Diablo V. Nowy StarCraft. World of Warcraft: Forever, czyli w praktyce długo wyczekiwany Classic+. Nowa kampania do Warcraft III po ponad dwóch dekadach. Powrót Heroes of the Storm z nowym bohaterem. Do tego Netflix, kolejna klasa w Hearthstone, duże zmiany w Overwatchu i dalsze plany dla Diablo IV. Jeśli ktoś liczył na BlizzCon w stylu “oto nowy sezon, trzy skórki i do zobaczenia za rok”, to dostał coś dokładnie odwrotnego. Co ważne, w chwili gdy piszę ten tekst, BlizzCon 2026 jeszcze się nie skończył.
Niedziela przyniesie między innymi osobny panel World of Warcraft: Forever oraz prezentację przyszłości Diablo IV, więc poniżej podsumowuję przede wszystkim to, co Blizzard wyłożył na stół podczas pierwszego dnia. Już teraz jest jednak tego tyle, że mam problem przypomnieć sobie ostatni BlizzCon, po którym lista naprawdę dużych zapowiedzi była równie długa, choć trudno się temu dziwić, patrząc na przerwę w organizacji tych imprez.
Diablo V oficjalnie istnieje. Blizzard nawet podał rok premiery
Zacznijmy od rzeczy najbardziej oczywistej, bo Blizzard zrobił coś, czego kompletnie się nie spodziewałem. Nie tylko powiedział “pracujemy nad kolejnym Diablo”, ale od razu nazwał grę Diablo V i wyznaczył jej premierę na wiosnę 2029 roku. Oczywiście trzy lata w gamedevie to cała epoka i wszystko może się przesunąć. Znacznie ciekawsze jest jednak to, że Blizzard już teraz pokazał kierunek, który wygląda jak próba odpowiedzenia na najczęstsze zarzuty wobec Diablo IV.
Czytaj też: Ty kupujesz grę, a ktoś piraci i ma lepiej. Trudno się dziwić, że piracenie gier w 2026 roku żyje w najlepsze
Punktem wyjścia jest świat, w którym źli tym razem naprawdę wygrali. Akcja Diablo V ma rozgrywać się około sto lat po wydarzeniach z Diablo IV, a Sanktuarium znajduje się po apokalipsie wywołanej zwycięstwem Diablo. Bohaterowie przegrali, cywilizacja została rozbita, a zamiast kolejnego scenariusza w stylu “musimy powstrzymać wielkie zło”, trafimy do rzeczywistości, w której wielkie zło już zrobiło swoje, a to przekłada się bezpośrednio na konstrukcję gry.
Blizzard chce zrezygnować z klasycznych miast pełniących rolę bezpiecznych hubów. Naszą mobilną bazą stanie się karawana, do której w trakcie fabuły będą dołączać kolejne postacie, a to właśnie od jej członków mamy otrzymywać zadania poboczne. Jednym z kompanów ma być nawet goblin skarbnik. Do Diablo wracają również proceduralnie generowane lochy, a części otwartego świata mają zmieniać się przy kolejnych odwiedzinach.
Znacznie mocniej pachnie mi tu również Diablo II. Przedmioty ponownie będą zajmować różną liczbę pól w ekwipunku, wrócą pasy oraz zestawy, Blizzard eksperymentuje z wymaganiami statystyk dla wyposażenia, a sam loot ma zaczynać od prostych przedmiotów i stopniowo stawać się coraz bardziej skomplikowany. Po latach upraszczania części systemów ktoś ewidentnie doszedł do wniosku, że może gracze action RPG jednak lubią czasem coś policzyć.
Potwierdzono też pierwsze klasy. Wraca Łowca Demonów oraz Mnich, ale znacznie ciekawiej wygląda zupełnie nowy Plague Knight, czyli ciężko opancerzony rycerz roznoszący choroby, a następnie wykorzystujący je do wzmacniania własnej postaci. Blizzard deklaruje przy tym, że Diablo V ma wystartować z większą liczbą klas niż którakolwiek wcześniejsza odsłona serii. Jest więc daleko do premiery, ale jak na grę z 2029 roku dostaliśmy zaskakująco dużo mięsa… choć umówmy się – czy ktokolwiek nie spodziewał się, że prace nad Diablo V trwają?
