Może wrócić albo uderzyć w samobójczym ataku. Dron Troublemaker jest wyjątkowy

Jeszcze kilkanaście lat temu podział ról między pociskami a dronami był prosty. Ten pierwszy miał wystartować, dolecieć do celu i przestać istnieć, a dron wykonywał swoją misję, po czym wracał do bazy, żeby następnego dnia zrobić mniej więcej to samo. Rozwój amunicji krążącej zaczął tę granicę zacierać, ale mam wrażenie, że właśnie wchodzimy w znacznie ciekawszy etap. Jednorazowość nie musi być już cechą samej konstrukcji, a po prostu jednym z dostępnych sposobów jej wykorzystania.
Może wrócić albo uderzyć w samobójczym ataku. Dron Troublemaker jest wyjątkowy

Wydaje mi się, że tego typu podejście ma ogromne znaczenie zwłaszcza dziś, a więc kiedy wojska próbują jednocześnie zwiększać liczbę dostępnych bezzałogowców i ograniczać koszt każdej pojedynczej misji. Bardzo drogie drony trudno bowiem wysyłać nad silnie bronione terytorium, bo ich utrata boli. Tanie latające bomby rozwiązują ten problem tylko częściowo, bo każda misja oznacza skreślenie kolejnej sztuki z magazynu. Amerykańska firma Ideal Aerosmith próbuje więc znaleźć coś pomiędzy tymi dwoma światami i właśnie z tego pomysłu narodził się Troublemaker.

Troublemaker poleci prawie 1400 km i nie potrzebuje lotniska

Troublemaker to bezzałogowiec klasy Group 3 o rozpiętości skrzydeł wynoszącej około 4,57 metra. Według producenta może pozostawać w powietrzu przez ponad 10 godzin, przenosić do około 13,6 kg ładunku oraz pokonać ponad 750 mil morskich, czyli przeszło 1380 kilometrów. Nie mamy więc do czynienia z kolejnym małym dronem kamikadze pokroju konstrukcji FPV, który przenosi niewielki ładunek na kilka lub kilkanaście kilometrów. Troublemaker jest znacznie większą platformą taktyczną, którą można wykorzystać do rozpoznania, obserwacji dalekiego zasięgu, pozorowania innych zagrożeń oraz przeprowadzania ataków.

Czytaj też: “Cześć Abrams, rozwal wrogi czołg”, czyli w pancernym kolosie jak w nowym aucie

Jeden operator i 35 latających kolosów. Gamera chce zastąpić legendarne wojskowe uzbrojenie

Ciekawie robi się również przy samym sposobie wykorzystania takiej maszyny. Troublemaker nie wymaga klasycznego pasa startowego. Może zostać wystrzelony z katapulty lub odpowiednio przygotowanego pojazdu, a po wykonaniu zadania wylądować na płozie. Otwiera to drogę do operowania z prowizorycznych stanowisk, wysuniętych baz czy miejsc, w których przygotowanie pełnoprawnego lotniska byłoby niemożliwe albo zwyczajnie nieopłacalne.

Producent wskazuje zresztą zastosowania ekspedycyjne i morskie jako jeden z możliwych kierunków wykorzystania Troublemakera. Trudno się temu dziwić. Możliwość przewiezienia wyrzutni drogą lądową, szybkiego wysłania drona w powietrze i operowania ponad tysiąc kilometrów od miejsca startu daje znacznie większą swobodę niż platforma przywiązana do konkretnego lotniska.

Najciekawsze zaczyna się wtedy, kiedy Troublemaker nie musi wrócić

Najważniejsza cecha tej konstrukcji wychodzi jednak dopiero przy planowaniu końca misji. Jeśli Troublemaker wykonuje zadanie rozpoznawcze albo służy jako wabik, to można spróbować go odzyskać i wykorzystać ponownie. Jeśli sytuacja wymaga ataku, ta sama maszyna może zostać potraktowana jako bezzałogowiec wykonujący misję w jedną stronę i dla mnie właśnie tutaj leży cały sens projektu.

