Tesla ma poważny problem. Chińczycy ładują ten samochód elektryczny w 9 minut

Przez lata dyskusja o samochodach elektrycznych kręciła się przede wszystkim wokół zasięgu. Czy przejadą 300 km? 500 km? Czy zimą połowa energii nie wyparuje razem z pierwszym mrozem? Dziś te pytania nie zniknęły, ale coraz częściej wydają mi się drugorzędne, bo największa niedogodność elektryka zaczyna leżeć gdzie indziej. Nawet samochód zdolny przejechać kilkaset kilometrów trzeba przecież w końcu naładować, a wtedy nadal przegrywa z kilkuminutową wizytą przy dystrybutorze, ale chiński przemysł samochodowy bardzo konsekwentnie próbuje pozbyć się również tego kompromisu.
Tesla ma poważny problem. Chińczycy ładują ten samochód elektryczny w 9 minut

W kwietniu pisałem o technologii Flash Charging przy okazji Fang Cheng Bao Ti3. Wtedy możliwość podniesienia poziomu naładowania z 10 do 70% w około pięć minut i dobicia do 97% w dziewięć minut robiła wrażenie przede wszystkim jako pokaz tego, co BYD potrafi zrobić z drugą generacją akumulatorów Blade. Minęło od tego momentu niecałe pół roku i oto dostaliśmy coś jeszcze lepszego.

Pisałem o 9 minutach kilka miesięcy temu. Teraz nabiera to namacalnej formy

Należąca do BYD marka Fang Cheng Bao właśnie wprowadziła na chiński rynek Formula S, czyli dużego elektrycznego sedana, w którym Flash Charging jest standardem całej gamy. Zależnie od wersji samochód wykorzystuje akumulator LFP o pojemności 76,744 albo 92,093 kWh, a deklarowany zasięg dochodzi nawet do 900 km według chińskiej procedury CLTC, która jest znacznie łagodniejsza od europejskiego WLTP, ale akurat nie zasięg jest tutaj najważniejszy.

Czytaj też: 800 km na 54,9-kWh akumulatorze. Volkswagen pokazuje, że źle projektujemy samochody elektryczne

BYD twierdzi, że jego Blade Battery 2.0 może przy odpowiedniej ładowarce naładować się z 10 do 70% w pięć minut i z 10 do 97% w dziewięć minut. Nawet przy -30 stopniach Celsjusza uzupełnienie energii od 20 do 97% ma być szybkie i zajmować 12 minut. Maksymalna moc? Aż 1500 kW dostarczane przez jedno złącze. No to co, cena pewnie powala, czyż nie? Tak się składa, że… nie.

Cena Formula S sugeruje, że tak szybkie ładowanie będzie standardem

Gdyby Formula S kosztował równowartość pół miliona złotych, to można byłoby wzruszyć ramionami na tak szybki proces ładowania. Nowe technologie zawsze schodzą przecież z najdroższych samochodów do coraz tańszych. Tyle że podstawowy Formula S kosztuje w Chinach 189900 juanów, czyli przy obecnym kursie około 109000 zł. Najdroższy Formula S GT dochodzi do 239900 juanów, czyli około 137000 zł. Oczywiście to proste przeliczenie, które nie mówi nam nic o potencjalnej cenie europejskiej, podatkach czy cłach, ale dobrze pokazuje pozycjonowanie samochodu na rodzimym rynku.

Dla porównania bazowy Tesla Model 3 kosztuje w Chinach obecnie 235500 juanów, czyli około 135000 zł przed uwzględnieniem czasowych promocji. Różnica między cenami katalogowymi przekracza więc 45000 juanów, co odpowiada mniej więcej 26000 zł. Tesla oferuje przy tym obecnie dodatkowe zachęty, a w tym czasową dopłatę do ubezpieczenia i promocje na dostępne egzemplarze. Naturalnie też sam model Formula S nie jest bezpośrednim odpowiednikiem Modelu 3. Ma aż 5060 mm długości, więc jest od Tesli wyraźnie większy. Nie chodzi mi tu jednak o udowadnianie, że jeden samochód jest obiektywnie lepszy od drugiego. Znacznie ważniejsze jest to, ile technologii BYD jest w stanie dziś wrzucić do samochodu kosztującego w Chinach mniej od podstawowej Tesli.

Czytaj też: Usunęli anodę z akumulatora. Tak może zacząć się nowa era samochodów elektrycznych

Poza ultraszybkim ładowaniem Formula S może oferować napęd na wszystkie koła o mocy do 490 kW, czyli około 657 KM, zaawansowany system wspomagania jazdy God’s Eye B z LiDAR-em oraz zawieszenie DiSus-A lub DiSus-M, z czego to drugie wykorzystuje amortyzatory z cieczą magnetoreologiczną.

Samochód przyszłości już istnieje. Teraz trzeba zbudować dla niego ładowarki

Tutaj dochodzimy jednak do największego “ale”. Formula S może przyjąć gigantyczną moc, ale tylko wtedy, gdy znajdzie ładowarkę zdolną ją dostarczyć. Wpięcie samochodu do typowej europejskiej stacji DC nie sprawi nagle, że dziewięciominutowe ładowanie stanie się rzeczywistością. BYD doskonale o tym wie i dlatego moim zdaniem najciekawsza część całej historii wcale nie znajduje się wewnątrz samochodu. Koncern zapowiedział bowiem uruchomienie 6000 stacji Flash Charging poza Chinami w ciągu 12 miesięcy, z czego połowa ma znaleźć się w Europie. Flash Charging trafi tutaj również do samochodów marki DENZA.

W efekcie dochodzimy do sytuacji, w której akumulator i samochód zaczynają być gotowe na ładowanie z prędkością porównywalną z krótkim postojem na stacji benzynowej, a największym ograniczeniem staje się infrastruktura energetyczna wokół nich. Tesla nie ma więc problemu dlatego, że pojawił się kolejny chiński sedan z wielkim ekranem, dużym zasięgiem i setkami koni mechanicznych. Takich samochodów jest już mnóstwo. Problemem jest tempo, w którym chińscy producenci zamieniają technologie z kategorii “kiedyś” w wyposażenie seryjnych modeli za stosunkowo normalne pieniądze.

Czytaj też: Audi wskrzesiło swoją legendę oszczędności. Nowy samochód elektryczny zachwyca zasięgiem

Jeszcze niedawno zastanawialiśmy się, kiedy ładowanie elektryka przestanie oznaczać długi postój. BYD twierdzi, że ma już odpowiedź i wynosi ona dziewięć minut. Teraz jednak trzeba doprowadzić do sytuacji, w której reszta świata będzie w stanie za tym samochodem nadążyć.

Źródła: CnEVPost, Tesla China, BYD, Reuters

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy, książki Powrót do Korzeni oraz gry wideo DIGSITE ZERO.