Diablo IV jeszcze trochę pożyje, ale Blizzard już patrzy w stronę piątki
Ogłoszenie Diablo V postawiło oczywiście proste pytanie: co właściwie stanie się z Diablo IV? Na razie nic dramatycznego. 15 września rusza Season of Hell’s Legacy, przygotowany na 30-lecie serii. Wracają Diablo, Mephisto i Baal, pojawi się Deckard Cain, a gracze będą zdobywać fragmenty dusz Prime Evils i przejmować część ich mocy. Diablo IV trafi tego samego dnia również na Nintendo Switch 2 w pakiecie Age of Hatred Collection z Vessel of Hatred oraz Lord of Hatred.
W pierwszej połowie 2027 roku do Diablo IV dołączy z kolei Amazonka ze Skovos. Blizzard buduje ją wokół czterech archetypów – Championa, Skirmishera, Rangera i Commandera – a razem z nią do gry trafią między innymi oszczepy jako nowy typ broni. Znacznie ciekawsza informacja wypłynęła jednak poza samą ceremonią. Blizzard potwierdził PC Gamerowi, że obecnie nie planuje kolejnych pełnych rozszerzeń Diablo IV po Lord of Hatred. Gra ma być dalej wspierana sezonami i wcale nie musi umrzeć wraz z premierą piątki, ale zespół coraz wyraźniej przenosi swoje moce przerobowe na Diablo V.
Nie wiem, czy wszystkim się to spodoba, ale przynajmniej sytuacja jest jasna. Diablo IV nie będzie rozciągane przez następne dziesięć lat za wszelką cenę.
Na dokładkę Diablo dostanie serial od Netflixa
Blizzard dogadał się również z Netfliksem i w efekcie ziszcza się coś, o czym marzyli wszyscy miłośnicy przerywników filmowych tegoż studia. Powstaje bowiem animowany serial osadzony w świecie Diablo. Szczegółów praktycznie nie podano, więc nie znamy daty, obsady ani nawet miejsca na osi czasu – ale samo ogłoszenie jest o tyle ciekawe, że firma otwarcie mówi o rozszerzaniu swoich światów poza gry. Po Arcane na bazie League of Legends nikogo nie trzeba już chyba przekonywać, że animowana adaptacja gry może być czymś ambitnym. Wszystko będzie jednak zależało od tego, komu Blizzard rzeczywiście da ten projekt do ręki.
StarCraft wraca. Oczywiście jako strzelanka
Wreszcie StarCraft wraca jako duża gra AAA. Po kilkunastu latach życia głównie wspomnieniami o StarCraft II i kolejnych pytaniach o przyszłość marki, Blizzard wreszcie powiedział wprost: robimy nową pełnoprawną grę, ale w dobie niekoniecznie popularnych RTS-ów oczywiście nie jest to StarCraft III. Nowy StarCraft Dominion ma być fabularnym open-world shooterem, który ukaże się dopiero wiosną 2030 roku. Firma pokazała zwiastun z żołnierzem Terran Dominion walczącym z Zergami, ale nie zobaczyliśmy jeszcze żadnego gameplayu.
Mam tutaj dwa głosy w głowie. Pierwszy mówi: “StarCraft bez RTS-a? Toż to potwarz”. Drugi przypomina jednak, że uniwersum StarCrafta od zawsze wręcz prosiło się o wykorzystanie poza strategią czasu rzeczywistego. Blizzard próbował tego zresztą już przy legendarnym StarCraft: Ghost, który przez lata powstawał, zmieniał formę i ostatecznie nigdy nie trafił na rynek.
