iPhone 18 Pro i 18 Pro Max oficjalnie. Apple dopracowało je niemal do perfekcji

Nie wiem, czy jest jakaś inna konferencja, która w ciągu roku budzi we mnie tyle emocji, co premiera nowych iPhone’ów. Oglądanie nowości i rewolucji — cichszych czy głośniejszych, ale nadal rewolucji — prosto z Apple Park to dla mnie spore święto. I zawsze oznacza koniec przecieków, plotek i domyślania się, a czas na same oficjalne informacje. Tym razem przywitał nas John Ternus z „hello”, ale Tim Cook nadal się pojawił — choć tym razem bez słynnego „good morning”. I nowy CEO zaczął naprawdę poważnie, bo od razu od iPhone’a 18 Pro i iPhone’a 18 Pro Max. Przejdźmy więc do konkretów!
iPhone 18 Pro i 18 Pro Max oficjalnie. Apple dopracowało je niemal do perfekcji

Nowe iPhone’y z linii Pro i Pro Max wyglądają jak telefony, które Apple projektowało z bardzo konkretną myślą — poprawić rzeczy, które w codziennym używaniu naprawdę robią różnicę. I im dłużej myślę o zaprezentowanej przed chwilą liście zmian, tym bardziej podoba mi się właśnie takie podejście. Mamy nowy układ A20 Pro wykonany w procesie technologicznym 2 nm(!), mocno przebudowany system chłodzenia, aparat główny z fizycznie regulowaną przysłoną, mniejszą Dynamic Island i jeszcze lepszy czas pracy na baterii. To nie są dodatki stworzone wyłącznie po to, żeby dobrze wyglądały podczas prezentacji; to są zmiany, które najpewniej będą odczuwalne właściwie za każdym razem, kiedy wyciągamy telefon z kieszeni.

I chyba właśnie dlatego tegoroczne modele Pro podobają mi się bardziej, niż początkowo się spodziewałem. Apple nie próbuje na siłę wymyślać iPhone’a od nowa, tylko bierze swój najbardziej zaawansowany smartfon i jeszcze mocniej przesuwa go w stronę urządzenia, które ma być jednocześnie świetnym telefonem, aparatem, kamerą i małym komputerem do wszystkiego. Korzystając od lat z kolejnych generacji iPhone’ów Pro, dokładnie takich zmian oczekuję najbardziej. Nie kolejnego efektu wow na pięć minut po wyjęciu z pudełka, ale rzeczy, które po kilku tygodniach sprawiają, że do poprzedniego modelu po prostu nie chce się wracać.

Czytaj też: iPhone Duo oficjalnie. Apple właśnie zaczęło nową erę składanych smartfonów

To nadal iPhone Pro, którego poznajemy od razu — ale ładniejszy!

Apple nie zdecydowało się wyrzucić do kosza wzornictwa zaprezentowanego wraz z iPhone’em 17 Pro. Nadal mamy więc charakterystyczną konstrukcję z aluminium, szerokie plateau aparatów rozciągnięte w górnej części obudowy i stylistykę, która znacznie mocniej niż wcześniejsze generacje odcina linię Pro od pozostałych iPhone’ów. Tegoroczna zmiana jest znacznie subtelniejsza, ale dla mnie niesamowicie istotna — tylne szkło jest lepiej zintegrowane kolorystycznie z resztą konstrukcji, przez co całość wygląda bardziej jednolicie. To był moim zdaniem największy estetyczny problem 17 Pro i Pro Max, więc teraz jestem absolutnie kupiony.

Dochodzą do tego nowe warianty kolorystyczne, wśród których Apple pokazuje głęboką czerń (modły zostały wysłuchane), Glacier (jasny niebieski), srebrny oraz bardzo charakterystyczny burgund — i ten wyjątkowo wpada w oko. Dynamic Island również zostało zmniejszone, a przy tym bardziej funkcjonalne (do trzech Live Activities w jednej chwili), więc przód iPhone’a robi kolejny krok w stronę bardziej jednolitej tafli ekranu. 

