800 km na 54,9-kWh akumulatorze. Volkswagen pokazuje, że źle projektujemy samochody elektryczne

Aktualnie rozwój samochodów elektrycznych mierzy się głównie wielkością akumulatora, mocą ładowania i deklarowanym zasięgiem. Jeśli nowy model ma przejechać dalej, to najprostsze rozwiązanie wydaje się oczywiste – trzeba upchnąć w podłodze więcej kilowatogodzin. Potem dostajemy cięższy samochód, większe koła, coraz mocniejsze silniki i zaczynamy zastanawiać się, dlaczego elektryk potrzebuje 80 czy 100 kWh pojemności energetycznej. Dlatego od dawna mam wrażenie, że w tej pogoni gdzieś zgubiliśmy znacznie starszą sztukę projektowania samochodu.
800 km na 54,9-kWh akumulatorze. Volkswagen pokazuje, że źle projektujemy samochody elektryczne

Nie chodzi przecież wyłącznie o to, ile energii potrafimy ze sobą zabrać, ale również o to, jak mało możemy jej zmarnować. Podobny problem widać zresztą przy nowym miejskim Smarcie, który przypomina, że nie każdy samochód musi być wielkim, ciężkim SUV-em. Volkswagen poszedł teraz znacznie dalej i stworzył coś, co wygląda wręcz jak manifest przeciwko współczesnej motoryzacyjnej otyłości.

Volkswagen Mission Efficiency przypomina, że opór powietrza kosztuje

Mission Efficiency jest elektrycznym prototypem bazującym na rozwiązaniach platformy MEB+ oraz układzie napędowym nowego ID. Polo. Nie mamy więc do czynienia z futurystycznym napędem wykorzystującym cudowny akumulator z laboratorium. Z przodu pracuje seryjnie powiązany silnik APP290 o mocy 99 kW, czyli 135 KM, a pod podłogą znalazł się akumulator NMC o pojemności zaledwie 54,9 kWh netto.

Czytaj też: Porażająca prawda o hybrydowych samochodach wyszła na jaw

Cała magia zaczyna się wokół niego. Współczynnik oporu aerodynamicznego Cd wynosi absurdalne 0,158, przy powierzchni czołowej 2,08 m². Volkswagen twierdzi, że jest to rekord wśród samochodów dopuszczonych do ruchu drogowego. Nadwozie zwęża się ku tyłowi, tylna oś jest o 170 mm węższa niż w ID. Polo, podwozie zostało niemal całkowicie zabudowane, koła dostały specjalne deflektory, a tylne koła ukryto za nadwoziem.

Efekt? Przy prędkościach powyżej 80 km/h Mission Efficiency ma zużywać ponad 30 procent mniej energii niż ID. Polo. Volkswagen podaje nawet, że jazda tym prototypem przy około 140 km/h wymaga mniej więcej tyle energii, ile seryjne Polo potrzebuje przy 100 km/h, co pokazuje, jak brutalnie aerodynamika zaczyna karać samochód wraz ze wzrostem prędkości.

54,9 kWh i zużycie, które wygląda niemal nierealnie

Podczas specjalnego przejazdu w idealnych warunkach, przy stałych 68 km/h, bez podjazdów i z wyłączoną klimatyzacją, Mission Efficiency zużył 6,48 kWh/100 km. Jest to laboratoryjnie wręcz korzystny scenariusz i Volkswagen tego nie ukrywa. Dlatego znacznie ciekawsza była trasa o długości 1278,36 km z Wolfsburga przez Poznań i Ołomuniec do Wiednia. Średnia prędkość wyniosła na niej 67,72 km/h, maksymalna 138 km/h, a średnie zużycie 6,89 kWh/100 km bez uwzględnienia strat podczas ładowania lub 7,51 kWh/100 km po ich doliczeniu. Samochód wymagał po drodze tylko jednego ładowania, a do Wiednia dotarł z deklarowanymi 164 km pozostałego zasięgu.

Czytaj też: Yamaha zrobiła sportowy motocykl dla normalnych ludzi

Jeśli przeliczyć samo 54,9 kWh przez rekordowe 6,89 kWh/100 km, to otrzymujemy około 797 km. Dla porównania oficjalne zużycie Mission Efficiency w cyklu WLTP wynosi 8,4 kWh/100 km, co odpowiadałoby mniej więcej 654 km. Innymi słowy, te “800 km” nie jest uniwersalnym zasięgiem tego auta, ale pokazuje potencjał konstrukcji w odpowiednich warunkach. Pozostaje więc pytanie – jak to się udało?

Przyszłość samochodu == mniej samochodu?

Volkswagen poszedł w oszczędzanie energii niemal obsesyjnie. Konstrukcja łączy aluminium z kompozytami z włókna węglowego i aramidu. Z tyłu producent zastosował elektromechaniczne hamulce redukujące straty tarcia praktycznie do zera, a 370-watowa instalacja fotowoltaiczna w dachu i tylnej części nadwozia może według producenta dołożyć w dobrych warunkach do 30 km zasięgu dziennie. Pisałem już o podobnym podejściu przy samochodzie Aptera wykorzystującym energię słoneczną, choć tam fotowoltaika jest znacznie ważniejszą częścią całej koncepcji.

Odchudzanie dotarło nawet do kabiny. Zamiast wielkiego systemu infotainment kierowca ma korzystać z własnego smartfona lub tabletu, a klasyczny zestaw głośników zastąpił przenośny głośnik Bluetooth. Mimo tego samochód ma cztery miejsca w układzie 2+2 i bagażnik o pojemności 481 litrów, choć tylne siedzenia przewidziano głównie dla osób do około 160 cm wzrostu.

Nie jest to zresztą pierwszy taki eksperyment. Volkswagen już w 2013 roku sprzedawał XL1, którego karbonowe nadwozie, masa 795 kg i Cd 0,189 pozwalały osiągać homologacyjne 0,9 l/100 km. Mercedes pokazał z kolei w 2022 roku Vision EQXX, który przejechał 1202 km ze średnim zużyciem 8,3 kWh/100 km. Mission Efficiency wygląda więc mniej jak nagłe olśnienie, a bardziej jak kolejny etap pomysłu, który motoryzacja zna od dawna, lecz rzadko wdraża na masową skalę.

Czytaj też: Europa sprawdziła chińskie samochody bez taryfy ulgowej. Wynik może zaboleć

Być może przyszłość elektryków nie polega wyłącznie na wynalezieniu cudownych ogniw magazynujących dwa razy więcej energii. Może część rozwiązania znamy już od kilkudziesięciu lat i sprowadza się ono do budowania samochodów lżejszych, niższych, bardziej aerodynamicznych i mniej rozrzutnych energetycznie. Brzmi wprawdzie wręcz banalnie, ale patrząc na rosnące SUV-y z akumulatorami przekraczającymi 100 kWh, najwyraźniej branża potrzebowała takiego przypomnienia.

Źródła: Volkswagen – Mission Efficiency, Mercedes-Benz – Vision EQXX, Volkswagen – XL1

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy, książki Powrót do Korzeni oraz gry wideo DIGSITE ZERO.