Myśliwiec dostanie własną watahę. Nawet 20 dronów ma lecieć razem z nim

Przez dziesięciolecia rozwój lotnictwa wojskowego sprowadzał się przede wszystkim do zwiększania możliwości pojedynczych samolotów. Teraz jednak coraz wyraźniej widać, że takie podejście ma swoje granice, bo nawet najnowocześniejszy samolot nie może przecież znajdować się w kilku miejscach jednocześnie, a jego utrata oznacza gigantyczne straty. Znacznie ciekawsze wydaje mi się więc odwrócenie dotychczasowej logiki, do czego posunęły się też Indie.
Myśliwiec Tejas Mark 1

Indyjski myśliwiec Tejas Mark 1

Coraz częściej widzi się, że zamiast projektować kolejne maszyny, które za wszelką cenę mają przetrwać starcie, można stworzyć całą grupę współpracujących samolotów, w której utrata części jednostek będzie czymś uwzględnionym już podczas planowania misji. Brzmi to wprawdzie nietypowo, ale wojna od zawsze była również rachunkiem ekonomicznym. Dziś z kolei sztuczna inteligencja otwiera możliwość prowadzenia takiej walki bez konieczności wysyłania dodatkowych pilotów na śmierć i najnowszy indyjski projekt pokazuje, jak daleko producenci chcą posunąć tę koncepcję.

Indie pokazały FWD Supreme. Nawet 20 dronów ma wspierać jeden myśliwiec

Indyjska firma Flying Wedge Defence & Aerospace (FWDA) zaprezentowała 13 października 2026 roku pełnowymiarowy statyczny prototyp autonomicznego samolotu bojowego FWD Supreme. Najciekawsza nie jest jednak sama maszyna, lecz opracowywana przez producenta koncepcja “Mobbing Doctrine”, zakładająca współpracę jednego załogowego myśliwca z grupą od 15 do 20 autonomicznych bezzałogowców.

Czytaj też: Legenda zimnej wojny uczy się latać sama. USA chcą więcej takich Black Hawków

Nie mają one jednak bezmyślnie lecieć za swoim dowódcą. Poszczególne maszyny miałyby prowadzić rozpoznanie, zakłócać radary przeciwnika, pozorować ataki oraz wykorzystywać własne uzbrojenie. Ich komputery pokładowe powinny przy tym wymieniać informacje o zagrożeniach i koordynować wykonywanie przydzielonych zadań bez konieczności ręcznego sterowania każdym egzemplarzem.

Wedle założenia, zniszczenie czterech lub pięciu bezzałogowców nie musi oznaczać niepowodzenia misji. Pozostałe maszyny miałyby bowiem przejmować część obowiązków utraconych jednostek, zachowując zdolność do wykonania pierwotnego zadania. W praktyce taki system mógłby być szczególnie przydatny podczas przełamywania obrony przeciwlotniczej, kiedy część samolotów prowokuje przeciwnika do uruchomienia radarów, a pozostałe wykorzystują zdobyte informacje do przeprowadzenia ataku.

FWD Supreme Heavy ma przenosić 350 kg uzbrojenia i wyposażenia

Podstawą tej koncepcji ma być FWD Supreme Heavy, a więc autonomiczny samolot bojowy o długości około 10 metrów i podobnej rozpiętości skrzydeł. Maszyna otrzyma konstrukcję typu latające skrzydło, wewnętrzną komorę uzbrojenia oraz napęd o ciągu 5 kN. Wszystko to wskazuje na dążenie do ograniczenia wykrywalności radarowej.

Czytaj też: Tak wygląda przyszłość lotnictwa wojskowego. Valkyrie wreszcie poleciała z europejskim mózgiem

Masa startowa konstrukcji ma oscylować wokół 1,5 tony, samolot powinien przenosić około 350 kg uzbrojenia i wyposażenia, rozwijać maksymalnie Mach 0,8-0,85, utrzymywać prędkość przelotową rzędu 500-600 km/h, pokonywać 1500 km i latać przez ponad dwie godziny. Warto jednak pamiętać, że sam zasięg nie oznacza promienia bojowego, bo podczas prawdziwej misji maszyna musi jeszcze wrócić do bazy, a manewrowanie i wykorzystanie uzbrojenia również wpływają na zużycie paliwa.

Nie są to osiągi pozwalające traktować FWD Supreme jako odpowiednik współczesnego myśliwca wielozadaniowego. Zaczynają jednak wyglądać interesująco, kiedy spojrzymy na możliwości całej formacji. Dwadzieścia takich maszyn mogłoby teoretycznie przenosić łącznie do siedmiu ton wyposażenia i uzbrojenia. Oczywiście pod warunkiem wykorzystania największego wariantu oraz maksymalnej ładowności każdego egzemplarza.