Ubiegłoroczna seria Pro była sporym redesignem iPhone’ów, więc wielkiej rewolucji nikt się teraz nie spodziewał. I dobrze, że takiej nie ma, a zamiast tego mamy nowe (piękne, zresztą) kolory i bardziej jednolitą estetykę. Apple przez ten rok miało czas, żeby dopracować tę konstrukcję i wykorzystać przestrzeń wewnątrz przede wszystkim do poprawienia parametrów, których nie zobaczymy z zewnątrz. W świecie, w którym sam wygląd telefonu potrafi zdominować całą premierę (chociaż nowe kolory i tak to zrobią), trochę przewrotnie najbardziej interesujące rzeczy w iPhonie 18 Pro dzieją się właśnie pod obudową.

A20 Pro ma być potężny, ale bardziej interesuje mnie to, co dzieje się wokół niego

Sercem obu modeli jest A20 Pro i tutaj Apple wykonuje jeden z większych technologicznych skoków ostatnich lat. Procesor powstaje w procesie 2 nm, ma sześciordzeniowe CPU oraz siedmiordzeniowe GPU, a Apple deklaruje do 40 procent wyższą wydajność graficzną. Do tego dochodzi 32-rdzeniowy Neural Engine i o 50 procent większa przepustowość pamięci. Gigant z Cupertino bardzo mocno wiąże nowy układ ze swoją wizją obliczeń związanych ze sztuczną inteligencją i przedstawia iPhone’a 18 Pro wręcz jako urządzenie stworzone z myślą o AI. 

Same wykresy wydajności robią jednak na mnie coraz mniejsze wrażenie. iPhone’y Pro już od kilku generacji są tak szybkie, że w zwykłym użytkowaniu znacznie ważniejsze staje się to, jak długo potrafią utrzymać wysoką wydajność i ile energii potrzebują do wykonania tego samego zadania. I tutaj nowa generacja zaczyna robić się naprawdę ciekawa. Apple zastosowało kolejną generację komory parowej o znacznie większej powierzchni i połączyło A20 Pro z nowym systemem odprowadzania ciepła. Ma to pozwolić procesorowi dłużej pracować z wysoką mocą bez gwałtownego ograniczania wydajności. 

To zresztą coraz wyraźniej pokazuje, gdzie znajduje się dzisiaj prawdziwy wyścig smartfonów. Nie chodzi już wyłącznie o to, kto wyrenderuje benchmark kilka sekund szybciej i osiągnie więcej punktów w AnTuTu. Liczy się cały układ: procesor, pamięć, chłodzenie, bateria i oprogramowanie. Apple od dawna miało przewagę wynikającą z projektowania wszystkich tych elementów pod jednym dachem, a A20 Pro wygląda jak kolejny krok w wykorzystywaniu właśnie tej przewagi.

Czytaj też: Apple Watch Series 12 i Ultra 4 zapowiedziane. Apple jeszcze mocniej stawia na nasze zdrowie

Jeśli bateria faktycznie dowiezie te liczby, Pro Max będzie absolutną bestią

Najbardziej przyziemna nowość może być jednocześnie jedną z najlepszych. Apple deklaruje do 36 godzin odtwarzania wideo dla iPhone’a 18 Pro i aż 45 godzin dla iPhone’a 18 Pro Max w wersjach eSIM-only. To oczywiście liczby uzyskane według konkretnej procedury pomiarowej Apple, więc nie należy przeliczać ich jeden do jednego na 45 godzin normalnego używania telefonu. Mimo to skala poprawy jest bardzo interesująca, szczególnie w większym modelu. iPhone 18 Pro ma według Apple osiągać czas pracy porównywalny z zeszłorocznym Pro Maxem, podczas gdy nowy Pro Max ustanawia nowy rekord całej rodziny. 

I właśnie takie ulepszenia przemawiają do mnie bardziej niż kolejna efektowna funkcja używana trzy razy po zakupie telefonu. Po całym dniu zdjęć, nawigacji, CarPlaya, nagrywania wideo, korzystania z aparatu i ciągłego przełączania się pomiędzy aplikacjami — a w mojej pracy dni bardzo często właśnie tak wyglądają — nie interesuje mnie, czy telefon wygrał benchmark z jakimś flagowym Androidem. Interesuje mnie za to, czy wieczorem nadal mam zapas baterii. Jeżeli iPhone 18 Pro Max faktycznie przełoży deklaracje Apple na wyraźnie dłuższy rzeczywisty czas pracy, może to być jedna z tych zmian, do których bardzo szybko przywykniemy i po miesiącu nie będziemy chcieli wracać do poprzedniego modelu.

