Test monitora AOC Q27G41ZDF. Tak tani QD-OLED musiał mieć jakiś haczyk

Jeszcze niedawno zejście z monitorem OLED poniżej 2000 złotych wydawało mi się momentem, w którym ta technologia zaczyna wreszcie wychodzić z segmentu sprzętu dla entuzjastów. Testowany przeze mnie iiyama G-Master GOB2701QSC-B1 Titan Falcon kosztował około 1999 zł i już wtedy uważałem jego cenę za bardzo atrakcyjną. Później Gigabyte MO27Q2A zszedł do około 1699 zł, a teraz na moje biurko trafił AOC Q27G41ZDF i w jego ramach producent AOC idzie jeszcze krok dalej. Za 1499 zł oferuje 26,5-calowego QD-OLED-a o rozdzielczości 2560 x 1440 pikseli i odświeżaniu 240 Hz.
Test monitora AOC Q27G41ZDF. Tak tani QD-OLED musiał mieć jakiś haczyk

Właśnie cena jest tutaj najważniejsza, bo AOC nie próbuje udawać, że stworzył monitor mogący pod każdym względem walczyć z modelami za 2500-3000 zł. Q27G41ZDF został potraktowany znacznie bardziej pragmatycznie. Producent zostawił to, co rzeczywiście wpływa na granie, czyli QD-OLED-a, QHD, 240 Hz, Adaptive Sync, zgodność z G-Sync, błyskawiczny czas reakcji oraz szeroki gamut, a następnie zaczął ciąć tam, gdzie gracz może to jeszcze przełknąć. Pytanie sprowadza się więc nie do tego, czy znajdziemy tutaj kompromisy, bo znajdziemy ich sporo, ale czy przy 1499 zł są to kompromisy rozsądne.

AOC Q27G41ZDF od początku pokazuje, gdzie oszczędzano

Pudełko nie skrywa żadnych niespodzianek. Oprócz monitora i podstawy dostajemy przewód HDMI oraz DisplayPort, oba o długości 1,8 metra, więc przynajmniej nie trzeba od razu dokupować kabla potrzebnego do wykorzystania pełnych możliwości matrycy. Zasilacz jest wbudowany bezpośrednio w obudowę, dlatego pod biurkiem nie ląduje kolejna duża kostka. Sam monitor waży 4,95 kg z podstawą i 4,11 kg bez niej, a jego wymiary wynoszą 609,3 x 454,3 x 190,5 mm z podstawą oraz 609,3 x 355,3 x 57 mm bez niej.

Czytaj też: Test monitora AOC AGON PRO AG326UZD2. Czy złoty środek zaczyna tracić grunt pod nogami?

Już podczas składania całości (producent zadbał o przyjazne dla użytkownika opakowanie, folię na całym monitorze i dodatkową na ekranie) widać jednak pierwszy poważny kompromis. Podstawa jest prosta i pozwala wyłącznie na zmianę pochylenia w zakresie od około -3 do +21,5 stopnia. Nie ma regulacji wysokości, obrotu na boki ani pivota. W monitorze za 1499 zł jestem jeszcze w stanie coś takiego zaakceptować, ale tylko dlatego, że AOC pozostawiło standardowe mocowanie VESA 100 x 100 mm. Jeśli ekran stoi za nisko albo nie odpowiada wam jego pozycja, to ramię rozwiązuje problem. Bez niego ergonomia zwyczajnie odstaje od niemal każdego droższego OLED-a, którego testowałem w ostatnich miesiącach.

Sama konstrukcja również nie próbuje udowadniać, że mamy przed sobą model premium. Przód jest prosty, trzy ramki wyglądają bardzo smukło, a tył utrzymano w czarno-czerwonej stylistyce serii AOC Gaming. Nie ma rozbudowanego RGB, wielkiego metalowego wysięgnika ani szczególnie wymyślnych elementów. Obudowa jest lekka i w dotyku zdecydowanie bardziej przypomina rozsądnie wyceniony monitor gamingowy niż sprzęt klasy wyższej, ale spasowanie nie daje powodów do narzekania. Właśnie tutaj cięcia kosztów przeszkadzają mi zresztą znacznie mniej niż wtedy, gdy producent zaczyna oszczędzać na samym panelu.

