Chodzi o Blackbearda firmy Castelion, którego mieliśmy okazję poznać znacznie dokładniej dopiero teraz. Startup założony przez byłych pracowników SpaceX pokazał bowiem w sierpniu 2026 roku po raz pierwszy aktualną postać swojej broni hipersonicznej.
Pocisk Blackbeard przestaje być tylko obietnicą
Wcześniej widzieliśmy przede wszystkim uproszczone grafiki oraz pojazdy testowe, które nie musiały szczególnie przypominać finalnego uzbrojenia. Pokazany właśnie nowy Blackbeard wygląda już jak pełnoprawny dwuczłonowy system z rakietowym stopniem przyspieszającym i umieszczonym na nim beznapędowym hipersonicznym pojazdem szybującym HGV. Booster ma nadać mu odpowiednią prędkość i wysokość, po czym HGV oddzieli się i ruszy w stronę celu. Firma nadal nie ujawniła pełnej specyfikacji, ale wcześniej sugerowała możliwość rażenia celów na dystansie nieco poniżej 500 mil, czyli około 800 km.
Czytaj też: Cztery bomby wodorowe runęły na arktyczny lód. Co pogrzebało tajną operację atomową USA?

Sama prędkość przekraczająca Mach 5 nie jest już jednak dla mnie najciekawszym elementem tego programu. O Blackbeardzie i planach zintegrowania go z F/A-18E/F Super Hornet pisałem już wcześniej i od początku największe znaczenie miała jego druga cecha. Chodzi o to, że broń od początku była projektowana tak, aby nie była kolejnym hipersonicznym cudem techniki produkowanym w symbolicznych liczbach. Castelion zaprojektowało Blackbearda właśnie po to, aby ten stan rzeczy odwrócić.

W czerwcu Marynarka USA zamówiła już 50 przedprodukcyjnych Blackbeardów oraz tyle samo kontenerów transportowych za 23,4 mln dolarów, czyli około 86 mln zł. Wcześniej powstały też ramy produkcyjne zakładające przynajmniej 500 pocisków rocznie po zakończeniu testów i to z możliwością zwiększenia skali do tysięcy sztuk. Sam producent buduje w Nowym Meksyku wielki kompleks Project Ranger, który jest przeznaczony właśnie do masowej produkcji broni hipersonicznej. Skala ambicji właśnie dodatkowo wzrosła, bo 19 sierpnia Castelion ogłosiło pozyskanie 1 mld dolarów nowego finansowania, które ma zostać wykorzystane m.in. do dalszego zwiększenia mocy produkcyjnych Blackbearda.

Według wcześniejszych dokumentów budżetowych Marynarka rozważała nawet zakup około 4500 powietrznych pocisków hipersonicznych dla F/A-18E/F w ciągu pięciu lat ze średnim kosztem około 384000 dolarów za sztukę, czyli około 1,42 mln zł. Na tle wielomilionowych pocisków dalekiego zasięgu nadal są to ogromne pieniądze, ale mówimy już o uzbrojeniu, które można gromadzić tysiącami, a nie dziesiątkami.
F/A-18 zamieni lotniskowiec w mobilną wyrzutnię hipersoniczną
Marynarka USA przeznaczyła w kwietniu 105 mln dolarów, czyli około 388 mln zł, na dalszą integrację Blackbearda z F/A-18E/F. Program obejmuje nie tylko samo podwieszenie pocisku, ale integrację sprzętową i programową, testy w locie, certyfikację oraz sprawdzenie wszystkich procedur koniecznych do bezpiecznego przechowywania i obsługi uzbrojenia na lotniskowcach. Celem pozostaje uzyskanie wczesnej zdolności operacyjnej w 2027 roku.
Czytaj też: Już nie jeden cel, a całe pole bitwy. Chiny mają artylerię przyszłości rodem z koszmarów

To właśnie tutaj robi się naprawdę interesująco. F/A-18 Super Hornet nie jest przecież eksperymentalnym bombowcem startującym z wielkiego lotniska na kontynencie. Jest podstawowym myśliwcem pokładowym amerykańskiej floty. Jeśli integracja się powiedzie, to lotniskowiec będzie mógł dostarczyć w wybrany fragment oceanu samoloty uzbrojone w hipersoniczną broń dalekiego zasięgu, a następnie przemieścić całą grupę uderzeniową gdzie indziej.
la mnie właśnie na tym polega najważniejsza zmiana potencjału grupy uderzeniowej USA. Sam lotniskowiec może pozostawać dalej od najbardziej niebezpiecznej strefy, bo pierwszy fragment drogi pokonuje F/A-18, a dopiero z niego Blackbeard rusza w kierunku celu. W praktyce jeszcze bardziej zwiększa to dystans, z którego lotnictwo pokładowe może próbować niszczyć wyrzutnie, instalacje i inne kluczowe elementy systemu przeciwnika.
Największy test Blackbearda dopiero nadchodzi
Na tym etapie nie kupowałbym jednak całej wizji Casteliona bez zastrzeżeń. Aktualna konstrukcja Blackbearda może się jeszcze zmienić, szczegółowe parametry pozostają nadal tajne, a samo produkowanie taniej broni hipersonicznej w tysiącach egzemplarzy jest czymś zupełnie innym niż przeprowadzenie udanych testów prototypów. Jeśli jednak Blackbeard przejdzie integrację z Super Hornetem, testy ogniowe i wymagającą certyfikację lotnictwa pokładowego, to USA mogą dostać coś, czego ich grupy lotniskowcowe dotychczas nie miały – relatywnie tanią, produkowaną masowo broń hipersoniczną wystrzeliwaną z samolotu pokładowego.

Czytaj też: Tajniacy USA znaleźli radziecką stację widmo. Później odegrali scenę rodem z filmu
Jeszcze kilkanaście lat temu taki zestaw spokojnie pasowałby do opisu wojny przyszłości – atomowy lotniskowiec przesuwa się po oceanie, startują z niego myśliwce, a te bez wchodzenia głęboko w strefę przeciwnika wypuszczają szybujące pojazdy lecące do celu z prędkością wielokrotnie przekraczającą prędkość dźwięku. Dziś problem nie polega już na tym, czy człowiek potrafi coś takiego zbudować. Amerykanie próbują teraz odpowiedzieć na znacznie trudniejsze pytanie – czy będą w stanie produkować to wystarczająco szybko i tanio, żeby naprawdę zmieniło sposób prowadzenia wojny.
Źródła: Castelion – pierwsze zamówienie 50 Blackbeardów, Castelion – minimum 500 pocisków rocznie, Castelion – kontrakt 105 mln USD, Castelion – zwiększanie produkcji Blackbearda, The War Zone, Reuters

