Black Hawk to śmigłowiec, który wyrósł z realiów zimnej wojny. Jednak dziś nie dziwi nas, że w jednym zdaniu znajdują się informacje o jego pełnej autonomii lotu, sterowaniu dronami i cyfrowej architekturze, które pozwalają stosunkowo łatwo integrować kolejne systemy. Nawet pomimo tego, że jeszcze kilka lat temu Black Hawk latający bez człowieka na pokładzie był przede wszystkim efektownym demonstratorem technologii. Teraz zaczyna się jednak etap znacznie ciekawszy.
Armia USA chce więcej autonomicznych Black Hawków
Armia Stanów Zjednoczonych zamówiła trzy kolejne UH-60MX, czyli Black Hawki przystosowane do korzystania z systemu autonomii MATRIX. Co ważne, pierwszą taką maszynę amerykańskie wojsko odebrało w marcu 2026 roku i wykorzystuje ją przede wszystkim do testowania nowych sposobów prowadzenia misji, zbierania doświadczeń oraz sprawdzania, jak daleko można przesunąć granicę między klasycznym pilotowaniem a autonomicznym lotem.
Czytaj też: Może wrócić albo uderzyć w samobójczym ataku. Dron Troublemaker jest wyjątkowy

Nowa umowa oznacza więc powiększenie floty UH-60MX do czterech egzemplarzy. Nadal nie mówimy jednak o rozpoczęciu masowego wdrażania bezzałogowych Black Hawków do działań bojowych. Gdyby tego było mało, Sikorsky nie ujawnił wartości kontraktu, daty jego podpisania ani harmonogramu dostaw. Jednocześnie musimy pamiętać, że jeden autonomiczny Black Hawk może być demonstratorem, którym wozi się dziennikarzy po pokazach i udowadnia, że “technologia działa”. Jednak już cztery maszyny pozwalają już znacznie szerzej eksperymentować z procedurami, składami załóg oraz wykorzystaniem autonomii w różnych typach misji. Nadal jest to etap ewaluacji, ale eksperyment zdecydowanie przestaje sprowadzać się do pojedynczego prototypu.
Pilot nie znika, ale przestaje być bezwzględnie konieczny
Sercem UH-60MX jest technologia MATRIX, która to jest rozwijana przez Sikorsky’ego przy wsparciu amerykańskiej agencji DARPA. Sam śmigłowiec wykorzystuje również pełne elektroniczne sterowanie fly-by-wire, dzięki czemu komputer może ingerować bezpośrednio w sposób prowadzenia maszyny. Najważniejsze jest jednak to, że MATRIX nie powstał wyłącznie po to, żeby wyrzucić pilotów z kokpitu. UH-60MX może być wykorzystywany w klasycznej konfiguracji z dwoma pilotami, latać z ograniczoną załogą albo realizować wybrane zadania bez ludzi na pokładzie. W zależności od sytuacji autonomia może więc przejąć tylko część obowiązków albo praktycznie całe prowadzenie śmigłowca.

Pisałem już przy okazji automatyzacji lotu Black Hawka o tym, że dobry autonomiczny śmigłowiec jest znacznie większym problemem niż zwykły autopilot w samolocie. Lot na małej wysokości, teren pełen przeszkód, ograniczona widoczność, kurz podczas lądowania czy nieprzewidziane zmiany warunków sprawiają, że komputer musi bez przerwy analizować otoczenie i odpowiednio reagować. Właśnie tutaj widzę największy potencjał MATRIX, bo w praktyce pilot nie musi znikać z równania, żeby autonomia miała ogromny sens. Wystarczy, że komputer przejmie najbardziej obciążające elementy lotu, podczas gdy człowiek skupi się na przebiegu misji, sytuacji taktycznej albo sterowaniu innymi systemami.
Cała ta wizja autonomii jest szczególnie istotna w kontekście bezzałogowców. Wcześniej pisałem już o planach wykorzystania Black Hawka jako platformy zdolnej do współpracy z całym zestawem dronów rozpoznawczych lub uderzeniowych. Właśnie tutaj automatyzacja lotu zaczyna nabierać jeszcze większego sensu. Trudno oczekiwać od człowieka, żeby jednocześnie prowadził śmigłowiec na niewielkiej wysokości, obserwował zagrożenia, analizował informacje z pola walki i zarządzał kilkoma bezzałogowcami. Jeśli MATRIX zajmie się samym lotem, pilot może coraz bardziej przypominać operatora całego systemu bojowego niż człowieka ręcznie kontrolującego każdą zmianę położenia maszyny.
Autonomiczny lot podczas wojny to jednak zupełnie inna liga
Tutaj warto trochę ostudzić entuzjazm, bo przy autonomicznych systemach pokazy to jedno, a działanie nad prawdziwym polem walki czymś zupełnie innym. Przeciwnik może zakłócać GPS i łączność, stosować walkę elektroniczną, próbować oślepiać sensory, a do tego zwyczajnie ostrzeliwać maszynę. Wystarczy wyobrazić sobie sytuację, w której Black Hawk traci część czujników, nawigacja satelitarna przestaje działać, a planowane miejsce lądowania nagle znajduje się pod ostrzałem.
Czytaj też: Satelita zobaczy cel i ruszy za nim. Wojsko USA szykuje pościgi na orbicie
Właśnie podczas takich testów okaże się, ile naprawdę warta jest autonomia MATRIX. Nie wystarczy bowiem nauczyć komputer wykonywania zaprogramowanej procedury. System musi jeszcze rozumieć, kiedy pierwotnego planu wykonywać już nie powinien. Dlatego trzy kolejne UH-60MX są ważne, bo oto Armia USA dostaje więcej maszyn, na których może sprawdzać nie tylko to, czy autonomia działa, ale również gdzie znajduje się granica jej niezawodności.

