Wszystko to sprawia, że znacznie ciekawsze wydają mi się dziś konstrukcje próbujące elektryfikację uprościć, a nie bez końca ją rozbudowywać. Nowy Giant Trance Advanced E+ na sezon 2027 idzie jednak w przeciwnym kierunku. Technicznie imponującym, tylko czy rzeczywiście potrzebnym?

Giant Trance Advanced E+ dostał praktycznie wszystkiego więcej
Trudno zarzucić Giantowi, że przygotował tym razem zwykły lifting. Nowy Trance Advanced E+ otrzymał 160 mm skoku zawieszenia z przodu i 150 mm z tyłu, pozostając przy układzie kół typu mullet, czyli 29 cali z przodu oraz 27,5 cala z tyłu. Producent rozbudował również flip-chip regulujący geometrię ramy o trzecią pozycję “Mid”, umieszczoną pomiędzy dotychczasowymi ustawieniami “High” oraz “Low”. Sama karbonowa rama schudła przy tym o około 300 gramów i waży 2773 gramy. Całość ma więc lepiej radzić sobie w trudniejszym terenie, a jednocześnie nie zamieniać się w ciężkiego elektrycznego enduro.
Czytaj też: Twój rower zmieni się w e-bike w 3 sekundy. Spiny 2 pokazuje potencjalną przyszłość

Jeszcze większy skok dokonał się jednak w napędzie. Nowy SyncDrive Pro 4, którego hardware ponownie dostarcza Yamaha, pracuje przy napięciu 48 V zamiast wcześniejszych 36 V. Oferuje maksymalnie 120 Nm momentu obrotowego, 850 W mocy szczytowej oraz wspomaganie sięgające 500 procent, a mimo to sam silnik waży około 2,4 kg. Same liczby są więc pokaźne, ale akurat nie one interesują mnie tutaj najbardziej.

Giant rozbudował również zestaw czujników, dzięki którym system śledzi m.in. prędkość, kadencję, moment obrotowy, nachylenie oraz moc generowaną przez rowerzystę. Na tej podstawie napęd ma być w stanie ograniczyć chwilowo moc, kiedy tylne koło zaczyna tracić przyczepność podczas stromego podjazdu. Taki rozwój rozumiem, bo jeżeli producenci chcą dawać nam 120 Nm, to przynajmniej niech elektronika potrafi nad tą mocą zapanować. W przeciwnym razie dokładanie kolejnych niutonometrów niewiele różni się od wyścigu na megapiksele.
Giant sam zdawał się przekonywać, że akumulator może być mniejszy
Tutaj dochodzimy do rzeczy, przez którą nowy Trance Advanced E+ zainteresował mnie znacznie bardziej niż jego 120 Nm czy nowa kontrola trakcji. Giant jeszcze niedawno uzasadniał stosowanie mniejszych akumulatorów własnymi danymi z przejazdów użytkowników. Według producenta pojemność około 600 Wh miała wystarczać na mniej więcej 99% wszystkich jazd. Argument był bardzo sensowny, bo skoro prawie nikt nie wykorzystuje większego zapasu energii, to po co każdemu dokładać dodatkową masę?
Tymczasem Trance Advanced E+ na 2027 rok dostaje nie 600, lecz 840 Wh w standardzie. To o 40 procent więcej od pojemności, która według wcześniejszych danych Gianta miała obsługiwać praktycznie wszystkich użytkowników. Gdyby tego było mało, można dołożyć extender EnergyPak Plus 280 i dojść do 1120 Wh. Dlatego właśnie twierdzę, że przy tej premierze Giant trochę sam sobie przeczy.
Czytaj też: Wsiadasz i o niczym nie myślisz. Łańcuch wyleciał, a przerzutka zniknęła, bo taki ma być miejski rower

Nie chodzi mi o to, że 840 Wh jest z definicji złym pomysłem. Mocniejszy silnik, trudniejsze trasy, większe przewyższenia i całodniowe wyprawy potrafią taki zapas energii uzasadnić. Problem jest inny. Jeśli wcześniejsze dane rzeczywiście wskazywały, że 600 Wh wystarczało na około 99% przejazdów, to producent powinien dziś odpowiedzieć na bardzo proste pytanie – co zmieniło się aż tak bardzo, że podstawowy akumulator urósł o kolejne 240 Wh? Czy to po prostu rynek zaczął wymuszać okazalsze liczby, aby rower się wyróżniał?