Porty? Tutaj AOC wyciął praktycznie wszystko

Znacznie mocniej budżetowy charakter zdradza tył obudowy. Dostajemy jeden HDMI 2.0, jeden DisplayPort 1.4 oraz wyjście słuchawkowe. Koniec. Nie ma USB-C, huba USB, KVM ani drugiego HDMI. Dla osoby korzystającej wyłącznie z jednego komputera nie jest to dramat, ale przesiadka z bardziej rozbudowanego monitora potrafi zaboleć, bo w Q27G41ZDF sam ekran ma przede wszystkim wyświetlać obraz i właściwie nic ponadto.

Najważniejsze jest jednak ograniczenie samego HDMI. Pełne 2560 x 1440 przy 240 Hz uzyskamy tylko przez DisplayPort 1.4. HDMI 2.0 kończy się przy 144 Hz, dlatego peceta najlepiej od początku podłączyć dołączonym przewodem DisplayPort. Nie uznaję tego za wielką wadę w monitorze projektowanym przede wszystkim pod komputer, ale jednocześnie pokazuje to, dlaczego Q27G41ZDF kosztuje tyle, ile kosztuje. W modelach za 1700-2000 zł coraz częściej dostajemy już dwa HDMI 2.1, USB-C i możliwość przełączania peryferiów między komputerami. Tutaj nie ma nawet próby wejścia na ten poziom.

Dla konsoli oznacza to również pewne ograniczenia. PlayStation 5 i Xbox mogą pracować w 2560 x 1440 przy 120 Hz, co w praktyce pozwala nadal bardzo dobrze wykorzystać szybkość OLED-a, ale nie jest to monitor, który kupowałbym specjalnie pod konsolę. HDMI 2.1 i pełna obsługa konsolowego VRR w konkurencyjnych konstrukcjach mają tutaj po prostu większy sens. 

OSD jest znacznie bogatsze niż sprzęt dookoła panelu

Paradoksalnie AOC nie potraktowało równie oszczędnie samego menu. Q27G41ZDF daje dostęp do klasycznych trybów Standard, FPS, RTS i Racing, trzech profili gracza, Shadow Control, regulacji nasycenia Game Color, Low Input Lag, Adaptive Sync, licznika klatek, celownika oraz funkcji Sniper Scope. Do tego dochodzi całkiem szeroki zakres ustawień obrazu, obejmujący pięć wartości gammy od 1,8 do 2,6, regulację RGB, temperaturę barwową, sześciosiową korektę kolorów, przestrzenie Native, sRGB i DCI-P3 oraz PiP/PbP.

Ważna jest też osobna sekcja ochrony OLED-a. Monitor ma Uniform Brightness, Pixel Orbiting oraz Pixel Refresh. Przesuwanie obrazu może działać z różną intensywnością, a odświeżanie pikseli uruchamia proces kompensacyjny mający ograniczać skutki nierównomiernego zużywania panelu. Jedna wpadka? “Auto Pixel Refresh”, bo w tym rozwiązaniu automatyczny jest przede wszystkim komunikat przypominający o wykonaniu procedury po około czterech godzinach skumulowanej pracy, a nie sam proces uruchamiany całkowicie bez udziału użytkownika. Jest to wprawdzie drobiazg, ale przy codziennym użytkowaniu droższego OLED-a wolę rozwiązania, które robią możliwie dużo same po wyłączeniu monitora.

Sporo ustawień można też przenieść z monitora na komputer dzięki aplikacji AOC G-Menu, wliczając w to powiązanie trybu do konkretnej aplikacji.

QD-OLED za 1499 zł ciągle jest prawdziwym QD-OLED-em

Najważniejsza część tego monitora ma 26,5 cala, rozdzielczość 2560 x 1440 pikseli i gęstość około 111 PPI. Panel wykorzystuje technologię QD-OLED, a więc każdy piksel jest własnym źródłem światła, podczas gdy kropki kwantowe odpowiadają za uzyskanie barw. W praktyce oznacza to dokładnie te cechy, które przez ostatnie lata pozwalały OLED-om kompletnie odjechać klasycznym IPS-om pod względem czerni oraz szybkości reakcji. Efekt? Czas GtG na poziomie 0,03 ms oraz kontrast statyczny rzędu 1500000:1.

