Piszę o tym z perspektywy osoby, która od lat patrzy na Nintendo trochę z boku. Rozumiem fenomen tej firmy, rozumiem siłę jej marek, rozumiem przywiązanie graczy do Mario, Zeldy, Pokémonów, Splatoona czy Fire Emblem. Nie mam jednak w sobie tego automatycznego impulsu, który każe mi kupować sprzęt Nintendo tylko dlatego, że Nintendo znowu zrobiło pokaz. Po Directcie z 9 czerwca 2026 roku mam wrażenie, że ten dystans tylko się powiększył. Pokaz był duży, wypełniony grami i trudny do nazwania słabym. Nie był jednak ponownie pokazem, po którym poczułem, że omija mnie coś wielkiego, jeśli nie mam dostępu do właśnie gier tej firmy.
Największy problem polega na tym, że Nintendo bardzo sprawnie zarządza własną legendą, ale Switch 2 nadal nie daje mi wystarczająco mocnej odpowiedzi na pytanie o nowy etap. Lista zapowiedzi wygląda okazale, bo obejmuje przecież The Legend of Zelda: Ocarina of Time, Nintendo Switch Sports Resort, Xenoblade Genesis, Fire Emblem: Fortune’s Weave, Splatoon Raiders, Star Fox, The Duskbloods, Kingdom Hearts IV, Onimusha: Way of the Sword, Final Fantasy Resonance, Dragon Quest Monsters: The Withered World, Dragon’s Dogma 2: Dark Arisen, Lies of P: Complete Edition, Metaphor: ReFantazio, Metal Gear Solid: Master Collection Vol. 2 czy Warhammer 40,000: Space Marine 2. Sporo tego, ale dla kogoś z pecetem, Steam Deckiem i bez zamiłowania do Nintendo, wszystko to jest jakieś… pustawe.
Największa zapowiedź pochodzi z 1998 roku
Największą zapowiedzią pokazu było The Legend of Zelda: Ocarina of Time. Gra wraca na Nintendo Switch 2 w 2026 roku i trudno udawać, że nie jest to wielkie wydarzenie. Ocarina of Time nie jest zwykłym klasykiem z szuflady. Mówimy o jednej z tych produkcji, które całymi latami funkcjonowały jako punkt odniesienia dla przygodowych gier 3D. Hyrule z Nintendo 64, świątynie, muzyka, struktura eksploracji, przejście między dzieciństwem a dorosłością Linka – wszystko to ma w historii gier status niemal nietykalny.
Czytaj też: Gothic 1 Remake – przedpremierowe wrażenia z gry
Właśnie dlatego ta zapowiedź działa na mnie podwójnie. Z jednej strony remake Ocarina of Time może być ogromnym wydarzeniem dla fanów Zeldy i jedną z najgłośniejszych premier Switcha 2. Z drugiej strony Nintendo zaczyna drugi etap życia nowej konsoli od odświeżenia gry z 1998 roku. Dla posiadaczy Switcha 2 może to być powód do radości. Dla kogoś takiego jak ja, kto nadal stoi przed pytaniem “czy warto wchodzić w ten ekosystem?”, nie jest to szczególnie przekonujący argument.
Nintendo ma oczywiście prawo wykorzystywać własne dziedzictwo. Każda duża firma to robi. Sony odświeża swoje hity, Microsoft też opiera się na znanych markach, Capcom od lat świetnie zarządza remake’ami Resident Evil. Różnica polega na tym, że w przypadku Switcha 2 ciągle czekam na grę, która nie będzie tylko powrotem, kontynuacją albo eleganckim rozwinięciem czegoś znanego. Czekam na zapowiedź, która pokaże, że nowy sprzęt Nintendo ma własny, wyraźny sens także dla osób spoza najwierniejszej publiczności tej firmy.
