Apple mocno przebudowało system czujników zdrowotnych, zwiększyło częstotliwość pomiarów tętna i HRV, wprowadziło długo wyczekiwaną funkcję Gotowość, poprawiło baterię Ultra, przyspieszyło ładowanie, a do tego kompletnie zmienia aplikację Zdrowie na iPhonie. Ta ostatnia zaczyna wreszcie robić coś więcej niż tylko gromadzić kolejne ekrany pełne wykresów i liczb — ma próbować wyciągnąć z nich szerszy obraz tego, jak się czujemy teraz i w jakim kierunku zmierza nasze zdrowie w dłuższej perspektywie. I właśnie dlatego tegoroczna premiera Apple Watchy jest dla mnie ciekawsza, niż sugerowałoby pierwsze spojrzenie na same zegarki.
Czytaj też: iPhone 18 Pro i 18 Pro Max oficjalnie. Apple dopracowało je niemal do perfekcji
Apple Watch Series 12 wygląda znajomo. Największa zmiana znajduje się bowiem od spodu
Jeżeli czekaliście na kompletnie nową bryłę Apple Watch przy premierze Series 12, to jej tutaj nie znajdziecie. Apple pozostaje przy rozmiarach 42 i 46 mm oraz bardzo dobrze znanej konstrukcji, ale rozszerza wybór materiałów i wykończeń. Aluminiowe wersje pojawiają się w kolorze ciemnego brązu (bardzo ładne!), czarnym, jasnego złota i gwiezdnej szarości, tytanowe w naturalnym oraz żywym złocie, a do oferty wraca również ceramika(!) — tym razem w białej perle oraz granatowej nocy. Szczególnie ta ostatnia wersja wygląda naprawdę efektownie i trochę przypomina, że Apple Watch nadal może być nie tylko trackerem aktywności, ale po prostu bardzo ładnym, high-endowym zegarkiem.

Aluminiowe modele dostają przy okazji warstwę Ceramic Shield 2, która według Apple jest o 60 procent wytrzymalsza niż Ion-X stosowane wcześniej. Nie zmienia się natomiast czas pracy przy zwykłym użytkowaniu — Series 12 nadal oferuje do 24 godzin. Poprawa pojawia się podczas aktywności: zewnętrzny trening może być śledzony przez nawet 10 godzin, czyli o 25 procent dłużej niż w poprzedniku. Znacznie praktyczniejsza może być poprawa ładowania, bo 15 minut przy ładowarce ma wystarczyć na kolejne 12 godzin działania.
Najważniejszej zmiany nie zobaczymy jednak na nadgarstku. Series 12 dostał nowy System monitorowania zdrowia oparty na przeprojektowanych optycznych i elektrycznych czujnikach serca oraz układzie S11. Większe i bardziej energooszczędne zielone diody pozwalają teraz mierzyć tętno w tle co pięć sekund przez cały dzień. Apple podaje, że to aż 60 razy częściej niż w Series 11. Pomiar HRV, czyli zmienności rytmu zatokowego, odbywa się natomiast nawet 24 razy częściej niż wcześniej.






