Najszybszy rower Specialized wreszcie potaniał. Tak bardzo, że cena zwala z nóg

Rozwój rowerów szosowych brzmi wręcz nudno, bo sprowadza się głównie do ograniczania wagi i zmniejszania oporów, ale kiedy do gry wkracza cena, to zamiast nudy, rodzi się niedowierzanie. Mam tak za każdym razem, kiedy patrzę na jednoślad tego typu z wyższej półki, ale firma Specialized pokazała właśnie w tej kwestii coś ciekawego. Tym razem technologia z jego najnowszej wyścigowej maszyny trafiła do znacznie tańszych wersji. Tyle tylko, że słowo “tańszych” trzeba tutaj traktować wyjątkowo umownie.
Najszybszy rower Specialized wreszcie potaniał. Tak bardzo, że cena zwala z nóg

Tarmac SL9 zadebiutował pod koniec czerwca 2026 roku wyłącznie jako topowy wariant S-Works, a Specialized od razu nazwał go “najszybszym rowerem szosowym, jaki kiedykolwiek został wyprodukowany”. Według firmowych pomiarów nowa konstrukcja ma przy 45 km/h potrzebować o 4 waty mniej niż Tarmac SL8, co w modelowym 100-kilometrowym etapie ma przekładać się na około 28 sekund przewagi. Brzmi fajnie? To uważaj na to.

Specialized Tarmac SL9 wreszcie można kupić za mniej. Dużo mniej

W Polsce S-Works Tarmac SL9 kosztuje 63999 zł. Teraz oferta została jednak rozszerzona o S-Level, Expert oraz Comp i właśnie tutaj robi się ciekawie, bo S-Level kosztuje 47999 zł, Expert 31999 zł, a Comp 20599 zł. Innymi słowy, Specialized właśnie uczynił swojego Tarmaca “bardziej przystępnym”, oferując wersję za ponad 20 tysięcy złotych, choć wiem, jak źle to brzmi. Trudno wprawdzie nie uśmiechnąć się na takie określenie, ale nie chcę sprowadzać całej premiery wyłącznie do żartu z ceny. Pod względem technicznym jest to bowiem bardzo ważny i ciekawy ruch.

Wszystkie nowe odmiany modelu Tarmac SL9 korzystają z tańszej ramy FACT 10r zamiast FACT 12r z modelu S-Works. Rama w rozmiarze 56 ma ważyć 822 gramy, podczas gdy odpowiednik FACT 12r schodzi do 687 gramów. Różnica wynosi więc 135 gramów. Specialized deklaruje przy tym zachowanie tego samego poziomu sztywności oraz podatności konstrukcji. Najważniejsze jest jednak coś innego -kształty rur pozostały takie same.

Czytaj też: ASUS znudził się komputerami. Teraz chce zamienić twój rower w e-bike’a

Mamy więc węższą o 4 mm główkę ramy, przesuniętą rurę sterową, zmodyfikowany widelec i dolną rurę, element nazwany “Win Fin” za rurą podsiodłową oraz aerodynamiczną sztycę. Innymi słowy, producent nie stworzył “Tarmaca wyglądającego jak SL9”, tylko rzeczywiście przeniósł aerodynamiczną koncepcję flagowca do tańszego karbonu.

Dla mnie właśnie tutaj znajduje się najważniejsza część tej premiery. Technologia, która jeszcze dwa miesiące temu była zarezerwowana dla roweru kosztującego tyle, co całkiem przyzwoity samochód, praktycznie od razu schodzi do niższych wariantów. Swoją drogą, pisałem już przy cenie włókna węglowego w rowerach, że dopłacanie za coraz bardziej wyrafinowany karbon potrafi prowadzić do absurdalnych kwot za relatywnie niewielkie korzyści. Niedawno podobny problem wrócił przy aluminiowej sztycy Cane Creek konkurującej z karbonem. Tarmac SL9 jest chyba jeszcze lepszym przykładem.

S-Level jest prawie S-Worksem, ale Expert i Comp już nie udają

Najciekawszą wersją wydaje mi się S-Level, który zastępuje dotychczasowy poziom Pro. Specialized zostawił w nim niemal zawodowy osprzęt, bo SRAM Red AXS albo Shimano Dura-Ace Di2, dwustronny pomiar mocy, widelec FACT 12r, zintegrowany kokpit Roval Rapide i opony S-Works Turbo Cotton TLR. Cały rower ma ważyć deklarowane 7,1 kg wobec około 6,5 kg S-Worksa, a oszczędności znajdziemy między innymi w kołach Roval Rapide CL III zamiast CLX III, siodełku Power Pro Mirror, standardowym suporcie SRAM DUB oraz stalowych łożyskach sterów.

Czytaj też: Polskie rowery miały zniknąć. Rondo i NS Bikes wracają zza grobu

Właśnie dlatego nie można powiedzieć, że 16000 zł różnicy między S-Level a S-Works kupuje wyłącznie 135 gramów lżejszej ramy. Różnic jest więcej. Pytanie brzmi raczej tak, czy dla osoby spoza zawodowego peletonu są one warte dodatkowych kilkunastu tysięcy złotych. Wariant Expert schodzi już na SRAM Force AXS lub Shimano Ultegra Di2, karbonowe koła Roval C38 i dwuczęściowy aluminiowy kokpit, a Comp otrzymuje SRAM Rival AXS albo Shimano 105 Di2, a karbonowe koła ustępują aluminiowym DT Swiss R470. W obu przypadkach znika też miernik mocy.

Rower przyszłości coraz mniej różni się od roweru teraźniejszości

Cała historia Tarmaca SL9 pokazuje moim zdaniem, w jakim miejscu znalazła się technologia rowerowa. Przełomów jest coraz mniej. Zamiast nich dostajemy optymalizację. Specialized mówi o 4 watach przy 45 km/h, a jednocześnie podczas prac w tunelu aerodynamicznym musiał pozycjonować manekina z ogromną dokładnością, bo przesunięcie jego pozycji o zaledwie około pół centymetra mogło wpłynąć na opór bardziej niż wymiana samego roweru, co pokazuje skalę problemu.

Czytaj też: Ten elektryczny rower prawie nie wygląda jak e-bike. Mówi to więcej niż może się wydawać.

Nie twierdzę, że aerodynamika SL9 nie ma znaczenia. Ma, szczególnie dla zawodnika, któremu pojedyncze sekundy mogą zdecydować o wyniku. Dla większości z nas znacznie ciekawsze jest jednak coś innego, bo to, że Specialized właśnie pokazał, że nie trzeba mieć najlepszego dostępnego karbonu, żeby dostać praktycznie tę samą bryłę aerodynamiczną co profesjonalista. Przyszłość naprawdę trafia więc pod strzechy. Tyle tylko, że w świecie wyczynowych rowerów szosowych owe strzechy zaczynają się dziś od 20599 zł.

Źródła: BikeRadar, Specialized Polska

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.