Tak wygląda przyszłość lotnictwa wojskowego. Valkyrie wreszcie poleciała z europejskim mózgiem

Wyścig o zrewolucjonizowanie lotnictwa wojskowego trwa w najlepsze, a tym razem przypomniał o tym lojalny skrzydłowy U740 Valkyrie. Maszyna po raz pierwszy wzbiła się w powietrze na naszym kontynencie, ale sam lot jest jednak tylko początkiem znacznie ciekawszej historii.
Tak wygląda przyszłość lotnictwa wojskowego. Valkyrie wreszcie poleciała z europejskim mózgiem

Airbus i amerykański Kratos poinformowali 12 października o pierwszym europejskim locie U740 Valkyrie. Maszyna wystartowała z obiektu testowego w północnej Europie, wykorzystując wspomagany rakietowo start niewymagający klasycznego pasa. Następnie wykonywała manewry na różnych wysokościach, rozpędziła się do Mach 0,8, a podczas samego lotu regularnie otrzymywała aktualizacje parametrów wykonywanej misji, ale w jakim stopniu? Tego nie wiemy.

U740 Valkyrie wreszcie poleciała w Europie

Sam U740 nie jest zupełnie nową konstrukcją. Bazuje na amerykańskim XQ-58 Valkyrie firmy Kratos, o którym pisałem już kilka lat temu przy okazji jego współpracy z F-35. Wtedy znacznie łatwiej było patrzeć na Valkyrie jak na technologiczny eksperyment. Dziś Airbus chce doprowadzić jego europejską odmianę do gotowości bojowej już w 2029 roku i zakłada współpracę maszyny m.in. z Eurofighterami.

Czytaj też: Może wrócić albo uderzyć w samobójczym ataku. Dron Troublemaker jest wyjątkowy

Nie dzieje się to oczywiście bez wysiłku ze stron innych firm pracujących już na konkretne programy wojskowe. Niedawno pisałem również o pierwszym locie YFQ-48A Talon Blue, a wcześniej o tym, jak wojsko przygotowuje się do świata, w którym jeden człowiek będzie zarządzał wieloma autonomicznymi maszynami. Innymi więc słowy, to, co jeszcze kilka lat temu można było wrzucać do szuflady podpisanej “lotnictwo przyszłości”, zaczyna więc coraz częściej normalnie latać.

Valkyrie nie imponuje tylko autonomią

U740 mierzy 9,1 metra długości, ma 8,2 metra rozpiętości skrzydeł i maksymalną masę startową wynoszącą około trzech ton. Może operować na wysokości sięgającej około 13,7 km, a jego zasięg przekracza 5000 km. Do tego dochodzi wewnętrzna komora uzbrojenia oraz dodatkowe punkty pod skrzydłami.

Czytaj też: “Cześć Abrams, rozwal wrogi czołg”, czyli w pancernym kolosie jak w nowym aucie

W tym wszystkim dla mnie znacznie ciekawszy od samych liczb jest jednak sposób, w jaki Valkyrie może trafić w powietrze. Samolot może korzystać z klasycznego pasa startowego, ale nie jest od niego bezwzględnie uzależniony. Rakietowe wspomaganie startu pozwala wykorzystać go również tam, gdzie typowa infrastruktura lotnicza jest niedostępna albo została wcześniej zniszczona.

Ma to ogromne znaczenie w konflikcie, w którym lotniska wojskowe znajdują się wysoko na liście celów pierwszych uderzeń. Dzisiejszy myśliwiec może być fenomenalną maszyną, ale nic nam po nim, jeśli jego baza, pas startowy albo zaplecze zostaną skutecznie wyłączone z działania. Bezzałogowiec, którego można rozproszyć po wielu lokalizacjach i wystrzelić bez klasycznego lotniska, jest pod tym względem znacznie trudniejszym problemem dla przeciwnika. Jednocześnie nie chodzi o to, aby Valkyrie był lepszy od Eurofightera, ale ma to sprawić, żeby Eurofighter nie musiał robić wszystkiego sam.

Amerykańskie ciało dostanie europejski mózg

Dla mnie najciekawsza część projektu znajduje się jednak poza samym płatowcem. Airbus nie próbuje bowiem od zera zaprojektować własnego odpowiednika Valkyrie. Zamiast tego wykorzystuje istniejącą i relatywnie dojrzałą konstrukcję Kratosa, żeby następnie wyposażyć ją w europejski system misyjny MARS, czyli Multi-platform Autonomous Reconfigurable and Secure.

Można więc powiedzieć, że Europa bierze gotowy amerykański “hardware” i chce dołożyć do niego własny “software”, co jest ważne z tego powodu, że celem jest gotowość operacyjna około 2029 roku. Zresztą jeszcze w 2024 roku można było oglądać pełnowymiarową makietę Wingmana Airbusa. Teraz firma lata już istniejącą platformą i przygotowuje ją do integracji z własnym systemem autonomii.

Czytaj też: Satelita zobaczy cel i ruszy za nim. Wojsko USA szykuje pościgi na orbicie

MARS ma odpowiadać za wykonywanie misji, współpracę wielu platform oraz zarządzanie autonomicznymi zachowaniami samolotu, ale przy zachowaniu europejskiej kontroli nad oprogramowaniem, sprzętem i danymi misyjnymi. Tutaj zaczynają się pytania, na które pierwszy lot jeszcze nie odpowiada, bo U740 nadal musi udowodnić, że europejski “mózg” Airbusa potrafi wykorzystać możliwości amerykańskiego płatowca w prawdziwej misji bojowej.

Źródła: Airbus, Kratos

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy, książki Powrót do Korzeni oraz gry wideo DIGSITE ZERO.