Apple twierdzi, że Series 12 oferuje najdokładniejszy pomiar tętna w urządzeniu do noszenia. Warto oczywiście zaznaczyć, że to deklaracja producenta z Cupertino, ale firma podpiera ją badaniem przeprowadzonym na ponad 1000 osób, w którym nowe zegarki porównano z konkurencyjnymi wearables. Według Apple właśnie Watch uzyskał najwyższą dokładność w tym zestawieniu. Dla nas, z perspektywy użytkowników, ważniejsze od samego marketingowego tytułu jest jednak to, co można zrobić z większą ilością danych — bo właśnie tutaj pojawia się jedna z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie funkcji.
Czytaj też: iPhone Duo oficjalnie. Apple właśnie zaczęło nową erę składanych smartfonów
W końcu Apple Watch powie, czy dzisiaj warto dawać z siebie wszystko
Apple nazywa ją Gotowość i trudno nie zauważyć, że podobne rozwiązania znamy już od dawna z innych urządzeń sportowych. Nie mam jednak problemu z tym, że Apple nie jest tutaj pierwsze — bardziej interesuje mnie, że funkcja wreszcie trafia do ekosystemu, w którym i tak mam zgromadzonych kilka lat danych dotyczących aktywności, snu, tętna i treningów.
Gotowość analizuje ostatnią aktywność, obciążenie treningowe, parametry życiowe oraz wynik snu, a następnie sprowadza wszystko do oceny od 0 do 10. Do tego dochodzi jedna z czterech prostych rekomendacji: Regeneracja, Oszczędzaj siły, Gotów albo Walcz. Co ważne, wynik nie zostaje zamrożony rano na cały dzień. Może się zmienić po mocnym treningu albo wtedy, kiedy parametry życiowe zaczną odbiegać od normy. Apple pokazuje również, które konkretne czynniki wpłynęły na ocenę, zamiast wyrzucać nam przed oczy tajemniczą cyfrę wyliczoną przez magiczną kulę.




I właśnie takie funkcje lubię najbardziej. Apple Watch od dawna zbiera ogromne ilości danych, tylko że czasami przypominało to wręcz kolekcjonowanie statystyk dla samego kolekcjonowania. Wiedza, że HRV wyniosło dziś konkretną liczbę albo że tętno spoczynkowe przesunęło się o kilka uderzeń, jest ciekawa, ale dla większości osób — w tym dla mnie, bo w kwestiach medycznych wiem naprawdę niewiele — znacznie bardziej przydatna jest odpowiedź na pytanie, co właściwie mam z tym zrobić. Gotowość jest krokiem właśnie w tę stronę.
Podobną filozofię widać w nowych Parametrach życiowych. HRV trafia teraz zarówno do widoku nocnego, jak i dziennego, dzięki czemu zegarek może wychwycić zmianę względem naszej indywidualnej normy jeszcze zanim pójdziemy spać. Dochodzi także dokładniejsze liczenie kroków i nowa komplikacja pozwalająca stale trzymać ich liczbę na tarczy. Apple twierdzi, że przeprojektowany algorytm krokomierza daje obecnie najdokładniejszy pomiar kroków wśród smartwatchy — ponownie jest to deklaracja producenta, ale kierunek zmian jest ciekawy, bo Series 12 ma po prostu obserwować organizm częściej i dokładniej niż poprzednicy.
Apple Watch Ultra 4 nie potrzebował nowego wyglądu. Na pewno jednak potrzebował jeszcze lepszej baterii
Ultra jest dla mnie trochę inną kategorią produktu. O ile klasyczny Apple Watch powinien być możliwie uniwersalnym zegarkiem na co dzień, Ultra od początku bardzo wyraźnie komunikuje, dla kogo został stworzony. Wielka, 49-milimetrowa tytanowa koperta, pomarańczowy przycisk czynności, masywny wygląd i ogromny ekran stały się już jego znakiem rozpoznawczym. Ultra 4 nie próbuje więc niczego tutaj wywracać. Nadal dostajemy tytan w wersji naturalnej lub czarnej, ekran do 3000 nitów, szafirowe szkło, WR100, możliwość rekreacyjnego nurkowania z akwalungiem do 40 metrów oraz certyfikat MIL-STD-810H.



Znacznie ciekawsza jest bateria, która w moim Apple Watch Ultra 2 nie jest zła, ale zdecydowanie mogłaby być lepsza. Apple Watch Ultra 4 działa teraz do 50 godzin przy normalnym użytkowaniu, a w trybie niskiego zużycia energii wynik rośnie do 84 godzin. Do tego 15 minut ładowania ma wystarczyć nawet na 18 kolejnych godzin pracy. To wreszcie zaczyna być czas działania, przy którym posiadacz Ultry może naprawdę wyjechać na weekend i nie traktować ładowarki jak obowiązkowego elementu bagażu. Chociaż ja i tak szybko się tego nawyku raczej nie oduczę, bo przecież przezorny zawsze ubezpieczony.