Tyle że sucha liczba nie pokazuje największej różnicy. W ciemnej grze czarny piksel po prostu przestaje świecić. Nie dostajemy charakterystycznej szarej poświaty, nie ma IPS Glow, a małe źródła światła mogą znajdować się dosłownie obok całkowicie czarnego fragmentu obrazu bez wielkiej strefy podświetlenia rozlewającej się dookoła. Właśnie dlatego nocne lokacje, korytarze, neony, gwiazdy czy interfejs na czarnym tle nadal należą do najlepszych argumentów za OLED-em. Przy wyłączonym świetle nie trzeba znać rodzaju panelu, żeby zauważyć różnicę.

Kąty widzenia również są świetne. Nawet przy mocnym zejściu z osi kontrast nie zaczyna nagle znikać, a kolory pozostają bardzo stabilne. Pod tym względem Q27G41ZDF zachowuje się jak znacznie droższe QD-OLED-y. Cięcia kosztów nie zmieniły bowiem podstawowej zasady działania matrycy.

Nie możemy jednak zapomnieć o dobrze znanej przypadłości QD-OLED-ów. Powierzchnia panelu jest błyszcząca z warstwą antyrefleksyjną, więc w kontrolowanym oświetleniu prezentuje się kapitalnie, ale mocne światło padające bezpośrednio na ekran podnosi postrzegany poziom czerni i nadaje ciemnym powierzchniom charakterystyczny fioletowo-purpurowy odcień. Wieczorem problem praktycznie znika, ale w mocno nasłonecznionym pokoju panel pokazuje swoją najgorszą stronę.

240 Hz oraz QHD to nadal jedno z najlepszych połączeń do grania

Przy 26,5 cala rozdzielczość 2560 x 1440 jest dla mnie bardzo rozsądnym wyborem. Dostajemy około 111 PPI, więc gry pozostają wystarczająco ostre, ale karta graficzna nie musi renderować 8,3 miliona pikseli w każdej klatce jak przy 4K. Jeśli monitor ma rzeczywiście pracować przy 200-240 Hz, to poziom QHD daje znacznie większą szansę na wykorzystanie takiego odświeżania nie tylko w Counter-Strike’u czy Valorancie, ale również w bardziej wymagających grach.

Sama liczba herców opowiada jednak tylko połowę historii. OLED nie potrzebuje agresywnego overdrive’u, żeby piksele szybko zmieniały stan, więc ruch pozostaje bardzo czysty bez typowego dla LCD smużenia i bez overshootu powstającego po przesadnym podkręceniu czasu reakcji. Przy szybkich ruchach kamerą różnicę widać od razu, a 240 Hz wystarcza już do poziomu, przy którym kolejne skoki do 360 czy 480 Hz stają się znacznie bardziej specjalistycznym dodatkiem dla graczy nastawionych głównie na e-sport. 

Czytaj też: Test monitora AOC AGON Pro AG346UCD

Adaptive Sync oraz zgodność z G-Sync pozwalają oczywiście dopasować odświeżanie do liczby generowanych klatek, co ma większe znaczenie w bardziej wymagających produkcjach niż wtedy, kiedy komputer bez problemu utrzymuje 240 FPS. Jest jednak klasyczny problem OLED-ów w postaci VRR Flicker. Przy nagłych i dużych zmianach liczby FPS, a to szczególnie w ciemnych scenach, mogą pojawiać się delikatne wahania luminancji. Co ciekawe, sama instrukcja AOC wprost zaznacza, że przy aktywnym Adaptive Sync migotanie może występować w niektórych środowiskach gamingowych.

Nie ma tutaj również dodatkowego BFI pokroju Ultra Clear znanego z części droższych konstrukcji. Trudno jednak uznać to za większą stratę, bo przy 240 Hz i reakcji OLED-a ruch i tak jest o klasę czystszy od typowego LCD 240 Hz.