Nowy silnik tego w pełni nie tłumaczy, bo samo przejście z instalacji 36 na 48 V nie oznacza automatycznie konieczności zwiększenia pojemności akumulatora. Charakter Trance’a również nie zmienił się nagle z lekkiego trailowego e-MTB w wyprawową maszynę na cały dzień. Co zabawne, Giant sam pokazuje jednocześnie rozwiązanie, które wydaje mi się rozsądniejsze. Liv Intrigue Advanced E+ korzysta z akumulatora o pojemności 560 Wh i pozwala dołożyć 280-Wh extender. Na zwykłą jazdę bierzesz więc mniejszy i lżejszy akumulator, a kiedy planujesz wielogodzinną wyprawę, to zabierasz dodatkową energię.
Giantowi trzeba jednak oddać jedno – te 21,9 kg robi wrażenie
Utrzymanie masy Trance Advanced E+ 0 na poziomie około 21,9 kg przy akumulatorze 840 Wh, pełnej mocy silniku, karbonowej ramie oraz 160 mm skoku jest bardzo dobrym wynikiem. Giant więc ewidentnie zaoszczędził masę tam, gdzie było to możliwe, żeby móc przeznaczyć ją na większy akumulator i mocniejszy osprzęt. Dochodzi też szereg mniej widowiskowych zmian.

Nowe piasty wykorzystują 72-zębny system ratchet, który ma lepiej znosić obciążenia generowane przez mocny silnik. Giant wraz z KMC opracował również mocniejszy łańcuch przeznaczony do przenoszenia łącznego obciążenia do 300 Nm generowanego przez silnik i rowerzystę. Pojawił się też nowy RideControl Ergo 5 z konfigurowalnymi funkcjami przycisków, czujniki ciśnienia w oponach Aegis Tire Checker oraz integracja z Apple Find My.

Czytaj też: Ten elektryczny rower górski waży mniej niż większość typowych e-bike. Problem jest jeden
Jest więc zaawansowanie. Jest technologia, więc jest też cena. Wysoka. Trance Advanced E+ na sezon 2027 ma kosztować w Polsce od 26199 za Trance Advanced E+ 2 do 42499 złotych za Trance Advanced E+ 0. Pierwsze modele mają pojawić się w sprzedaży w listopadzie 2026 roku, a na część konfiguracji trzeba będzie czekać do lutego 2027 roku.

Czy ktokolwiek potrzebuje akumulatora 1120 Wh w rowerze?
Oczywiście, że tak. Są ludzie robiący ogromne przewyższenia, całodniowe wycieczki, wykorzystujący elektryczne MTB do wielokrotnego podjeżdżania pod tę samą trasę albo po prostu jeżdżący bardzo intensywnie w najwyższych trybach wspomagania. Dla nich 840 Wh nie musi być przesadą, a dodatkowe 280 Wh może być kluczowe do codziennych przygód. Tylko że jest to nisza.
Dla znacznie większej liczby użytkowników większy akumulator oznacza przede wszystkim wożenie dodatkowej masy, większy koszt wymiany w przyszłości oraz ładowanie pojemności, której przez większość czasu nie wykorzystają. Dlatego paradoks nowego Gianta wydaje mi się ciekawszy od samego roweru, bo producent wykonał ogrom pracy, żeby zwiększyć moc, pojemność akumulatora i możliwości całej konstrukcji, a jednocześnie jego własny Liv pokazuje, że przyszłość może leżeć gdzie indziej – w mniejszym akumulatorze używanym na co dzień i dokładanym zapasie energii wtedy, kiedy ten jest rzeczywiście potrzebny.
Technologia rozwiązała więc problem zasięgu tak skutecznie, że najwyraźniej zaczynamy tworzyć nowy problem – wożenie ze sobą rozwiązania, którego przez większość czasu wcale nie potrzebujemy.
Źródła: Giant Trance Advanced E+ 2027