Jeśli więc nowy StarCraft będzie po prostu świetną strzelanką osadzoną w tym świecie, to nie widzę powodu, dla którego miałbym się obrażać na sam gatunek. Problem pojawi się dopiero wtedy, jeśli Blizzard uzna, że shooter zastępuje przyszłość strategicznej części marki. Szczerze jednak mówiąc, ciężko na tę chwilę powiedzieć cokolwiek na temat tego, co Starcraft Dominion dokładnie pokaże swoją formą. Musimy czekać.
World of Warcraft: Forever to właściwie Classic+, na którego ludzie czekali od lat
Gdybym miał wskazać najbardziej interesującą koncepcyjnie zapowiedź całego BlizzConu z perspektywy “typowego Blizzardziarza”, to nie byłoby to nawet Diablo V. World of Warcraft: Forever to dokładnie ten eksperyment, o którym społeczność WoW-a dyskutuje od lat. Blizzard bierze oryginalnego World of Warcraft, ale zamiast ponownie odtwarzać jego historię ekspansja po ekspansji, tworzy alternatywną kontynuację klasycznego Azeroth.
Forever wystartuje 4 listopada 2026 roku, beta ruszy już 17 września, a dostęp do podstawowej wersji będzie zawarty w zwykłym abonamencie WoW. Akcja rozpoczyna się po wydarzeniach nowej kampanii Warcraft III, ale jeszcze przed Molten Core. Limit poziomu pozostanie na 60 “w przewidywalnej przyszłości”, natomiast sam świat zacznie się rozwijać w zupełnie nowym kierunku.
Na premierę Blizzard szykuje trzy nowe regiony, dziewięć nowych lochów, dwa rajdy, nowe zadania rozrzucone po całej ścieżce poziomów i nową grywalną rasę Skyborne. Do tego dochodzą nowe kombinacje ras i klas oraz przebudowy części istniejących lokacji. Brzmi znajomo? Bo dokładnie tym samym sposobem Old School RuneScape przestał być jedynie kapsułą czasu i zaczął funkcjonować jako osobna, żywa wersja gry. Moim zdaniem to może być dla World of Warcraft jedna z najważniejszych decyzji od lat.
Classic zawsze miał pewien problem. Można cofnąć wskazówki zegara do 2004 roku, ale po kilku latach dokładnie wiemy, co będzie dalej. Forever usuwa ten problem, bo bierze zasady starego WoW-a i mówi: “dobra, a co jeśli historia potoczyłaby się inaczej?”. Jeśli Blizzard tego nie schrzani poprzez agresywną monetyzację albo nie zacznie po dwóch latach powoli przerabiać Forever na współczesnego WoW-a, może dostać trzeci naprawdę niezależny filar całej gry obok Modern i Classic. Pozostaje jednak proste pytanie – kiedy to ogrywać, kiedy nie siedzi się całe dnie w piwnicy?
Modern WoW też nie został zapomniany
Chociaż Forever skradł większość uwagi, ale Blizzard pokazał również przyszłość normalnego World of Warcraft. Eclipse będzie ostatnią dużą aktualizacją Midnight i doprowadzi konflikt z Xal’atath do bezpośredniej konfrontacji w Worldcore. Aktualizacja ma przygotować grunt pod trzecią część Worldsoul Saga, czyli The Last Titan, która zabierze graczy ponownie do Northrendu. Więcej na temat The Last Titan mamy dostać na początku przyszłego roku.
Najbardziej odjechanym dodatkiem jest jednak Talebound, czyli właściwie małe action RPG/roguelite osadzone wewnątrz World of Warcraft. Gracze trafią do osobnych historii opowiadanych przez tajemniczego Storytellera, będą przechodzić poziomy solo lub w grupie, walczyć z bossami, zbierać relikty i wracać pomiędzy wyprawami do wioski Quillgrave.
Co jeszcze dziwniejsze, Talebound będzie miał własne klasy – Slayera, Inquisitora i Witch – oraz mechaniki takie jak unik, blok i podwójny skok. Innymi słowy, Blizzard zaczyna więc traktować WoW-a nie tylko jak MMORPG, ale również jak platformę, w której może stawiać zupełnie inne gry. Brzmi znajomo, Fortnajciarze i Robloxiarze? Nie jestem jeszcze pewien, czy to genialny sposób na rozwijanie 22-letniej gry, czy pierwsze symptomy robienia z WoW-a kombajnu do wszystkiego.