Wuhu Island wraca, a ja nadal nie wiem, czy chcę wracać razem z nią
Nintendo Switch Sports Resort również nie zmienia mojego nastawienia. Powrót na Wuhu Island, 12 sportów, sterowanie ruchem za pomocą Joy-Conów 2 i premiera 22 października 2026 roku wyglądają jak bardzo świadomy ukłon w stronę czasów Wii. Ten pomysł jest łatwy do zrozumienia, bo bierzesz kontroler do ręki, machasz nim jak rakietą, łukiem albo kijem golfowym, a gra natychmiast odpowiada prostą, fizyczną zabawą. Nintendo nadal umie projektować tego typu doświadczenia lepiej niż konkurencja.
Czytaj też: Gothic wraca. Tłumaczę dlaczego to najtrudniejszy remake gry w historii
Nie mam jednak pewności, czy właśnie po to miałbym kupować Switcha 2. Gry ruchowe mają swoją wartość, zwłaszcza w lokalnej, rodzinnej zabawie. Wuhu Island może więc działać jak nostalgiczny magnes dla osób, które pamiętają Wii Sports Resort. Dla mnie jest to raczej kolejny przykład Nintendo wracającego do bezpiecznego miejsca. Firma doskonale wie, które emocje da się uruchomić ponownie. Pytanie brzmi, czy taki powrót wystarcza jako argument za zakupem nowego sprzętu.
Fire Emblem, Splatoon i Xenoblade wypełniają kalendarz, ale nie przełamują dystansu
Podobny problem mam z częścią zapowiedzi skierowanych do bardziej zaangażowanych graczy Nintendo. Fire Emblem: Fortune’s Weave wygląda jak mocny punkt dla fanów taktycznego fantasy. Premiera 17 września 2026 roku, turniej gladiatorów, nowe postacie, rozwój między walkami i charakterystyczna dla serii mieszanka strategii oraz relacji między bohaterami powinny dać Nintendo stabilną premierę na jesień. Splatoon Raiders, zaplanowane na 23 lipca 2026 roku, rozszerza jedną z ciekawszych współczesnych marek Nintendo w stronę bardziej przygodowej formuły.
Tyle że znowu wracam do tego samego punktu. Fire Emblem jest dla fanów Fire Emblem. Splatoon Raiders jest dla osób, które już mają kontakt z tym światem albo lubią jego estetykę. Xenoblade Genesis może być bardzo ważnym RPG w 2027 roku, a ulepszenia wcześniejszych części na Switcha 2 mają sens z perspektywy budowania kompletnej biblioteki. Mimo tego żadna z tych zapowiedzi nie przełamuje mojego dystansu. Widzę solidne filary katalogu, ale nie widzę gry, która nagle sprawia, że brak Switcha 2 zaczyna mnie uwierać.
Star Fox wygląda ciekawie, choć nadal bazuje na przeszłości
Najciekawszy z tej grupy wydaje mi się Star Fox. Nowa wersja ma być filmowym podejściem do Star Fox 64, z przebudowanymi etapami, odświeżonymi postaciami, rozbudowanymi scenami, pełnym dubbingiem, orkiestrową muzyką, trybem online i opcjonalnym celowaniem przy użyciu Joy-Conów 2. Premiera została ustawiona na 25 czerwca 2026 roku, a demo trafiło do eShopu.
W teorii Star Fox może być jedną z tych gier, które pokazują sprzęt z dobrej perspektywy. Szybka akcja, statki, krótkie misje, celowanie ruchem, ekran pełen efektów i rozpoznawalna załoga dają Nintendo materiał na bardzo komunikatywną premierę. Problem jest jednak taki, że Star Fox również opiera się na odświeżeniu przeszłości. Nie mam oczywiście nic przeciwko powrotom starych serii, bo przecież ubóstwiam Gothica, ale kiedy najważniejsze punkty pokazu opierają się na tym, co już było, to trudno nie zauważyć schematu.
The Duskbloods może poszerzyć Switcha 2, ale nadal czekam na konkrety
W tym wszystkim zupełnie inne wrażenie zostawia The Duskbloods. FromSoftware przygotowuje ekskluzywną dla Switcha 2 grę akcji PvPvE, w której Bloodsworn walczą ze sobą i czasem zawierają tymczasowe sojusze w starciach do ośmiu graczy. Nadal nie ma konkretnej daty premiery poza 2026 rokiem, ale firma zapowiedziała zamknięty test sieciowy na lato. Sama obecność FromSoftware na Switchu 2 jest ważna, bo Nintendo potrzebuje takich gier, jeśli chce wyjść poza aktualny obraz konsoli.
