Nintendo wskrzesiło legendę z 1998 roku. Znamy polską cenę i datę premiery

Mam coraz większe wrażenie, że jedna z najdziwniejszych cech współczesnego gamingu polega na tym, że przyszłość bardzo często wygląda jak przeszłość. Technologia się rozwija, a później wykorzystujemy cały ten tranzystorowy arsenał po to, aby ponownie wejść do świata stworzonego pod sprzęt sprzed prawie trzech dekad. Tak właśnie wygląda dziś wielki powrót legendy Nintendo sprzed dekad.
Nintendo wskrzesiło legendę z 1998 roku. Znamy polską cenę i datę premiery

Kilka miesięcy temu Nintendo zapowiedziało remake The Legend of Zelda: Ocarina of Time i choć trudno kwestionować znaczenie oryginału, to pisałem po czerwcowym Nintendo Direct, że aktualnie największa zapowiedź gry na Switcha 2 pochodzi z 1998 roku. Nie był to dla mnie szczególnie mocny argument za kupnem konsoli. Teraz Nintendo wreszcie pokazało jednak, czym ten powrót rzeczywiście ma być i przyznam, że moje zainteresowanie wyraźnie wzrosło.

The Legend of Zelda: Ocarina of Time zadebiutuje 5 listopada

Remake The Legend of Zelda: Ocarina of Time trafi wyłącznie na Nintendo Switch 2 już 5 listopada 2026 roku. Cyfrowa wersja kosztuje w polskim Nintendo eShopie 254,80 zł, natomiast pierwsze pudełkowe preordery pojawiły się w Polsce za około 260-270 zł. Nintendo ustaliło europejską cenę wersji cyfrowej na 59,99 euro. Ciekawszy jest jednak sam termin. Nintendo wypuszcza bowiem jedną ze swoich najbardziej legendarnych gier dokładnie dwa tygodnie przed Grand Theft Auto VI, którego premiera jest obecnie wyznaczona na 19 listopada 2026 roku.

Czytaj też: Redzi rozbili bank i odkupują dobre imię. Takiej przyszłości Wiedźmina nikt się nie spodziewał

Czy to proszenie się o kłopoty? Niespecjalnie, bo Nintendo oraz Rockstar funkcjonują trochę poza standardową logiką branży. Ocarina of Time nie musi przecież wygrać z GTA VI w liczbie sprzedanych egzemplarzy. Ma przede wszystkim przypomnieć posiadaczom Switcha 2, dlaczego istnieje cały ten zamknięty ekosystem Nintendo, bo właśnie takich gier nie odpalimy legalnie na pececie, PlayStation czy Xboksie. Dla mnie to jest jedyny powód, dla którego wracam regularnie myślami do zakupu Switcha 2, bo ciągle gdzieś tam z tyłu głowy chciałbym dać się wciągnąć w te gry, z którymi nigdy nie było mi po drodze.

To nie Ocarina of Time w nowych teksturach

Po pierwszej prezentacji można było obawiać się remake’u zbyt zachowawczego. Teraz wiemy już, że Nintendo przebudowuje praktycznie całą warstwę prezentacji oraz część mechaniki. Świat oryginału został odtworzony wizualnie od podstaw, materiały dostały nowe tekstury, wczytywanie zostało skrócone, animacje poprawione, a ścieżka dźwiękowa została nagrana w wersji symfonicznej. Sceny fabularne będą w pełni udźwiękowione, postacie dostaną więcej dialogów, a kamera będzie mogła być swobodnie kontrolowana prawą gałką. Link dostanie również osobne komendy skoku i biegu.

Czytaj też: Recenzja The Blood of Dawnwalker. Najważniejsza gra 2026 roku dla Polaków pokazuje, że można inaczej

Ocarina of Time pomogła ustalić język trójwymiarowych gier przygodowych w czasach, kiedy sami twórcy dopiero zastanawiali się, jak gracz powinien poruszać kamerą, celować i orientować się w przestrzeni 3D. Dzisiaj część tych rozwiązań bardziej przeszkadza niż zachwyca. Dobry remake powinien więc moim zdaniem zachować projekt świata, strukturę przygody i charakter oryginału, ale niekoniecznie wszystkie ograniczenia narzucone przez kontroler Nintendo 64. Nintendo idzie nawet dalej. Cykl dnia i nocy ma działać również w miastach, a system Threads of Time pozwoli sprawdzić dotychczasowy przebieg fabuły i następny cel.

W 1998 roku wciskaliśmy przyciski. W 2026 roku możemy zanucić melodię

Najbardziej “przyszłościową” zmianą jest paradoksalnie ta dotycząca samej okaryny. Switch 2 ma wbudowany mikrofon, więc gra będzie potrafiła rozpoznać melodie, które zwyczajnie zanucimy. Jeśli system rozpozna jeden z utworów poznanych przez Linka, bohater odegra go w grze na swoim instrumencie. Nintendo przygotowuje również obsługę prawdziwych okaryn oraz elektronicznego modelu HORI.

Czytaj też: Takie wykorzystanie DLSS 5.0 mnie fascynuje. Czy właśnie zabijamy remastery?

Właśnie takie wykorzystanie nowych możliwości sprzętu jest kluczowe w czasach odczuwalnej coraz bardziej stagnacji. W oryginale okaryna była genialnym pomysłem zamkniętym w możliwościach kontrolera z 1996 roku, ale po 28 latach konsola może rzeczywiście “usłyszeć” gracza. Do tego dochodzi aplikacja ZELDA NOTES, która pozwoli śledzić statystyki przygody, szukać miejsc na podstawie podpowiedzi graficznych, korzystać z wirtualnej okaryny i odpowiadać na codzienny quiz z puli ponad 2000 pytań.

Nintendo sprzedaje przeszłość, ale tym razem robi to z rozmachem

Oczywiście nadal pozostaje pytanie, czy 254,80 zł za odtworzoną grę z Nintendo 64 to rozsądna cena. Dla kogoś, kto zna Ocarina of Time na pamięć, może być to sporo. Zwłaszcza że Nintendo doskonale wie, jak skutecznie monetyzować własną nostalgię. Jednocześnie znacznie łatwiej zaakceptować tę cenę, widząc zakres przebudowy. Nie wygląda to bowiem jak podniesienie rozdzielczości, przepisanie kilku shaderów i dorzucenie plakietki “Remastered” bez dobrego powodu. Zwłaszcza dla Polaków, bo remake będzie również dostępny po polsku. Oficjalna karta gry wymienia język polski wśród obsługiwanych wersji, a szacowany rozmiar plików wynosi około 27 GB.

Źródła: Nintendo

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy, książki Powrót do Korzeni oraz gry wideo DIGSITE ZERO.