Sprzedaj skuter i małe auto. Ten elektryczny motocykl chce zastąpić oba

Gdyby ktoś kilkanaście lat temu powiedział mi, że jedną z największych zalet elektryfikacji będzie nie brak spalin, a możliwość projektowania dziwnych pojazdów, które trudno przypisać do konkretnej kategorii, pewnie bym w to nie uwierzył. Tymczasem coraz częściej właśnie takie konstrukcje przyciągają moją uwagę, a ich obecność widać szczególnie dobrze w miejskim transporcie, gdzie od dekad korzystamy z pojazdów często kompletnie nieadekwatnych do wykonywanego zadania.
Sprzedaj skuter i małe auto. Ten elektryczny motocykl chce zastąpić oba

Taki kierunek pojawia się od pewnego czasu, bo przy UTO OG200 zastanawiałem się już, czy patrzymy jeszcze na rower, czy właściwie na mały rodzinny pojazd. Takim samochodem ważącym półtorej tony jedziemy kilka kilometrów po zakupy, a skuterem nie bardzo mamy gdzie te zakupy później schować. Belgijska firma ANY Mobility uznała z kolei że pomiędzy tymi światami zostało jeszcze trochę wolnej przestrzeni, a nowy LUV1 ma ją zagospodarować.

LUV1 nie chce być kolejnym elektrycznym motocyklem

Samo rozwinięcie nazwy mówi sporo, bo LUV oznacza “Life Utility Vehicle”. Nie motocykl, nie skuter i nie samochód, a po prostu pojazd użytkowy do codziennego życia. Najważniejsze jest dla mnie to, czego w LUV1 nie ma, bo klasyczny motocykl potrzebuje przestrzeni na silnik spalinowy, zbiornik paliwa, układ wydechowy oraz cały osprzęt. Tutaj 11-kW silnik elektryczny trafił bezpośrednio do tylnego koła, a konstruktorzy mogli wykorzystać centralną część pojazdu zupełnie inaczej. W efekcie między kierownicą a siedzeniem znalazł się wielki przedział transportowy o pojemności 120 litrów i to właśnie ten detal sprawia, że patrzę na LUV1 nie jak na kolejny motocykl elektryczny, ale próbę wykorzystania elektryfikacji do zmiany architektury całego pojazdu.

Czytaj też: BMW wymyśliło ten motocykl 90 lat temu. Teraz wraca z wodorem i absurdalną mocą

Pisałem już o podobnym podejściu przy Blacksheep One z silnikiem o strumieniu osiowym, gdzie zwracałem uwagę, że producenci zbyt często próbują po prostu zamienić silnik spalinowy na elektryczny i zachować całą resztę. LUV1 idzie dalej, bo jego konstrukcja rzeczywiście powstała wokół nowych możliwości napędu, co widać w tym, że 120-litrowy schowek nie jest jedynym użytkowym elementem. Platforma z odlewanego aluminium jest modularna, więc można zmieniać panele boczne, siedzenia, przednią część zawieszenia, opony, osłony czy zestaw bagażników. Producent pokazuje nawet konfigurację przeznaczoną do przewożenia psa oraz warianty nastawione bardziej na rodzinę, pracę lub weekendowe wypady. Nie muszę chyba dodawać, że możliwości zaczynają przypominać bardziej konfigurację małego samochodu użytkowego niż motocykla.

Osiągi skutera przestają wystarczać, gdy sprzęt ma zastępować samochód

Problem z wieloma miejskimi elektrykami jest prosty. Świetnie spisują się w centrum, dopóki pewnego dnia nie trzeba wyjechać poza nie. Ograniczenie prędkości do 45 km/h, niewielki zasięg czy symboliczna przestrzeń bagażowa nagle przypominają wtedy, dlaczego ludzie ciągle wybierają samochody. LUV1 próbuje ominąć ten problem. Silnik rozwija maksymalnie 11 kW, prędkość maksymalna wynosi 100 km/h, a deklarowany zasięg sięga od 100 do 140 km.

Czytaj też: Tani elektryczny motocykl wreszcie nie wygląda jak zabawka

Producent stosuje dwa wyjmowane akumulatory litowo-jonowe, które można zabrać ze sobą do domu i ładować ze zwykłego gniazdka 220 V w około 2,5-4 godziny. LUV1 wymaga przy tym w Europie prawa jazdy kategorii A1. Sto kilometrów na godzinę wystarcza, żeby pojazd przestał być uwięziony wyłącznie w ścisłym centrum miasta, a ponad 100 km zasięgu spokojnie pokrywa typowe codzienne dojazdy z dużym zapasem.

Największym problemem pozostaje natomiast masa rzędu 160 kg. LUV1 nie jest więc lekkim elektrycznym skuterkiem, a małym bydlakiem na dwóch kołach.

Na tę przyszłość trzeba sporo wydać i długo poczekać

Na obecnym etapie LUV1 pozostaje przede wszystkim obietnicą. ANY Mobility przyjmuje wprawdzie rezerwacje na pierwszą serię 200 pojazdów, ale pierwsze dostawy są planowane dopiero na koniec 2027 roku. Co ważniejsze, producent sam zastrzega, że obecne ceny, osiągi, konfiguracje oraz inne parametry mogą jeszcze ulec zmianie. Miejsce w pierwszej serii kosztuje obecnie 499 euro, czyli około 2190 zł, a przewidywana cena bazowa LUV1 wynosi około 8500 euro z VAT. Przy aktualnym kursie mówimy więc o mniej więcej 37,3 tys. zł. Tanie rozwiązanie problemów miejskiego transportu? Zdecydowanie nie. Za takie pieniądze można już znaleźć używany samochód, dobry motocykl spalinowy albo znacznie tańszy skuter i nadal zachować sporą część budżetu.

Czytaj też: Yamaha zrobiła sportowy motocykl dla normalnych ludzi

Dlatego na LUV1 patrzę dziś bardziej jak na zapowiedź niż gotową odpowiedź. ANY Mobility musi dopiero udowodnić, że potrafi przejść od pięknie wyglądającego konfiguratora do seryjnej produkcji, utrzymać deklarowaną cenę i stworzyć zaplecze serwisowe dla zupełnie nowego pojazdu. Jednocześnie sam pomysł jest znacznie ważniejszy niż jeden startup. Przez ponad sto lat silnik spalinowy w ogromnym stopniu dyktował nam, jak powinien wyglądać samochód i motocykl. Elektryfikacja zaczyna usuwać część tych ograniczeń i LUV1 pokazuje, co może się wydarzyć, kiedy projektanci wreszcie przestaną pytać “jak zrobić elektryczny motocykl?”, a zaczną pytać “jakiego pojazdu naprawdę potrzebujemy do codziennego życia?”.

Źródła: ANY Mobility

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy, książki Powrót do Korzeni oraz gry wideo DIGSITE ZERO.