Zmienia się również ładowanie. Apple deklaruje, że kilkanaście minut przy ładowarce może zapewnić energię na wiele godzin odtwarzania wideo. Nie zmienia to iPhone’a w rekordzistę szybkości ładowania na całym rynku i warto o tym pamiętać, ale w ekosystemie Apple poprawa praktycznej użyteczności jest wyraźna.

Zmienna przysłona to nie jest zwykła aparatowa nowość, tylko rewolucja

Aparaty iPhone’ów Pro od dawna są dla mnie jednym z powodów, dla których nie jestem w stanie opuścić tego ekosystemu. Nie zawsze wygrywają każdą możliwą kategorię fotografii mobilnej, ale ich jakość, przewidywalność, wideo i sposób, w jaki wszystkie obiektywy współpracują ze sobą, sprawiają, że są po prostu piekielnie wygodnym i profesjonalnym narzędziem. W iPhonie 18 Pro Apple dorzuca do tego coś znacznie ciekawszego niż kolejne podbicie suchej liczby megapikseli.

Główny aparat Fusion o rozdzielczości 48 MP otrzymał bowiem fizycznie regulowaną przysłonę. Mechanizm wykorzystuje sześć listków i pozwala rzeczywiście zmieniać wielkość otworu, przez który światło trafia na sensor. To ważne, ponieważ nie mówimy tutaj o kolejnym programowym efekcie udającym optykę. Zmiana odbywa się jeszcze zanim światło dotrze do matrycy. Szersze otwarcie przysłony może pomóc w słabszym świetle, natomiast jej przymknięcie daje większą kontrolę nad głębią ostrości i ekspozycją. W smartfonie różnice nie będą oczywiście tak dramatyczne jak w aparacie z dużym sensorem i jasnym obiektywem, ale dla osób rzeczywiście wykorzystujących iPhone’a do fotografii oraz nagrywania wideo jest to niezwykle ważny kierunek.

Apple dorzuca również nowe profesjonalne elementy sterowania aparatem oraz możliwość rejestrowania poklatkowego materiału 4K w Dolby Vision HDR. I właśnie tutaj zaczyna być widać pewną konsekwencję — ProRes, Log, zaawansowane możliwości wideo i kolejne opcje manualnej kontroli już wcześniej zmieniły iPhone’a Pro w coś znacznie więcej niż aparat do zdjęć na Instagrama. Regulowana przysłona dokłada do tego kolejny fizyczny element fotograficznego warsztatu.

Jest jeszcze jedna nowość, która szczególnie mocno zwróciła moją uwagę z perspektywy osoby pracującej z obrazem. Apple Reference Image ma pozwolić potwierdzić autentyczność zdjęcia wykonanego iPhone’em 18 Pro. Nowy sensor aparatu głównego może podpisywać rejestrowane dane, a w specjalnym trybie Reference powstaje niezmienialny obraz referencyjny — coś w rodzaju cyfrowego negatywu, który można później zestawić z właściwym zdjęciem i sprawdzić, czy zostało ono zmodyfikowane. Apple wprost wskazuje tutaj zastosowanie dla fotografów i fotoreporterów, co w czasach generatywnej AI i coraz trudniejszego odróżniania prawdziwych zdjęć od zmanipulowanych materiałów wydaje mi się wyjątkowo ciekawym kierunkiem. Tym bardziej że do całego systemu dochodzą metadane oraz planowane wsparcie dla standardu SynthID, które mają dodatkowo pomagać w identyfikowaniu obrazów wygenerowanych lub edytowanych przez AI.

