Starlink w ciągu kilku lat kompletnie zmienił znaczenie dostępu do Internetu poprzez infrastrukturę na orbicie, więc nic dziwnego, że stał się w pewnym sensie wyznacznikiem na rynku. Trudno się więc dziwić, że Chiny postanowiły sprawdzić własną odpowiedź na Starlinka w warunkach, które trudno nazwać łatwymi.
Chiny połączyły dwa końce świata
Pod koniec września 2026 roku uczestnicy chińskiej ekspedycji polarnej przeprowadzili rozmowę wideo z personelem stacji Qinling na Antarktydzie. Połączenie zostało zestawione za pomocą rozwijanej przez Chiny konstelacji Guowang, a według państwowej telewizji CCTV opóźnienie nie przekroczyło jednej sekundy. W teście uczestniczyły zespoły znajdujące się na pokładach chińskich jednostek prowadzących badania polarne, a maksymalna zarejestrowana prędkość pobierania i wysyłania danych wyniosła około 30 Mb/s.
Czytaj też: Komputery mogą dostać tranzystory grubości atomu. Wyniki już wyprzedzają cele na 2031 rok

Sieć została wykorzystana nie tylko do rozmowy wideo. Badacze przesyłali również pliki i dzienniki podróży do chińskiej instytucji zajmującej się danymi morskimi. Kiedy statki znajdowały się na obszarach, gdzie tradycyjna komunikacja była ograniczona, satelity przejmowały rolę infrastruktury, której w tych miejscach po prostu nie da się zbudować klasycznymi metodami. Właśnie dlatego nie traktowałbym tego jako kolejnej pokazówki w stylu “spójrzcie, mamy Internet na statku”. Guowang zaczyna być używany dokładnie tam, gdzie tego typu konstelacja ma największy sens.
Ponad 180 satelitów kontra około 11 tysięcy
Do poziomu Starlinka Chinom nadal jest jednak bardzo daleko. SpaceX ma już około 11 tysięcy satelitów, podczas gdy Guowang przekroczył dopiero liczbę 180 urządzeń na orbicie. Pierwsze satelity właściwej konstelacji zaczęły trafiać w kosmos w grudniu 2024 roku. Różnica jest więc ogromna, ale chińskie plany też nie należą do skromnych. Do końca 2027 roku Guowang ma liczyć około 400 satelitów, pod koniec 2029 roku około 1300, a docelowa konstelacja powinna składać się z dokładnie 12992 urządzeń do 2035 roku.
Czytaj też: Tak może wyglądać komputer przyszłości. Nie służy do grania i kosztuje fortunę
Co ciekawe, o planach stworzenia chińskiej megakonstelacji pisałem już kilka lat temu. Wtedy były to jednak głównie zapowiedzi i liczby opisujące coś, co dopiero miało powstać. Teraz mamy już terminale na statkach, realnie przesyłane dane i komunikację pomiędzy zespołami działającymi niemal na dwóch końcach planety. Nie oznacza to oczywiście, że Chiny właśnie dogoniły Starlinka. Informacja o opóźnieniu poniżej jednej sekundy pochodzi z chińskich doniesień i nie dostaliśmy szczegółowego technicznego benchmarku całej sieci. Nie wiemy też, jak Guowang zachowywałby się przy znacznie większej liczbie użytkowników i intensywnym obciążeniu. Test udowadnia więc głównie tyle, że system działa i potrafi obsłużyć konkretne zadanie, ale nie mówi jeszcze wiele o jego docelowej pojemności.
Własny Starlink ma znacznie większe znaczenie niż szybki internet
Dla mnie najciekawszy jest jednak powód, dla którego Chiny w ogóle potrzebują takiej sieci. Pekin chce posiadać infrastrukturę komunikacyjną, nad którą ma pełną kontrolę i która nie wymaga korzystania z zagranicznych usług. Znaczenie tego podejścia bardzo dobrze pokazały ostatnie lata, bo Starlink nie jest już wyłącznie usługą pozwalającą oglądać filmy w domku w górach. Wojna w Ukrainie udowodniła, że satelitarna sieć na niskiej orbicie może stać się istotnym elementem komunikacji na współczesnym polu walki. Podobny problem widać również przy rosyjskich dronach wykorzystujących terminale Starlink.
Czytaj też: Oczy i komputer trafiły do pocisku. Zmiana wręcz przerażająca
W takim zastosowaniu 30 Mb/s zaczyna wyglądać zupełnie inaczej. Do przesyłania telemetrii, prowadzenia rozmów wideo, wymiany danych czy potencjalnej komunikacji z systemami bezzałogowymi nie potrzeba przecież gigabitowego łącza. Nie należy przy tym wyciągać z samej przepustowości zbyt daleko idących wniosków. Wojskowa wartość sieci zależy również od odporności na zakłócenia, cyberataki, utratę satelitów i przerwy w pokryciu. Tego z kolei takie polarne połączenie w żaden sposób nie sprawdziło.
Guowang nie będzie jedynym chińskim Starlinkiem
Cała historia robi się jeszcze ciekawsza, kiedy spojrzymy poza Guowang. Chiny rozwijają również konstelację Qianfan, nazywaną też Thousand Sails, za którą stoi Shanghai Spacesail Technologies. Pierwsze satelity Qianfan trafiły na orbitę w sierpniu 2024 roku, a we wrześniu 2026 roku konstelacja liczyła już około 256 urządzeń. Do końca roku liczba ta ma wzrosnąć do 324, natomiast docelowe plany mówią nawet o 15 tysiącach satelitów.

Jeszcze kilka lat temu skala Starlinka wywoływała dyskusje o tym, czy naprawdę potrzebujemy tysięcy nowych obiektów na niskiej orbicie okołoziemskiej. Dzisiaj Chiny rozwijają równolegle dwa systemy, z których każdy może ostatecznie liczyć kilkanaście tysięcy satelitów, więc jeśli rzeczywiście zrealizują swoje plany, to za kilka lat pytanie nie będzie już brzmiało, czy powstał konkurent Starlinka. Znacznie ciekawsze będzie to, ile takich globalnych sieci będzie jednocześnie krążyć nad naszymi głowami.
Źródła: CCTV

