40 tysięcy ton i katapulta dla dronów. Chiny szykują nowy rodzaj lotniskowca

Wielki okręt, jeszcze większy pokład i dziesiątki samolotów, których piloci mieli wynosić siłę uderzeniową floty setki kilometrów od jej burty. Innymi słowy, przez dekady lotniskowiec miał bardzo prostą definicję i ramy rozwoju. Mam jednak wrażenie, że drony zaczynają właśnie psuć tę prostą wizję. Przypomina o tym, pierwszy taki okręt na świecie, który wchodzi w finał testów i jednoznacznie pokazuje, że Chiny stawiają na drony stealth.
40 tysięcy ton i katapulta dla dronów. Chiny szykują nowy rodzaj lotniskowca

Dziś latający bezzałogowiec przestał oznaczać małą maszynę rozpoznawczą albo tanią latającą bombę. Powstają bowiem zaawansowane, wielotonowe konstrukcje stealth, które mają wykonywać misje uderzeniowe, prowadzić rozpoznanie i współpracować z klasycznym lotnictwem. Skoro tak, to prędzej czy później ktoś musiał zapytać o pozornie prostą rzecz, bo po co budować dla nich kolejny pełnoprawny lotniskowiec, jeśli można stworzyć coś pomiędzy?

Sichuan wchodzi w ostatnią fazę prób

Odpowiedzią Chin jest Sichuan, czyli pierwsza jednostka Typu 076. Oficjalnie nie jest lotniskowcem, lecz okrętem desantowym nowej generacji o wyporności pełnej przekraczającej 40000 ton. Ma transportować żołnierzy, pojazdy, środki desantowe i śmigłowce, więc w podstawowej roli przypomina ogromne okręty desantowe używane przez największe marynarki świata. Na tym podobieństwa właściwie się kończą.

Czytaj też: Wojskowa tajemnica Chin rozwiązana. Co tak naprawdę widzieliśmy do tej pory?

Chiny zainstalowały bowiem na jego pokładzie elektromagnetyczną katapultę oraz system lin hamujących do odzyskiwania samolotów. Oficjalna Xinhua potwierdziła obecność tychże mechanizmów już przy wodowaniu Sichuana pod koniec 2024 roku, a obecnie okręt znajduje się w końcowej fazie prób przed wejściem do służby. W lipcu chińska telewizja państwowa pokazała również komputerową wizualizację startującego z niego dużego bezzałogowca GJ-21.

Dla mnie właśnie katapulta jest tutaj najważniejsza. Amerykańskie desantowce mogą wysyłać w powietrze F-35B, ale korzystają z wyjątkowej zdolności tych myśliwców do krótkiego startu i pionowego lądowania. Chiny podobnej maszyny na służbie nie mają. Katapulta pozwala obejść ten problem i wysyłać w powietrze znacznie cięższe samoloty oraz drony o klasycznej charakterystyce startu. Pisałem już o tym przy pierwszych próbach przekształcenia Sichuana w prawdziwy “dronowiec”, ale przez ostatnie miesiące ta wizja przestała być wyłącznie teorią.

GJ-21 pokazuje, po co Chinom taki okręt

W tym samym czasie, gdy Sichuan przechodzi końcowe testy, nad Huludao w prowincji Liaoning kilkukrotnie zauważono GJ-21. South China Morning Post geolokalizował dwa opublikowane w sierpniu nagrania, choć nie udało się ustalić dokładnych dat samych lotów. Przypadek? Być może, ale zbieg wydarzeń jest przynajmniej interesujący.

Czytaj też: Najpierw poleci, a potem popłynie. Silent Anvil łączy dwa światy w unikalnej broni

GJ-21 jest pokładową odmianą chińskiego GJ-11, czyli dużego bezzałogowca uderzeniowego zbudowanego w układzie latającego skrzydła i z naciskiem na ograniczenie wykrywalności radarowej. Wedle szacunków jego maksymalna masa startowa sięga ponad 15 ton. Nie mówimy więc o dronie, którego kilku marynarzy wyniesie z hangaru, lecz o pełnoprawnym bezzałogowym samolocie bojowym z podwoziem dostosowanym do katapulty i hakiem do lądowania na pokładzie.

Właśnie tutaj Sichuan zaczyna robić się naprawdę ciekawy. Zamiast budować kolejny ogromny lotniskowiec wyłącznie dla samolotów, Chiny stworzyły platformę, która może wysadzić desant, przewieźć pojazdy, obsługiwać śmigłowce, a jednocześnie wypuszczać ciężkie drony do rozpoznania, walki elektronicznej czy atakowania celów. Podobny kierunek widać już przy południowokoreańskich planach wykorzystania pokładowych UCAV, co pokazuje, że bezzałogowe lotnictwo morskie ewidentnie przestaje być pobocznym eksperymentem.

Lotniskowiec przyszłości może wcale nie być lotniskowcem

Jeszcze kilka lat temu elektromagnetyczne katapulty kojarzyły się przede wszystkim z najdroższymi amerykańskimi lotniskowcami. Dzisiaj Chiny mają je na Fujianie, testują na okręcie desantowym, a nawet eksperymentują z mobilnymi elektromagnetycznymi katapultami dla dronów. Właśnie dlatego patrzę na Sichuana nie jak na pojedynczą ciekawostkę, ale fragment znacznie większej zmiany.

Czytaj też: USA testują nawigację przyszłości. Teraz wojsko straci GPS, ale nie pozycję

Nie wiemy jeszcze, jak sprawnie Typ 076 będzie naprawdę obsługiwał GJ-21, ile takich maszyn zmieści, jak szybko będzie w stanie je wysyłać w powietrze ani czy chińskie zapowiedzi dotyczące operowania również załogowymi samolotami przełożą się na praktykę. Odpowiedzi powinny przynieść dopiero właściwe próby lotnicze. Jedno już jednak widać – granica między lotniskowcem, śmigłowcowcem i okrętem desantowym właśnie zaczyna się rozmywać.

Sichuan nie zastępuje wielkiego lotniskowca, ale pokazuje, że przyszła flota może wcale nie potrzebować samych ogromnych pływających lotnisk. Część jej skrzydła może trafić na mniejsze, wielozadaniowe okręty, a miejsce pilotów coraz częściej będą zajmować maszyny takie jak GJ-21.

Źródła: South China Morning Post, Naval News, Xinhua

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.