Jest to ważne, bo H-60MX jest jednocześnie tylko fragmentem znacznie większego planu Sikorsky’ego. Producent rozwija koncepcję określaną jako “Black Hawk 2070”, która ma pozwolić utrzymać tę platformę w użyciu przez kolejne dekady. Jednym z kluczowych elementów są nowe silniki T901 firmy GE Aerospace, które mają oferować około 50 procent więcej mocy niż obecnie wykorzystywane jednostki T700. Dodatkowa moc ma przełożyć się m.in. na większą ładowność i lepsze zachowanie śmigłowca podczas operacji na dużych wysokościach oraz przy wysokiej temperaturze.
Sikorsky pracuje również nad powiększeniem zapasu paliwa w sposób, który miałby zwiększyć zasięg o około 185 km bez zabierania przestrzeni użytkowej w kabinie. Jeszcze ważniejsza wydaje mi się jednak nowa cyfrowa architektura oraz przebudowany, modułowy nos z ponad dwukrotnie większą przestrzenią na elektronikę.
Jest jeszcze Black Hawk, w którym kokpitu nie ma wcale
Najbardziej radykalnym rozwinięciem tej filozofii jest jednak S-70UAS U-Hawk. O ile UH-60MX odpowiada na pytanie “co jeśli pilot nie zawsze jest potrzebny?”, tak U-Hawk idzie o krok dalej i pyta: “co jeśli nie potrzebujemy go w ogóle?”. Sikorsky przebudował przód śmigłowca, usuwając klasyczny kokpit i zastępując go dodatkową przestrzenią ładunkową oraz dużymi drzwiami. Taka maszyna ma służyć przede wszystkim do autonomicznego transportu wyposażenia, zaopatrzenia, a potencjalnie również innych bezzałogowców. Co ciekawe, pierwszy lot U-Hawka jest planowany jeszcze przed końcem 2026 roku.
Stary śmigłowiec może być zaskakująco dobrą platformą przyszłości
Całość robi się jeszcze ciekawsza, gdy zestawimy ją z programem MV-75, który przez lata przedstawiano przede wszystkim jako przyszłego następcę Black Hawka. Dziś coraz wyraźniej widać jednak, że “następca” nie musi oznaczać całkowitego wyrzucenia UH-60 z wojska. Na świecie służą tysiące Black Hawków, a wraz z nimi istnieją magazyny części, infrastruktura serwisowa, wyszkoleni mechanicy, piloci oraz całe dekady doświadczeń z eksploatacji.
Czytaj też: “Cześć Abrams, rozwal wrogi czołg”, czyli w pancernym kolosie jak w nowym aucie

W takim przypadku modernizacja istniejącej platformy może być znacznie rozsądniejsza niż próba zastąpienia każdej maszyny czymś zupełnie nowym. Oczywiście trzeba pamiętać, że “Black Hawk 2070” pozostaje przede wszystkim propozycją Sikorsky’ego i Armia Stanów Zjednoczonych nie zatwierdziła całego pakietu do wdrożenia w swojej flocie. Tak samo trzy nowe UH-60MX będą na razie przede wszystkim platformami testowymi.
Nie zmienia to jednak kierunku, w którym zmierza wojskowe lotnictwo, bo jeszcze stosunkowo niedawno pilot był nieodłącznym elementem śmigłowca. Dziś może prowadzić maszynę samodzielnie, pozwolić komputerowi przejąć większość pracy albo w ogóle pozostać na ziemi.
Źródła: Armia USA, Sikorsky / Lockheed Martin, Army Recognition

