Wielu już pewnie o tym wie, lecz dla krótkiego przypomnienia. Nintendo lubi się chwalić swoją bardzo długą tradycją, w końcu istnieją już od 1889 roku! Tylko, że jest to trochę naciągane, bo firma którą dzisiaj znamy, nie od razu zajmowała się sprzętem elektronicznym. Tak naprawdę robiła bardzo wiele dziwnych rzeczy, a i wyrosła pierwotnie na omijaniu prawa. To, co znamy dzisiaj, ma swoje początki w latach 70. i zawdzięcza legendzie firmy.
Nuda, kalkulator i właściwy człowiek, we właściwym czasie, na właściwym miejscu stworzyły legendę Nintendo
Pod koniec lat 70., pracownik Nintendo, Gunpei Yokoi, przyszły ojciec Game Boya, jechał do pracy pociągiem, w którym z nudów się rozglądał po pasażerach i zauważył innego, znudzonego pracownika biurowego, który wypełniał swój czas podróży biednej w atrakcje… Zabawą na kalkulatorze. I wtedy młodego pracownika uderzyło zrozumienie, że gry nie powinny się ograniczać do miejsce gdzie trzeba płacić za automaty.

Natchnienie we właściwym momencie i zbieg okoliczności sprawiły, że gdy przedstawił swój pomysł ówczesnemu prezesowi – legendarny, chociaż osławiony prezes Nintendo – Hiroshiemu Yamauchiemu, ten akurat miał się spotkać z prezesem innej firmy. Tak się składa, że był to szef marki Sharp, czyli największego wtedy producenta kalkulatorów. Idealnie w porę na omówienie warunków współpracy.
Czytaj też: Muzyczna podróż do Kanto. Nintendo wydaje mini odtwarzacz w stylu Game Boya
Tym pomysłem nie był jeszcze Game Boy, lecz prababcia wszystkich dzisiejszych konsol, przenośna konsolka Game & Watch, która w Polsce była najbardziej znana z radzieckiej podróbki, nazywanej u nas niegdyś “ruskimi jajkami” (a tak naprawdę była to Elektronika IM). Spotkanie z producentem kalkulatorów, było więc idealne, bo obydwie rzeczy miały działać w ten sam sposób. Wręcz były niemal identyczne, tylko że dzięki pomysłowi Yokoia, zmieniono kalkulator w pełnoprawne urządzenie rozrywkowe.
Zarówno kalkulatory jak i Game & Watch korzystały z tanich ekranów LCD, płaskich baterii i wyświetlały obrazy poprzez podświetlanie z góry ustalonych segmentów. Z tym, że w nowym wydaniu, już nie miały po prostu wyświetlać liczb. W pierwszej z gier Game & Watch (The Ball) z 1980 roku, na ekranie używano aż 72 segmenty, więc niewiele więcej niż przeciętny kalkulator, który potrzebuje po 7 segmentów na każdą cyfrę.

Na początku testowano wiele prototypów, do czego używano mnóstwo, ręcznie składanych elementów z plastiku i tycich żarówek przylutowanych do płytek PCB. Nie było łatwo, ale gdy już rozgryziono co i jak, wydawano nową konsolkę przenośną praktycznie każdego miesiąca aż do zaprzestania ich produkcji na początku lat 90., pomimo sprzedanych 43 milionów sztuk. Mieli ku temu bardzo dobry powód.
Dziękujemy Game & Watch za twoją legendarną obecność. Konsola udowodniła, że to właściwa ścieżka
Można wręcz powiedzieć, że dzięki Game & Watch oraz twórcy tej marki, dzisiaj mamy wszystkie konsole hybrydowe od MSI Claw po Nintendo Switch. Gunpei Yokoi dzięki zmysłowi obserwacji, chęci testowania nowych idei, dał początek przenośnemu graniu. To właśnie dzięki tej historii mógł powstać Game Boym, a dwadzieścia lat po nim, Nintendo DS.
Czytaj też: Zapragniesz nowej edycji Nintendo Switch 2, ukazanej z okazji 40. urodzin legendarnej serii
Zresztą nawet prezes Nintendo, Satoru Iwata, który kierował firmą trochę ponad 11 lat temu, powiedział, że prawdopodobnie nie byłoby tych konsol bez właśnie legendarnej konsolki Game & Watch. Co więcej, mogłoby też nie być samego Nintendo, które stało na skraju zamknięcia biznesu. Na szczęście pomysłowość Yokoia zapewniła wyjście z dołka i ogromny sukces finansowy, a także niestety dla graczy, że wyniki nie są uzależnione od najnowszych technologii, ale to jest historia na kiedy indziej.
Źródło: engadget