Jeszcze ciekawiej wygląda to w treningach. Nowy tryb Extended Workout pozwala śledzić aktywność przez maksymalnie 25 godzin przy pełnych odczytach GPS i tętna. Jeżeli to nadal za mało, Maksymalnie rozszerzony trening zwiększa wynik do 45 godzin podczas biegania, chodzenia i wędrówek, a GPS nadal zbiera wtedy dane co sekundę. Apple wprost mówi o możliwości ukończenia biegu na 100 mil bez ładowania zegarka. To oczywiście bardzo konkretny i dość ekstremalny scenariusz, w którym sam nigdy nie sprawdzę żadnego zegarka, ale Ultra właśnie po to istnieje — jeżeli ktoś kupuje ten model wyłącznie do odczytywania powiadomień, prawdopodobnie nie wykorzystuje nawet połowy jego potencjału. I ze wstydem przyznaję, że właśnie napisałem o sobie.




Ultra 4 dostaje przy tym dokładnie ten sam nowy System monitorowania zdrowia, S11, częstsze pomiary tętna i HRV oraz Gotowość co Series 12. Apple nadal rozwija również GPS o podwójnej częstotliwości i określa system w Ultra 4 jako najdokładniejszy GPS działający bezpośrednio w zegarku sportowym. Dochodzą dotychczasowe rozwiązania dla biegaczy, rowerzystów, pływaków, wędrowców i nurków, więc zamiast całkowicie nowego Ultra mamy po prostu jeszcze bardziej dopracowaną wersję tego samego pomysłu. I chyba właśnie tego od tej generacji oczekiwałem najbardziej.

Czytaj też: AirPods 5 już oficjalnie! Apple zrobiło z podstawowego modelu znacznie poważniejsze słuchawki?
Największa zmiana może wcale nie znajdować się na zegarku
Równolegle Apple przebudowuje aplikację Zdrowie i ta część premiery jest moim zdaniem niezwykle istotna. Przez lata Zdrowie było fantastycznym magazynem danych, ale dużo gorszym sposobem ich prezentowania. Można było znaleźć tam niemal wszystko — tylko czasami trzeba było najpierw wiedzieć, czego właściwie szukamy.
Nowa wersja ma być znacznie bardziej aktywna. Zakładka Insights będzie analizować nasze dane i przedstawiać aktualne informacje obejmujące między innymi serce, sen, Gotowość, aktywność, parametry życiowe czy śledzenie cyklu. Podsumowanie ma aktualizować się w ciągu dnia, dzięki czemu aplikacja zamiast wyłącznie pokazywać surowe dane zacznie próbować tłumaczyć, co one oznaczają. Wszystko jest napędzane przez Apple Intelligence i dostosowywane do konkretnego użytkownika.




Jeszcze ciekawsza jest dla mnie nowa zakładka Longevity. Zamiast patrzeć tylko na to, co wydarzyło się dzisiejszej nocy albo podczas ostatniego treningu, ma analizować dane zbierane przez dłuższy czas i dzielić je na takie obszary jak zdrowie serca, sen, dobrostan psychiczny, ruch, metabolizm, słuch czy odżywianie. Najbardziej efektowną częścią jest Health Age, czyli… nazwijmy to „wiek zdrowotny”. System bierze pod uwagę między innymi VO2 max, tętno spoczynkowe, sen i HRV, a my możemy dodatkowo uzupełnić dane wynikami laboratoryjnymi, na przykład poziomem hemoglobiny glikowanej A1c (co dla mnie, jako cukrzyka, jest naprawdę istotne) czy LDL. Na tej podstawie Apple pokaże, jak nasze parametry wypadają względem wieku metrykalnego.