Czytaj też: Satelita zobaczy cel i ruszy za nim. Wojsko USA szykuje pościgi na orbicie

Wojsko nie musi przed startem wybierać między typowym środkiem rozpoznawczym a konstrukcją, której przeznaczeniem jest zniszczenie razem z celem. Decyzja o poświęceniu platformy może zależeć od konkretnego zadania i wartości celu. Jeśli nie trzeba jej niszczyć, wraca. Jeśli na końcu trasy okaże się, że dron wykrył ważny obiekt, to może ruszyć na niego niczym pocisk w typowej misji ala kamikadze.

Podobną zmianę myślenia widać już w projektach nastawionych na tanią, skalowalną wojnę dronową. Coraz częściej nie chodzi o stworzenie najbardziej zaawansowanej maszyny, którą trzeba chronić za wszelką cenę, lecz o znalezienie kompromisu między możliwościami, kosztem i liczbą dostępnych egzemplarzy. Troublemaker wpisuje się w ten trend szczególnie dobrze, bo próbuje być jednocześnie sprzętem wielokrotnego użytku i maszyną, której utratę można w pełni zaakceptować.

“Tani” dron, którego ceny nie znamy

W tym miejscu zaczynają się jednak pytania, na które Ideal Aerosmith na razie nie daje odpowiedzi. Producent przedstawia Troublemakera jako konstrukcję pasującą do tak zwanej koncepcji attritable warfare, a więc działań z użyciem sprzętu na tyle wartościowego, aby go odzyskiwać, ale jednocześnie wystarczająco taniego, aby jego utrata nie była katastrofą. Problem w tym, że cena pojedynczego drona nadal jest tajemnicą, a bez tej informacji trudno ocenić, czy rzeczywiście firmie udało się osiągnąć poszukiwany kompromis.

Podobnie wygląda kwestia działania wielu Troublemakerów jednocześnie. Firma wspomina o możliwości wykorzystania ich w rojach, co teoretycznie pozwalałoby rozdzielać między kolejne maszyny zadania rozpoznawcze, pozoracyjne i uderzeniowe. Nie znamy jednak szczegółów dotyczących poziomu autonomii, architektury komunikacji czy odporności na zakłócenia, a jest to szczególnie ważne w realnym środowisku walki.

Najważniejszą liczbą może być 20 sztuk tygodniowo

Jeszcze ciekawiej robi się, kiedy spojrzymy nie na samolot, lecz na fabrykę. Ideal Aerosmith zbudował już 26 Troublemakerów i rozpoczął produkcję na niewielką skalę w tempie około dwóch egzemplarzy tygodniowo. Według przedstawicieli firmy istniejąca infrastruktura pozwala zwiększyć tę wartość nawet do 20 maszyn tygodniowo, jeśli tylko pojawi się odpowiednie zapotrzebowanie. Intrygujące jest to, że Troublemaker ma sponsora w Departamencie Marynarki Wojennej USA, a firma odpowiedziała również na związane z projektem rządowe zapytania, ale nie oznacza to jeszcze wielkiego kontraktu produkcyjnego.

Współczesne konflikty coraz dobitniej jednak pokazują, że świetna broń dostępna w kilkudziesięciu egzemplarzach może mieć mniejsze znaczenie niż nieco prostszy system, którego można wyprodukować setki. Jeśli Ideal Aerosmith rzeczywiście będzie w stanie zbliżyć się do deklarowanych 20 Troublemakerów tygodniowo bez gwałtownego wzrostu ceny, to możliwości produkcyjne staną się jednym z największych atutów całego projektu. Wtedy te prawie 1400 km zasięgu przestanie być jego najbardziej imponującą cechą.

Czytaj też: Włosi budują cztery okręty naraz. Każdy ma być cichszy dzięki nowemu napędowi

Troublemaker pokazuje bowiem ciekawą wizję przyszłości, w której granica między dronem a pociskiem nie wynika już wyłącznie z konstrukcji maszyny. Ten sam bezzałogowiec może jednego dnia przeprowadzić rozpoznanie i wrócić do bazy, a podczas kolejnej misji zostać świadomie poświęcony podczas ataku. Jeszcze niedawno do wykonania takich zadań potrzebowalibyśmy kilku różnych rodzajów sprzętu. Teraz coraz więcej firm próbuje zamknąć je w jednej platformie.

Źródła: Breaking Defense, Interesting Engineering

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy, książki Powrót do Korzeni oraz gry wideo DIGSITE ZERO.