Warcraft III dostał nową kampanię po 23 latach. Tego naprawdę nie miałem na bingo
Znacznie mniejszą zapowiedzią pod względem budżetu, ale dla mnie jedną z najfajniejszych, jest Warcraft III Reforged: Forsaken Kingdom. Oznacza to bowiem, że oto po ponad dwóch dekadach Warcraft III dostał nową kampanię fabularną i najlepsze jest to, że nie musimy na nią czekać. Blizzard wypuścił ją praktycznie od razu podczas BlizzConu.
Czytaj też: Recenzja The Blood of Dawnwalker. Najważniejsza gra 2026 roku dla Polaków pokazuje, że można inaczej
Forsaken Kingdom wypełnia lukę pomiędzy Warcraft III a World of Warcraft, opowiadając o upadku Lordaeronu, powstaniu Forsaken i pierwszych krokach w kierunku utworzenia Undercity. W centrum jest oczywiście Sylvanas, ale kampania wprowadza też nowych bohaterów i została bezpośrednio połączona fabularnie z World of Warcraft: Forever. Składa się z prologu i trzech rozdziałów kampanii, a wraz z nią Warcraft III: Reforged dostał również bezpłatną aktualizację Definitive Edition z poprawkami graficznymi oraz wydajnościowymi.
Muszę przyznać, że jest w tym coś wyjątkowo zabawnego. Reforged przez lata był jednym z najlepszych przykładów tego, jak Blizzard potrafił spalić ogromny kredyt zaufania. Teraz zamiast udawać, że gra nie istnieje, firma wraca do niej z pierwszą nową kampanią Warcraft III od 2003 roku. Trochę późno, ale zdecydowanie wolę taki redemption arc niż pozostawienie trupa w piwnicy.
Heroes of the Storm chyba jednak nie umarł
Skoro już jesteśmy przy wyciąganiu trupów z piwnicy…
Heroes of the Storm dostanie nowego bohatera.
Do Nexusa trafi Xal’atath, dostępna od 14 września na PTR i od 28 września na normalnych serwerach. Jest to pierwsza nowa grywalna postać w Heroes of the Storm od Hoggera z 2020 roku. Blizzard dorzucił jeszcze sugestię, że “może być tego więcej”, więc Internet naturalnie zdążył już wskrzesić HotS-a na pełen etat. Ja bym się jeszcze tak daleko nie rozpędzał. Jeden bohater nie oznacza automatycznie wielkiego restartu projektu, nowych map, ligi esportowej oraz Heroes of the Storm 3.0.
Sama decyzja jest jednak bardzo wymowna. Przez lata Blizzard zachowywał się wobec HotS-a jak taki typowy właściciel starego samochodu stojącego pod plandeką – czasem sprawdził, czy akumulator jeszcze żyje, coś poprawił i znowu przykrył. Teraz pierwszy raz od sześciu lat ktoś wreszcie to auto odpalił i wybrał się na przejażdżkę. Krótką, bo krótką, ale kto wie? Może pasja powróci?
Overwatch dostanie wampira, a Sombra zmieni rolę
Overwatch nie dostał może zapowiedzi kalibru nowego StarCrafta, ale Blizzard przygotował całkiem konkretny zestaw zmian. Nowym bohaterem jest Doctrine, a więc support inspirowany wampirem, który wysysa życie i wykorzystuje mechaniczne drony przypominające nietoperze. Postać można tymczasowo testować już podczas BlizzConu, a pełnoprawnie wejdzie do gry razem z Sezonem 5, 6 października.
Znacznie ciekawsza wydaje mi się jednak przebudowa Sombry na Supporta. Jeśli Blizzard nie zmienił planów w ostatniej chwili, to jest to jeden z tych reworków, który zmienia nie kilka cyferek, ale cały sposób myślenia o bohaterze. Duży rework dostanie również Wieprz, który był jednym z moich ulubionych tanków i to wcale nie przez aparycję, a swój hak.