Oczywiście warto od razu postawić tutaj grubą kreskę między narzędziem informacyjnym a diagnozą medyczną. Wynik wskazujący, że nasze parametry wypadają o kilka lat lepiej niż sugerowałby wiek metrykalny, nie oznacza magicznie, że biologicznie cofnęliśmy się w czasie. Znacznie ciekawszy będzie kierunek zmian oraz informacja o tym, które elementy naszego stylu życia wpływają na wynik. I mam wrażenie, że właśnie w tym Apple może być naprawdę dobre — nie w straszeniu liczbą, ale w sprawieniu, żeby te wszystkie dane zbierane latami w końcu były zrozumiałe.
Czytaj też: Burgund wreszcie wkupił się w łaski. iPhone 18 Pro zrobi z niego gwiazdę
iPhone stanie się też małym laboratorium ruchu
Nowe Zdrowie pójdzie jeszcze krok dalej poprzez Movement Evaluations. iPhone wykorzysta kamerę i modele analizujące obraz, a Apple Watch dostarczy między innymi dane tętna. W ten sposób będziemy mogli przeprowadzić w domu ocenę elastyczności, siły, równowagi, mechaniki ruchu oraz VO2 max. Apple zwraca uwagę, że podobne analizy często wymagają obecności fizjoterapeuty albo specjalisty od wysiłku fizycznego, podczas gdy tutaj część podstawowej oceny będzie można przeprowadzić z telefonem i zegarkiem.
W Stanach Zjednoczonych integracja pójdzie jeszcze dalej. Bezpośrednio z aplikacji Zdrowie będzie można kupić za 119 dolarów pakiet badań laboratoryjnych obejmujący ponad 50 biomarkerów w około 2000 placówkach Quest Diagnostics, a wyniki automatycznie zasilą profil zdrowotny użytkownika. Dla nas jest to na razie bardziej pokaz kierunku niż realna funkcja, ale doskonale widać, do czego Apple zmierza — Zdrowie ma przestać być aplikacją od kroków i snu, a zacząć przypominać centrum wszystkich danych o naszym organizmie. Bardzo temu kibicuję i liczę, że dotrze to kiedyś do nas.




Dochodzi również bardziej rozbudowane śledzenie perimenopauzy i menopauzy. Użytkowniczki będą mogły oznaczyć jeden z tych etapów, śledzić objawy oraz obserwować zmiany cyklu. Osoby od 40. roku życia mogą otrzymać powiadomienie, jeśli rejestrowane wzorce zaczynają wykazywać odchylenia sugerujące perimenopauzę, natomiast krwawienie zanotowane po menopauzie spowoduje sugestię konsultacji z lekarzem.
Apple Watch zacznie też słuchać. Brzmi futurystycznie!
S11 odpowiada nie tylko za nowe pomiary zdrowotne. Series 12 i Ultra 4 dostają również zestaw funkcji Audio Intelligence. Rozpoznawanie dźwięku może wykrywać takie dźwięki jak alarm, syrena, dzwonek do drzwi czy płacz dziecka i nas o nich informować. Szczególne znaczenie ma to dla osób niesłyszących i niedosłyszących, bo funkcja działa na samym zegarku nawet wtedy, gdy iPhone’a nie ma w pobliżu.
Tutaj od razu ważne zastrzeżenie: dwóch najbardziej efektownych funkcji tego pakietu, czyli Live Rewind i Siri Recap, na razie w Unii Europejskiej nie dostaniemy. Podwójne naciśnięcie Digital Crown może pokazać w formie tekstu ostatnie 15 sekund rozmowy, jeżeli czegoś nie usłyszeliśmy. Siri Recap może natomiast przygotować później krótkie podsumowanie rozmowy z najważniejszymi punktami. Apple podkreśla przy tym, że funkcje nie tworzą i nie przechowują nagrań audio — dźwięk jest przetwarzany w sprzętowo odizolowanej części S11 nazwanej Secure Exclave i następnie usuwany. Live Rewind dodatkowo wydaje słyszalny sygnał oraz pokazuje pełnoekranową animację, żeby osoby znajdujące się obok wiedziały, że funkcja została uruchomiona.