To może być zresztą najciekawsza nowość całej generacji dla osób, które faktycznie tworzą telefonem treści. Właśnie dlatego cieszę się, że Apple nie próbowało sprzedać nowego aparatu wyłącznie liczbą megapikseli. 48 MP nie brzmi już w 2026 roku egzotycznie. Możliwość większej kontroli nad tym, jak ten aparat wykorzystuje światło, jest znacznie bardziej interesująca.

Apple mówi „AI” bardzo głośno, ale w Polsce przez UE trzeba postawić wielką gwiazdkę

I tutaj dochodzimy do części, której niestety nie można przemilczeć. Apple przedstawia iPhone’a 18 Pro jako najbardziej zaawansowanego iPhone’a do zadań związanych ze sztuczną inteligencją. A20 Pro dostał potężniejszy Neural Engine, zwiększoną przepustowość pamięci i architekturę przygotowaną pod nowe modele Apple Intelligence. Problem polega na tym, że najważniejszy element tej historii, czyli Siri AI, nie będzie dostępny na iPhone’ach użytkowników w Unii Europejskiej po premierze iOS 27. Dotyczy to również Polski.

Apple oficjalnie tłumaczy tę decyzję regulacjami wynikającymi z Aktu o rynkach cyfrowych i informuje, że nie udało się znaleźć rozwiązania, które pozwoliłoby wdrożyć Siri AI w UE przy zachowaniu firmowych założeń dotyczących prywatności i bezpieczeństwa. Co jeszcze ważniejsze, firma nie podaje obecnie żadnego konkretnego harmonogramu udostępnienia Siri AI na iPhone’ach i iPadach w Unii. Na dzisiaj nie wiadomo, kiedy ta funkcja tutaj trafi. A kto jest temu winny… to już temat na osobną historię. Choć ja swoje zdanie mam.

Trzeba przy tym rozdzielić dwie rzeczy. Nie oznacza to, że w Polsce nagle przestaje działać całe Apple Intelligence. Większość wcześniej dostępnych funkcji tego systemu nadal może działać na kompatybilnych iPhone’ach w UE. Niedostępna będzie natomiast nowa Siri AI oraz powiązane z nią nowe możliwości przeznaczone dla iOS 27. To szczególnie istotne w przypadku iPhone’a 18 Pro, bo Apple naprawdę dużo miejsca poświęciło podczas premiery właśnie jego potencjałowi jako urządzenia do AI. Polski klient kupuje ten sam hardware, ale przynajmniej na początku nie dostaje całej historii software’owej, którą Apple wykorzystuje do jego promowania. 

I tego nie da się przykryć zachwytem nad resztą nowości. Jeżeli jedna z głównych osi nowości produktu nie działa na naszym rynku, trzeba powiedzieć to wprost. Na szczęście iPhone 18 Pro ma wystarczająco dużo rzeczy do zaoferowania poza Siri AI, żeby nie sprowadzać całej premiery do nieporozumienia z Unią Europejską.

Czytaj też: AirPods 5 już oficjalnie! Apple zrobiło z podstawowego modelu znacznie poważniejsze słuchawki?

iPhone 18 Pro i iPhone 18 Pro Max — ile kosztują nowe smartfony Apple?

No dobrze, na koniec zostają ceny — i znamy już oficjalny polski cennik.

iPhone 18 Pro z 256 GB pamięci kosztuje 6299 zł, za 512 GB trzeba zapłacić 7299 zł, wariant 1 TB wyceniono na 9299 zł, a topowe 2 TB na 12 299 zł.

W przypadku większego iPhone’a 18 Pro Max ceny zaczynają się od 6799 zł za 256 GB, następnie mamy 7799 zł za 512 GB, 9799 zł za 1 TB i aż 12 799 zł za wersję 2 TB.

Różnica pomiędzy podstawowymi wariantami Pro i Pro Max wynosi więc 500 zł, co przy tej półce cenowej nie wygląda szczególnie dramatycznie — zwłaszcza jeśli komuś zależy na większym ekranie i najlepszym czasie pracy na baterii. Przedsprzedaż w Polsce ruszy 12 września o 14:00, natomiast pierwsze egzemplarze trafią do klientów 18 września.