The Duskbloods jest dla mnie jednym z ciekawszych elementów Directa, choć nadal funkcjonuje bardziej jako obietnica. FromSoftware ma pozycję studia, którego nie trzeba przedstawiać graczom szukającym trudniejszych, mroczniejszych i mniej oczywistych doświadczeń. Ekskluzywna gra tego zespołu na Switchu 2 może poszerzyć profil konsoli. Może też pokazać, że sprzęt Nintendo nie będzie żył tylko własnymi markami i późniejszymi portami. Na razie trudno jednak ocenić, czy z tej obietnicy wyjdzie coś, co naprawdę zmieni moją percepcję platformy.
Firmy zewnętrzne traktują Switcha 2 poważniej niż kiedyś
Najmocniej przemawia do mnie skala wsparcia firm zewnętrznych. Kingdom Hearts IV ma trafić na Switcha 2 w dniu premiery gry, a Kingdom Hearts Collection [I-III] pojawi się 8 października. Capcom przywozi Onimusha: Way of the Sword i Dragon’s Dogma 2: Dark Arisen. Square Enix dorzuca Final Fantasy Resonance i Dragon Quest Monsters: The Withered World. Konami pokazuje Metal Gear Solid: Master Collection Vol. 2. Do tego dochodzą między innymi Lies of P: Complete Edition, Metaphor: ReFantazio, Warhammer 40,000: Space Marine 2, Minecraft ze zmianami pod Switcha 2 czy Final Fantasy XIV Online.
Tutaj Nintendo wygląda lepiej niż przez dużą część swojej dotychczasowej historii. Pierwszy Switch sprzedawał się świetnie, ale często dostawał spóźnione porty, wersje z wyraźnymi ograniczeniami albo gry, które trafiały na platformę bardziej z obowiązku. Switch 2 ma szansę wejść w inny układ. Firmy zewnętrzne najwyraźniej traktują go poważniej, a sama lista partnerów robi wrażenie. Mimo tego trudno mi budować decyzję zakupową na grach, które w dużej części mogę ograć gdzie indziej i w lepszej jakości, albo które nie są nierozerwalnie związane z charakterem sprzętu Nintendo.
Właśnie dlatego cały Direct oceniam jako pokaz dobry, ale mało przekonujący. Nintendo wykonało zadanie. Pokazało gry na lato, jesień, końcówkę roku i 2027 rok. Dało fanom Zeldy ogromną zapowiedź, fanom ruchowej zabawy powrót na Wuhu Island, fanom strategii nowego Fire Emblema, fanom Splatoona osobną przygodę, fanom RPG perspektywę Xenoblade Genesis, a osobom patrzącym na gry od firm trzecich dowód, że Switch 2 nie będzie odciętą wyspą.

Czytaj też: Mam problem z Wiedźmin Pieśni Przeszłości. Geralt wróci w bardzo dziwnym stylu
Nie widzę jednak odpowiedzi na pytanie z początku tekstu. Po co klient spoza najtwardszej grupy fanów Nintendo miał kupować Switcha 2 właśnie teraz? Dla remake’u Ocarina of Time? Dla nowego Sports Resort? Dla Star Foxa? Dla portów i wersji gier zewnętrznych? Dla The Duskbloods, które nadal czeka na konkrety? Największa siła Nintendo nadal jest jednocześnie jego największym ograniczeniem w moich oczach. Firma ma potężne marki, wierną publiczność i historię, do której może wracać niemal bez końca. Potrafi wywołać entuzjazm jednym logo, kilkoma nutami muzyki albo znajomą wyspą na ekranie. Dla wielu graczy to wystarczy. Dla mnie nie. Po latach patrzenia na Switcha i po pierwszych dużych pokazach Switcha 2 nadal nie czuję, że ta konsola rozwiązuje mój problem z Nintendo.