Pomysł jest bardzo ciekawy, ale tutaj dochodzimy do naszego tradycyjnego problemu z tegorocznymi premierami Apple.
W Polsce części najciekawszych nowości na razie nie dostaniemy
Nowy System monitorowania zdrowia, częstsze pomiary HRV i tętna czy Gotowość są prezentowane również na polskich stronach Apple Watch Series 12 i Ultra 4, więc te elementy nie są wyłącznie amerykańskim dodatkiem. Zupełnie inaczej wygląda jednak sprawa z przebudowaną aplikacją Zdrowie. Apple wprost informuje, że nowa wersja pojawi się później w tym roku, zaczynając od amerykańskiego angielskiego. Insights, Longevity i związane z nimi inteligentne podsumowania nie są więc czymś, co w Polsce dostaniemy od razu wraz z nowym zegarkiem.
Do tego dochodzi Apple Intelligence. Polski nadal nie znajduje się na liście obsługiwanych języków, a Siri AI nie będzie początkowo dostępna w Unii Europejskiej w watchOS 27. Apple potwierdza wręcz, że ponieważ zegarkowa wersja nowej Siri wymaga współpracy ze sparowanym iPhone’em, użytkownicy w UE nie będą mieli do niej dostępu. Dotyczy to oczywiście także naszego kraju.
Ceny? Series 12 i Ultra 4 bez podwyżek na wejściu
Znamy już również oficjalne polskie ceny. Apple Watch Series 12 startuje od 1899 zł, czyli za aluminiowy wariant w podstawowej konfiguracji. Do wyboru pozostają koperty 42 i 46 mm oraz wersje aluminiowe, tytanowe i ceramiczne, więc w zależności od materiału, rozmiaru, łączności i wybranego paska cena może oczywiście urosnąć bardzo wyraźnie. Series 12 będzie dostępny w Polsce od 18 września.



Apple Watch Ultra 4 kosztuje od 3799 zł i tutaj wybór jest prostszy — 49-milimetrowa koperta z tytanu występuje w kolorze naturalnym albo czarnym, a ostateczna konfiguracja zależy przede wszystkim od paska. Ultra 4 również pojawi się w sprzedaży 18 września.



Apple Watch zaczyna lepiej rozumieć dane, które zbiera od lat
Nie będę udawał, że Apple Watch Series 12 jest sprzętową rewolucją, bo nią nie jest. Jeżeli ktoś ma Series 11 i patrzy przede wszystkim na wygląd, prawdopodobnie nie znajdzie tutaj powodu, żeby natychmiast wyciągać kartę z portfela. Ultra 4 jest pod tym względem jeszcze bardziej znajomy. Apple najwyraźniej uznaje formę obu zegarków za wystarczająco dojrzałą i zamiast ciągle ją zmieniać, koncentruje się na tym, co urządzenie robi na naszym nadgarstku.
I ten kierunek, będąc szczerym, absolutnie do mnie trafia. Pięć sekund zamiast okazjonalnego pomiaru tętna nie wygląda tak efektownie jak nowy kształt obudowy. HRV mierzone 24 razy częściej też trudno pokazać w efektownym filmie promocyjnym. Gotowość, dłuższa bateria w Ultra czy aplikacja Zdrowie, która wreszcie zaczyna łączyć wieloletnie dane w jakąś większą całość, są jednak zmianami, które mogą mieć znacznie większy wpływ na codzienne używanie zegarka.
Apple Watch od dawna bardzo dobrze zbierał informacje o tym, co robimy. Teraz Apple chce, żeby zaczął znacznie lepiej odpowiadać na pytanie, co właściwie z tych wszystkich informacji wynika. I właśnie to jest najważniejszą nowością tej generacji.