Czytaj też: Burgund wreszcie wkupił się w łaski. iPhone 18 Pro zrobi z niego gwiazdę

To bardziej „Pro” niż „nowe”. I chyba właśnie o to chodziło

Patrząc na iPhone’a 18 Pro i iPhone’a 18 Pro Max jako całość, nie widzę generacji stworzonej po to, żeby właściciel iPhone’a 17 Pro natychmiast poczuł, że jego telefon stał się zabytkiem. I bardzo dobrze. To raczej dopracowanie konstrukcji, którą Apple przebudowało rok wcześniej. Dostajemy mocniejszy i bardziej energooszczędny układ, poważniej potraktowane chłodzenie, znacznie lepszy deklarowany czas pracy, mniejsze i bardziej rozbudowane Dynamic Island oraz aparat z rozwiązaniem, które daje nam trochę więcej fizycznej kontroli nad obrazem. 

Najbardziej podoba mi się jednak to, że największe ulepszenia nie są ozdobnikami. Bateria, temperatura telefonu, wydajność przy dłuższym obciążeniu i aparat należą do rzeczy, z których korzystamy bez przerwy. To właśnie dlatego iPhone 18 Pro wydaje mi się znacznie ciekawszy, niż sugerowałoby pierwsze spojrzenie na niemal znajomą bryłę.

Czy ktoś z iPhone’em 17 Pro musi rzucać wszystko i zamawiać osiemnastkę? Oczywiście, że nie. Przy corocznych premierach coraz rzadziej chodzi zresztą o to, żeby przekonać właściciela bezpośredniego poprzednika. Jeśli jednak ktoś przesiada się ze starszej generacji, różnice zaczynają się kumulować bardzo szybko. A jeżeli — tak jak ja — po prostu lubi obserwować, do czego Apple próbuje doprowadzić iPhone’a Pro, tegoroczny kierunek jest dla mnie bardzo czytelny. Mniej rewolucji dla samej rewolucji, więcej dopracowywania sprzętu, który ma po prostu wytrzymywać więcej i robić więcej. Szkoda tylko, że w 2026 roku w Polsce nadal musimy dopisywać do tego jedno wyjątkowo duże „ale”. Hardware iPhone’a 18 Pro jest gotowy na nową erę Siri. My niekoniecznie będziemy mogli z niej skorzystać.

Kacper CembrowskiK
Napisane przez

Kacper Cembrowski

Redaktor Prowadzący
Dziennikarz z wykształcenia, ale przede wszystkim z pasji i wyboru. Zacząłem pisać do internetu w wieku 15 lat — od branży gamingowej płynnie przeszedłem do nowych technologii, z czasem poszerzając je także o motoryzację. Po drodze zacząłem również coraz częściej stawać przed kamerą i za nią. Na co dzień zajmuję się tworzeniem i rozwijaniem treści technologicznych w wielu formach. Piszę artykuły, recenzje, felietony i scenariusze, nagrywam oraz montuję materiały wideo, prowadzę wywiady i realizuję formaty wideo oraz podcastowe. Równolegle rozwijam projekty w mediach społecznościowych. Regularnie relacjonuję najważniejsze targi technologiczne i motoryzacyjne na całym świecie, testuję najnowszy sprzęt oraz samochody, a także pracuję przy współpracach komercyjnych z markami i uczestniczę w procesach sprzedażowych oraz projektowych związanych z mediami i content marketingiem. Od 2020 roku prowadzę również własny podcast. Praca z mikrofonem i kamerą jest dla mnie naturalnym przedłużeniem dziennikarstwa — pozwala opowiadać o świecie nowych technologii, motoryzacji i współczesnej kultury w bardziej bezpośredni sposób. Fascynuje mnie technologia w każdej postaci — szczególnie ta nowoczesna, choć retro sprzęty mają w moim sercu specjalne miejsce (transparentne obudowy zawsze wygrywają). Uwielbiam japońską (pop)kulturę, katalońską piłkę nożną, sprzęty z Cupertino, samochody elektryczne (i najlepiej ze stali nierdzewnej), minimalistyczny design, dystopijny streetwear i anti-fashion, a muzyka towarzyszy mi całą dobę. Najlepiej czuję się w studiu nagraniowym, na planie wideo albo w samolocie.