Kolejne 10 Nm momentu obrotowego przestało robić takie wrażenie jak kilka lat temu, skoro najmocniejsze napędy oferują już ponad 100 Nm. Znacznie ciekawsze staje się więc pytanie, czy można zachować ogromny akumulator, pełne zawieszenie i mocny silnik, a następnie pozbyć się kilku kilogramów. Właśnie tutaj pojawia się Empor-e, a więc owoc prac hiszpańskiej firmy Eiros, która wcześniej specjalizowała się przede wszystkim w lekkich komponentach z włókna węglowego.
Eiros Empor-e chce mieć wszystko naraz
Firma Eiros zbudowała kompletny elektryczny rower enduro i twierdzi, że ten oto gotowy jednoślad o dumnej nazwie Empor-e waży zaledwie 18,5 kg. Nie byłoby w tym niczego szczególnie szokującego, gdyby producent zastosował niewielki akumulator i słabszy napęd. Tymczasem między korbami pracuje pełnoprawny silnik MAHLE M40 rozwijający maksymalnie 105 Nm oraz 850 W mocy szczytowej.
Czytaj też: Ponad 1 kWh energii w rowerze. Te e-bike mają zastępować samochody

Pisałem już przy Cube Editor Hybrid 360, że dojrzałość rowerów elektrycznych może objawiać się tym, że coraz mniej przypominają sprzęt z doczepioną elektryką. Z kolei Orbea Wild LT pokazała niedawno coś równie ciekawego, bo producent może świadomie ograniczyć ogromne możliwości współczesnego silnika zamiast bezmyślnie gonić za najwyższymi liczbami. Eiros idzie jeszcze inną drogą. Zostawia moc i zasięg, a próbuje usunąć masę.

Dla porównania S-Works Turbo Levo 4 również oferuje 850 W mocy szczytowej i nawet ambitniejsze 111 Nm i akumulator 840 Wh, a Specialized podaje masę 23,68 kg w rozmiarze S4. Dopiero S-Works Turbo Levo R Ultralight zszedł poniżej 19 kg, bo do 18,8 kg, ale ceną był m.in. mniejszy akumulator.

Jeszcze ciekawiej wygląda zestawienie z testami lekkich e-MTB przeprowadzonymi przez BIKE. Amflow Carbon PL ważył tam 19,8 kg, Cannondale Moterra SL 20,2 kg, a BH iLynx+ 21,2 kg. Empor-e miałby być lżejszy nawet od nich, a to wszystko mimo 170-mm widelca i wyposażenia stworzonego do ostrego traktowania w terenie. Na tę chwilę nie mamy jednak niezależnego potwierdzenia masy Empor-e, ale wątpię, że firma kłamałaby w tej kwestii, bo zbyt łatwo jest to zweryfikować.
Włókno węglowe wszędzie… dosłownie
Osiągnięcie takiej masy w rowerze tego typu wymagało czegoś więcej niż zamówienia drogiej ramy. Sama konstrukcja ramy ma ważyć 1,2 kg, ale Eiros wykonał z włókna węglowego również tylny trójkąt, elementy układu zawieszenia, osłonę pod silnikiem, kierownicę i siodełko. Do tego doszły tytanowe śruby oraz osie. Producent nie odchudzał natomiast roweru poprzez montowanie filigranowego osprzętu, który dobrze wyglądałby wyłącznie podczas ważenia… i bardzo dobrze.
Czytaj też: Nie wiem, czy to tylko nowe opony rowerowe, czy już wybór rodem z gry RPG



Z przodu pracuje Öhlins RXF38 m.3 TTX18 ze skokiem 170 mm, a z tyłu TTX2 Air. Koła DT Swiss HXC 1200 mają układ mullet, czyli 29 cali z przodu i 27,5 cala z tyłu, napęd stanowi SRAM XX T-Type Eagle, a za hamowanie odpowiada Brembo GR-Pro. Szczególnie ciekawy jest tył z oponą Continental Kryptotal Downhill Soft. Opona zjazdowa zdecydowanie nie jest elementem, po który sięga producent próbujący oszukać wagę możliwie lekką konfiguracją wystawową.


Wszystko to potwierdza, że Eiros nie stworzył lekkiego roweru elektrycznego kosztem możliwości. Przynajmniej na papierze stworzył ciężkie enduro, któremu po drodze zabrał kilka kilogramów.
Największy problem Empor-e? Kosztuje tyle co samochód
Cała zabawa kończy się jednak w momencie wejścia do sklepu. Eiros wycenił Empor-e na 19500 euro, czyli przy obecnym kursie około 85200 złotych. Produkcja jest ograniczona do zaledwie 100 egzemplarzy, ale nawet unikalność nie może zaślepić nam wzroku. Za tę cenę nie zastanawiałbym się już tylko nad tym, ile rower waży. Chciałbym wiedzieć, jak te wszystkie autorskie karbonowe elementy zawieszenia zniosą kilka sezonów w górach, ile kosztuje ich ewentualna wymiana i jak będzie wyglądała dostępność części do roweru wyprodukowanego w liczbie stu sztuk.
Czytaj też: Polacy wyrzucili spawy z ramy e-bike’a. NOVBYX zmienia sposób budowania rowerów
Empor-e ma być enduro, a nie karbonową rzeźbą stojącą w salonie. Przy takim zastosowaniu możliwość naprawienia sprzętu za kilka lat jest kluczowa. Dlatego zresztą traktuję Empor-e jako coś, co zapowiada ciekawą przyszłość. Przez lata producenci dokładali do e-bike większe akumulatory, mocniejsze silniki i kolejne kilogramy, a teraz pojawiają się pierwsze konstrukcje pokazujące, że można zacząć ten proces odwracać. Jeśli niezależne ważenie rzeczywiście potwierdzi 18,5 kg, to automatycznie najbardziej imponującą rzeczą w Empor-e nie będzie dla mnie jego moc. Będzie nią fakt, że 105 Nm, duży akumulator i prawdziwe wyposażenie enduro najwyraźniej nie muszą już oznaczać roweru ważącego grubo ponad 20 kg.
Źródła: Eiros EMPOR-e, Specialized

