Rower schudł ponad 3 kg, bo silnik zaliczył przenosiny. Czy to najlepsze wyjście?

Rynek rowerów elektrycznych zaczyna dojrzewać i szczególnie interesujące robi się to właśnie w modelach miejskich, gdzie liczy się możliwie najbardziej przyjemny, a nie potężny e-bike na co dzień. Firma Moustache uznała najwyraźniej, że jego Lundi 27 przez lata miał w sobie trochę więcej roweru elektrycznego, niż rzeczywiście potrzebował. Nowy model to zmienia.
Rower schudł ponad 3 kg, bo silnik zaliczył przenosiny. Czy to najlepsze wyjście?

Lundi jest dla francuskiego Moustache modelem szczególnym, bo pierwsza wersja pojawiła się jeszcze w 2012 roku. Od początku producent pozostawał przy tym wierny napędom Boscha, co przez większość historii marki oznaczało jedno – silnik centralny umieszczony przy korbie.

Moustache po 14 latach zmienia podstawę swojego miejskiego e-bike

Lundi 27 na sezon 2027 zrywa z tradycyjnym schematem. Silnik nie siedzi już przy suporcie, lecz w tylnej piaście, a wszystko za sprawą Bosch Hub Line BDU30. Jest to o tyle ciekawy ruch, że jeszcze kilka miesięcy temu przy premierze pierwszego silnika Boscha w tylnej piaście zastanawiałem się, dlaczego producent tak długo omijał ten segment. Teraz zaczynamy widzieć odpowiedź w postaci rowerów, których projekt można dzięki niemu rzeczywiście zmienić. Bosch Hub Line oferuje 45 Nm, 250 W mocy nominalnej i do około 400 W szczytowo, a sam silnik waży około 2,3 kg.

Czytaj też: Honda wskrzesiła rowerową historię po 20 latach

Moustache nie przeniosło jednak po prostu silnika o kilkadziesiąt centymetrów dalej. Zmiana całej architektury pozwoliła odchudzić dolną część ramy oraz zastosować mniejszy akumulator Bosch PowerTube 360. Ma on 360 Wh pojemności energetycznej, waży około 2,1 kg i jest wyjmowany z ramy. Właśnie dlatego tytułowe 3,5 kg trzeba traktować jako rezultat całego pakietu zmian, a nie magiczną oszczędność wynikającą wyłącznie z przeniesienia jednostki napędowej.

45 Nm w piaście nie jest tym samym co 45 Nm przy korbie

Tutaj dochodzimy do kwestii, która moim zdaniem jest ważniejsza niż sama utrata kilogramów. Silnik w tylnej piaście i silnik centralny mogą mieć na papierze identyczne 45 Nm, ale nie oznacza to identycznego zachowania roweru. Jednostka centralna przekazuje bowiem swoją moc przez korbę, łańcuch, kasetę i aktualnie wybrane przełożenie. Dzięki temu na stromym podjeździe może pracować w korzystniejszym zakresie obrotów i wykorzystać mechaniczne przełożenie roweru. Między innymi dlatego środek ramy jest nadal najlepszym miejscem dla silnika w e-MTB, ciężkim trekkingu czy sprzęcie, który regularnie musi radzić sobie z poważnymi wzniesieniami. Jest to jednak również pewna pułapka, co przedstawiałem w teście ENGWE L20 3.0 Pro.

Czytaj też: Zamiast spawania wybrali klej. Ten rower elektryczny waży mniej niż tytanowy Brompton

Piasta omija ten mechanizm i działa bezpośrednio na tylne koło. Traci więc część uniwersalności, ale w zamian nie przepuszcza dodatkowych watów przez klasyczny napęd. Ma to znaczenie, bo pisałem już szerzej o tym, jak elektryfikacja wpływa na zużycie łańcucha, kasety i reszty osprzętu. Nie oznacza to oczywiście darmowego serwisu. Cięższe tylne koło, przewody i sam silnik w piaście utrudniają tak naprawdę niektóre naprawy. W mieście taki kompromis może jednak mieć więcej sensu niż dokładanie napędu centralnego tylko dlatego, że uchodzi on za rozwiązanie bardziej zaawansowane.

Mniejszy akumulator jest tutaj wadą i zaletą jednocześnie

Najwięcej wątpliwości mam właśnie przy PowerTube 360. Moustache deklaruje do 70 km zasięgu, ale jak zwykle w przypadku e-bike taką liczbę warto traktować jako maksimum zależne od terenu, masy rowerzysty, temperatury i wybranego trybu wspomagania. Pełne ładowanie ładowarką 4 A ma trwać około czterech godzin.

Jedno jest pewne – 360 Wh nie jest dziś imponującą pojemnością, zwłaszcza że Bosch ma również większe rozwiązania o nadal rozsądnych gabarytach. Problem w tym, że dokładanie kolejnych watogodzin bardzo szybko doprowadziłoby nas z powrotem do punktu wyjścia. Większy akumulator to większa masa, grubsza rama i rower, który znów zaczyna coraz mocniej przypominać ciężkiego e-bike. Dla miejskiego modelu pokroju Lundi 27 te 360 Wh mają więc sens… o ile ktoś przejeżdża kilkanaście kilometrów dziennie i może ładować rower w domu lub pracy.

Czytaj też: Dotykowy ekran, automatyczne biegi i Apple Watch. Avinox rozbudowuje swój rowerowy ekosystem

Wszystkie te zmiany sprawiają, że Lundi 27 Belt waży 23,8 kg, czyli dokładnie o 3,2 kg mniej od najlżejszej wersji poprzedniej generacji, a wersja z łańcuchem w miejscu paska (Chain) ma ważyć 24,2 kg. Sam podział wersji ma za to sporo sensu. Belt korzysta z paska Gates i jednego przełożenia, dlatego Moustache kieruje go przede wszystkim do stosunkowo płaskich miast. Chain dostał 9-biegowe Shimano Cues i ma lepiej radzić sobie tam, gdzie po drodze pojawiają się podjazdy. Producent oferuje też dwa warianty ramy, bo XS/S dla osób mierzących około 155-165 cm oraz M/L dla 162-190 cm. Do tego dochodzą hydrauliczne Shimano MT200, amortyzowana sztyca, błotniki, oświetlenie, bagażnik, podpórka i dopuszczalna masa całkowita 150 kg.

Lundi 27 jest też tańszy, choć tani zdecydowanie nie jest

Obie podstawowe wersje kosztują 2399 euro, czyli przy kursie z 23 września około 10440 zł. Jest to o 300 euro, a więc około 1300 zł mniej od najtańszego poprzednika. Niby więc mamy nowy napęd, przeprojektowaną ramę i niższą masę, a cena idzie w dół. Nadal jednak mówimy przy tym o miejskim rowerze za ponad 10000 zł, więc tanio ewidentnie nie jest. Można jednak i tak wydać więcej, bo Moustache przygotowało również 270 numerowanych sztuk Limited Edition w kolorze Chromatic Blue. Za 2899 euro, czyli około 12 610 zł, producent dorzuca m.in. 10-biegowy napęd, Bosch ConnectModule z lokalizacją GPS, uchwyt na telefon, przedni bagażnik z lampą 80 luksów, uchwyt na U-lock oraz osłonę tylnego koła. Dopłata wynosi 500 euro, czyli około 2175 zł.

Źródła: Moustache Lundi 27

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy, książki Powrót do Korzeni oraz gry wideo DIGSITE ZERO.