Ten rower zmienia zawieszenie setki razy na jednej trasie. Tak wygląda przyszłość MTB

Rower XC miał być lekki, szybki i stworzony przede wszystkim do efektywnego pokonywania kilometrów. Trail miał pozwalać na znacznie więcej w trudniejszym terenie, a enduro zaczynało się tam, gdzie priorytetem stawał się zjazd. Mam jednak wrażenie, że im dłużej obserwuję rozwój rowerów górskich, tym mniej sensu mają klasyczne szufladki, bo producenci od kilku lat bardzo skutecznie rozmywają te granice.
Ten rower zmienia zawieszenie setki razy na jednej trasie. Tak wygląda przyszłość MTB

Na tym rynku dzieje się zmiana, która sprowadza się tylko do dorzucenia kilku milimetrów skoku i bardziej agresywnych opon. Współczesne XC zaczyna pożyczać rozwiązania od cięższych rowerów, a jednocześnie próbuje nie stracić tego, co stanowiło o jego przewadze. Pisałem już o tym przy Specialized Epic 9, który również próbuje uporządkować kilka segmentów jednocześnie. Teraz Scott poszedł w bardzo podobnym kierunku, tylko przesunął granicę jeszcze dalej.

Scott Spark DC nie chce wybrać jednej szufladki

Nowy Spark DC bazuje na wyścigowej rodzinie Spark RC, ale trudno określić go mianem zwyczajnego XC z nieco większym amortyzatorem. Klasyczny Spark RC ma po 120 mm skoku z przodu i z tyłu, podczas gdy DC oferuje 138 mm z tyłu oraz 140 mm z przodu. Rama pozwala nawet na zastosowanie widelca o skoku 150 mm, ale to nie mówi wszystkiego na jej temat. Ba, nawet certyfikacja kategorii 4, kojarzona już z rowerami all-mountain i enduro, nie mówi tutaj najważniejszego.

Czytaj też: 25499 zł za rower? Trek tłumaczy, za co każe tyle płacić

Neutralny kąt główki ramy wynosi 65 stopni i można zmienić go o 0,5 stopnia w każdą stronę. W porównaniu do RC rower ma wyższy o około 25 mm stack, reach został wydłużony o około centymetr, kąt rury podsiodłowej jest o 0,7 stopnia bardziej stromy, tylne widełki urosły o 6 mm, a cały rozstaw osi w zależności od rozmiaru zwiększył się o ponad 40 mm. Efekt tych zmian? Mniej nerwowości i więcej stabilności wtedy, gdy ścieżka przestaje przypominać trasę zawodów XC.

Właśnie to wydaje mi się tutaj najważniejsze. Scott nie próbuje zrobić z wyścigówki enduro. Próbuje natomiast sprawić, żeby rower nadal bardzo sprawnie podjeżdżał, ale przestał karać właściciela za zbyt optymistyczne wybranie linii na zjeździe.

Zawieszenie zaczyna myśleć za rowerzystę

Jeszcze ciekawsza jest elektronika, bo w najdroższych wersjach Spark DC Factory oraz DC 10 pojawia się RockShox Flight Attendant. O tym systemie pisałem już kilka lat temu, kiedy automatyczna regulacja zawieszenia wyglądała znacznie bardziej futurystycznie niż dziś. Teraz zaczyna po prostu trafiać do kolejnych topowych rowerów. W skrócie? Flight Attendant analizuje to, co robi rower i rowerzysta, a następnie automatycznie przełącza zawieszenie pomiędzy trybami Open, Pedal i Lock. RockShox pozwala nawet osobno wyłączyć blokowanie widelca, aby ten zawsze pozostawał przynajmniej częściowo aktywny.

Podczas trwającej około 1,5 godziny jazdy na dystansie poniżej 25 km testowany przez Bike Rumor egzemplarz Sps-more-travel-more-versatility-more-fun-to-classic-xc-mtb-family/ zmienił ustawienie tylnego amortyzatora 278 razy, a widelca 129 razy. Człowiek zwyczajnie nie będzie tak często sięgał do manetki i właśnie dlatego dla mnie tutaj “przyszłość rowerów” staje się czymś znacznie ciekawszym niż kolejny elektroniczny napęd. Rower nie tylko wykonuje polecenie szybciej. Zaczyna podejmować za nas dziesiątki drobnych decyzji, których normalnie nawet byśmy nie podjęli.

Czytaj też: Czy mnie oczy mylą, czy to składany gravel do walizki? Ten rower jest jak żaden inny

Scott zachował przy tym charakterystyczne rozwiązanie z amortyzatorem schowanym wewnątrz ramy. Konstrukcja wykorzystuje krótki łącznik umieszczony w okolicy suportu oraz uginające się elementy tylnego trójkąta zamiast kolejnego klasycznego punktu obrotu. W DC kinematyka została jednak zmieniona pod większy skok, a modułowe osłony umożliwiają stosowanie również większych amortyzatorów z dodatkowym zbiornikiem, a nawet konstrukcji sprężynowych. Ciekawego rozwiązania doczekało się też prowadzenie przewodów. Można poprowadzić je całkowicie wewnętrznie przez stery albo skorzystać z bardziej klasycznych otworów w główce ramy ukrytych za wymiennymi emblematami. Do tego dochodzą miejsce na opony do 29 x 2,6 cala, standard UDH, schowek w ramie, zintegrowany wskaźnik SAG-u oraz niewielkie błotniki.

Przyszłość MTB kosztuje nawet około 50 tys. zł

Problemem jest oczywiście cena. Spark DC Factory kosztuje według europejskiego cennika około 11500 euro, czyli po obecnym przeliczeniu niemal 50 tys. zł. Waży przy tym deklarowane 11,5 kg i dostaje karbonową ramę HMX, Flight Attendant, SRAM XX SL AXS Transmission, miernik mocy oraz karbonowe koła Syncros Silverton CF1.

Czytaj też: Test ENGWE L20 3.0 Pro. Ten elektryczny rower składany nie boi się wyzwań… niektórych

DC 10 za około 8500 euro, czyli 36,8 tys. zł, schodzi na karbon HMF i waży katalogowo 12,3 kg. Co ciekawe, egzemplarz w rozmiarze L z pedałami pokazał podczas niezależnego ważenia 13,12 kg. Niżej mamy DC 20 za około 24,7 tys. zł, DC 30 za około 20,3 tys. zł i DC 40 za około 16 tys. zł. Cenniki różnią się już nieznacznie pomiędzy europejskimi rynkami, więc traktowałbym te wartości jako orientacyjne. Tańsze odmiany rezygnują z Flight Attendant na rzecz klasycznego trzystopniowego sterowania TwinLoc, ale zachowują tę samą podstawową ideę ramy oraz 138/140 mm skoku.

Źródła: Scott Spark RC, RockShox Flight Attendant, Bike Rumor

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy, książki Powrót do Korzeni oraz gry wideo DIGSITE ZERO.