegrowany zacisk sztycy otrzymał większą powierzchnię mocowania i wymaga mniejszego momentu dokręcania. Według SILCA konstrukcja korzysta też z zawieszenia Ministry 3VO oferującego 150 mm skoku z tyłu. Druk 3D odblokowuje przy tym najciekawszą rzecz, bo możliwość modyfikowania geometrii pod konkretnego właściciela bez projektowania całej ramy od początku. Właśnie w tym widzę przyszłość podobnych metod produkcji. Zwłaszcza że tytanowe elementy z drukarki 3D trafiają już do coraz bardziej egzotycznych rowerów, bo pozwalają tworzyć kształty trudne albo nieopłacalne w klasycznej obróbce.
Ponad 100 tysięcy złotych za rower pokazuje, po co powstał v3
Reszta konstrukcji konsekwentnie trzyma ten sam poziom przesady. Ogle wykonał własny ster i suport, zaprojektował element usztywniający mocowanie tylnej przerzutki UDH, a na kapslu sterów umieścił mapę Durango w skali 1:500 000. Samo wyfrezowanie tego jednego drobiazgu zajmuje około godziny, więc nic dziwnego, że cena kompletnego Ogle v3 ma wynosić około 27500 dolarów, czyli nieco ponad 100000 złotych.

Czytaj też: Polskie rowery miały zniknąć. Rondo i NS Bikes wracają zza grobu
Czy ktokolwiek rozsądny chciałby tyle zapłacić za rower? Absolutnie nie. Czy tytanowe przewody hydrauliczne o parametrach wystarczających dla lotnictwa wojskowego są konieczne podczas zjazdu po górskim szlaku? Też nie. Tylko że “Final Boss” nie powstał po to, żeby udowodnić, czego rower potrzebuje. Pokazuje raczej to, co da się zrobić, kiedy konstruktor łączy doświadczenie z rowerów, samochodów wyścigowych i precyzyjnej obróbki, a następnie dostaje do ręki druk 3D z tytanu.
Źródła: Bikerumor