Do tego dochodzi nowa mapa Watchpoint: Grimsvötn, a Sezon 5 zakończy całoroczny wątek The Reign of Talon. Kolejny duży Overwatch Spotlight ma mieć z kolei miejsce w lutym 2027 roku. Czy to sprawi, że nagle wrócą wszyscy gracze, którzy odbili się od Overwatcha kilka lat temu? Nie mam pojęcia. Przynajmniej tym razem Blizzard nie próbuje jednak przekonywać, że nowa skórka jest wydarzeniem na miarę BlizzConu.
Hearthstone dostaje Mnicha i wraca do Starych Bogów
Mnich będzie kolejną klasą Hearthstone i dołączy do gry w marcu 2027 roku, a jej reprezentantem zostanie Chen Stormstout. Wcześniej, bo już 20 października, zadebiutuje rozszerzenie Reign of the Black Empire, które przeniesie graczy do czasów dominacji Starych Bogów. Jedną z nowych mechanik jest Assemble, pozwalające łączyć efekty dwóch kart w jedną.
Do tego Hearthstone otrzymuje przebudowany Journal pełniący znacznie większą rolę w progresji, tymczasowy Black Market z własną walutą i zmieniającymi się cenami oraz nowy typ stronników w Battlegrounds – Aberrations, które mają opierać się na mechanice odrzucania kart i stopniowym budzeniu własnego bóstwa.
Dla mnie Hearthstone od dawna funkcjonuje gdzieś z boku całego ekosystemu Blizzarda, ale trzeba przyznać, że zamiast wrzucić tylko kolejne 150 kart, studio próbuje trochę ruszyć fundamentami gry. Sam jednak przyznam, że na tę grę wywaliłem tyle czasu, że już nigdy, przenigdy nie chcę się jej dotknąć. Wciąga bowiem jak szalona, a ja sam nie wyciągałem w niej z paczek legend, więc #obrażonko.
BlizzCon 2026 przypomniał mi stary Blizzard, ale wcale nie przez nostalgię
Firma po raz pierwszy od dawna wygląda tak, jakby przestała kurczowo trzymać wszystkie swoje marki w jednym bezpiecznym pudełku. Diablo V nie próbuje po prostu powtórzyć Diablo IV i poniekąd wróci do korzeni. World of Warcraft: Forever nie jest kolejnym serwerem z wersją gry, którą już znamy. StarCraft nie jest kolejnym RTS-em, co wprawdzie może boleć część fanów, ale przynajmniej próbuje otworzyć uniwersum na coś nowego. Warcraft III po 23 latach dostaje kampanię. Heroes of the Storm po sześciu latach dostaje bohatera. WoW eksperymentuje z własnym action RPG. Diablo próbuje wyjść na Netflix.
Czytaj też: Takie wykorzystanie DLSS 5.0 mnie fascynuje. Czy właśnie zabijamy remastery?
Można oczywiście wskazać drugą stronę medalu. Diablo V ma pojawić się dopiero w 2029 roku, a StarCraft w 2030, więc Blizzard pokazał również dwie gry, które znajdują się gdzieś absurdalnie daleko na horyzoncie. Nowego StarCrafta w ogóle nie widzieliśmy w akcji, a Diablo V jest na tak wczesnym etapie, że sami twórcy otwarcie zaznaczają, iż wiele systemów może się jeszcze zmienić. Do tego najbardziej ekscytujące World of Warcraft: Forever może równie dobrze okazać się fenomenalnym drugim życiem klasycznego WoW-a, jak i kolejnym projektem, który po latach zostanie zasypany mechanikami współczesnej wersji.
Mimo tego po pierwszym dniu mam jedno wrażenie – Blizzard znowu chce, żebyśmy zastanawiali się nad przyszłością jego gier, zamiast wyłącznie wspominać ich przeszłość.
Źródła: BlizzCon 2026