Tania wojna przyszłości? Utrata pięciu dronów nadal kosztowałaby fortunę

Najważniejsza przewaga FWD Supreme ma jednak dotyczyć ekonomii. FWDA deklaruje cenę podstawowego bezzałogowca na poziomie 3-4 mln dolarów, czyli około 11,7-15,6 mln zł. Bardziej rozbudowane konfiguracje miałyby kosztować maksymalnie 5 mln dolarów, a więc około 19,5 mln zł. Dwadzieścia maszyn oznaczałoby zatem wydatek rzędu 234-390 mln zł, podczas gdy producent przyjmuje około 390 mln zł jako punkt odniesienia dla pojedynczego nowoczesnego myśliwca.

Problem w tym, że nawet teoretycznie akceptowalna utrata pięciu dronów oznaczałaby stratę około 58-97 mln zł oraz jednej czwartej formacji. Trudno więc mówić o tanim rozwiązaniu, zwłaszcza że powyższe kwoty nie obejmują całego zaplecza, uzbrojenia, obsługi technicznej oraz systemów łączności. Co ważniejsze, nie znamy rzeczywistych kosztów produkcji, bo FWD Supreme nie wszedł jeszcze do produkcji seryjnej.

Mimo tego uważam, że sam kierunek jest rozsądny i nawet spójny z dzisiejszymi ambicjami największych państw. Pisałem już o podobnym podejściu przy amerykańskim FQ-44 Fury, a wcześniej również przy rodzinie dronów Gambit. Wszystkie te projekty rozwijają ideę rozdzielania możliwości bojowych pomiędzy większą liczbę platform, choć różnią się założeniami i stopniem zaawansowania.

Jeden pilot i 20 dronów. Największym problemem nie jest samolot, ale oprogramowanie

W całej koncepcji FWD Supreme najbardziej zastanawia mnie to, jak pilot ma rzeczywiście dowodzić tak dużą grupą maszyn. Przecież człowiek zajęty prowadzeniem własnego myśliwca nie będzie jednocześnie kontrolował dwudziestu bezzałogowców i zatwierdzał każdej zmiany kursu. Taki system musi działać na zasadzie przydzielania zadań, a nie ręcznego sterowania.

Podobne podejście sprawdzano już zresztą przy eksperymentalnym sterowaniu rojami ponad stu autonomicznych pojazdów, ale wojskowe samoloty odrzutowe w przestrzeni kontrolowanej przez przeciwnika stanowią znacznie trudniejsze wyzwanie. Dochodzi do tego przede wszystkim kwestia odporności na zakłócenia, opóźnień komunikacyjnych i utraty łączności. Jeśli jedna maszyna wykryje zagrożenie, to pozostałe muszą nie tylko otrzymać odpowiednią informację, ale też właściwie ją zinterpretować.

FWDA planuje wykorzystać m.in. nawigację analizującą obrazy z kamer, która ma ograniczyć zależność od sygnału GPS, oraz zabezpieczoną komunikację między samolotami. Firma współpracuje również z Indyjskim Instytutem Nauki w Bengaluru nad szyfrowaniem danych. Szczegóły jednak nie padły.

Indie mają ambitny plan, ale FWD Supreme jeszcze nie lata

Na razie FWD Supreme Heavy pozostaje statycznym prototypem, a mniejszy, 250-kilogramowy demonstrator FWD Supreme Lite zakończył jedynie próby kołowania. Jego pierwszy lot jest planowany na przełom listopada i grudnia 2026 roku, co będzie miało miejsce po przesunięciu wcześniejszego terminu. Producent deklaruje, że około 90 procent komponentów tego demonstratora powstaje w Indiach, w tym silnik firmy UMS z Coimbatore. Docelowo rozważana jest również integracja napędu rozwijanego przez indyjską Organizację Badań i Rozwoju Obronnego (DRDO).

Za projektem stoją ludzie mający doświadczenie przy programach Tejas Mk1 i AMCA, a inicjatywa Operation 777 ma przyciągać międzynarodowych partnerów przemysłowych. Brakuje jednak potwierdzonego rządowego finansowania FWD Supreme, którego całkowity koszt rozwoju FWDA szacuje na około 100 mln dolarów, czyli blisko 390 mln zł.

Czytaj też: Może wrócić albo uderzyć w samobójczym ataku. Dron Troublemaker jest wyjątkowy

Warto też pamiętać, że Indie rozwijają już bezzałogowy samolot bojowy Ghatak oraz koncepcję lojalnego skrzydłowego CATS Warrior. Demonstrator SWiFT związany z programem Ghatak odbył pierwszy autonomiczny lot jeszcze w lipcu 2022 roku, co pokazuje, że FWD Supreme nie rozpoczyna zupełnie nowego rozdziału indyjskiego lotnictwa, lecz próbuje dołączyć do trwającego już technologicznego wyścigu.

Pod tym względem m.in. Turcja jest wyraźnie dalej, bo dwa bezzałogowce KIZILELMA wykonały już autonomiczny lot w formacji, a sam program ma również za sobą próby uzbrojenia. Indyjska wataha pozostaje więc na razie ambitną wizją, której powodzenie zależy nie tylko od zbudowania sprawnych samolotów, ale przede wszystkim od połączenia ich w jeden odporny i przewidywalny system.

Źródła: The Week, Army Recognition

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy, książki Powrót do Korzeni oraz gry wideo DIGSITE ZERO.