Czy to jakiś budżetowy QD-OLED?

Po spojrzeniu na wyniki kolorymetru odpowiedź brzmi prosto – budżetowy jest monitor dookoła matrycy, ale sama matryca zdecydowanie nie wygląda jak produkt drugiej kategorii. W trybie Standard, przy gammie ustawionej na 2,2 i normalnej temperaturze barwowej, SpyderX Elite zmierzył pełne 100% sRGB, 95% Adobe RGB oraz 98% DCI-P3. To poziom, którego oczekuję właśnie od szerokogamutowego QD-OLED-a, a nie od panelu, na którym producent próbował oszczędzić za wszelką cenę. Pasuje to zresztą do charakteru monitora, bo choć AOC ciął podstawę, porty i wyposażenie, ale zostawił najważniejsze cechy samego panelu. 

Jeszcze lepiej wygląda dokładność kolorów. Średni błąd Delta E wyniósł zaledwie 0,49, maksymalny 1,21, a minimalny 0,15, więc fabryczna precyzja odwzorowania barw jest po prostu znakomita. Bardzo dobrze wypada również równomierność kolorów – największe lokalne odchylenie zatrzymało się na poziomie około 1,3 Delta E. Równomierność luminancji jest wręcz wzorowa, bo przy maksymalnej jasności różnice pomiędzy poszczególnymi częściami ekranu wynosiły najwyżej około 2%. Pod tym względem nie widzę tutaj praktycznie żadnych śladów “budżetowości”.

Nieco mniej idealnie prezentuje się punkt bieli. Przy ustawieniu Normal Spyder wskazywał około 7100 K, więc obraz jest trochę chłodniejszy od referencyjnych 6500 K. Gamma wypada za to bardzo dobrze – przy ustawieniu 2,2 zmierzona charakterystyka wyniosła około 2,3 i przebiega bardzo blisko krzywej odniesienia. Jeśli ktoś chce więc używać monitora nie tylko do grania, ale również bardziej świadomie podchodzi do kolorów, większym problemem będzie lekko zbyt chłodna biel niż sama reprodukcja barw.

Prawdziwe cięcie wychodzi dopiero przy jasności. Z włączonym Uniform Brightness otrzymałem maksymalnie około 174 cd/m², podczas gdy po wyłączeniu tej funkcji jasność wzrosła do około 235 cd/m². To dobrze pokazuje filozofię tego modelu: AOC nie daje nam słabego QD-OLED-a, tylko QD-OLED-a z ograniczoną luminancją i agresywnie przyciętym wyposażeniem. Właśnie dlatego przy 1499 zł wyniki kolorymetru robią na mnie tak dobre wrażenie – szeroki gamut, świetna precyzja i bardzo dobra równomierność pozostały na poziomie znacznie droższych modeli, a oszczędności widać przede wszystkim tam, gdzie monitor rzeczywiście musiał zostać uproszczony.

HDR jest, ale…

Jeśli zaś idzie o HDR, Q27G41ZDF przyjmuje sygnał HDR10, ale właśnie tutaj najlepiej widać różnicę między nim a droższymi QD-OLED-ami. Po wykryciu materiału HDR monitor udostępnia tryby DisplayHDR, HDR Peak, HDR Picture, HDR Movie oraz HDR Game. Nie należy przy tym mylić nazwy pierwszego z certyfikatem VESA DisplayHDR.

Czytaj też: Test AOC Q27U3CV – monitor dla fotografa z małym biurkiem i skromnym budżetem

Producent podaje maksymalną jasność na poziomie 400 cd/m² i właśnie szczytowa luminancja jest największym ograniczeniem HDR-u w tym monitorze. Idealna czerń i wygaszanie obrazu na poziomie pojedynczego piksela sprawiają, że sceny o dużym kontraście nadal prezentują się bardzo dobrze, ale jasne refleksy, eksplozje czy słońce nie mają takiej intensywności jak na droższych QD-OLED-ach oferujących tryby około 1000 nitów. 

Dobrze pokazuje to Gigabyte MO27Q2A. Kosztuje obecnie około 200 zł więcej, ale oferuje tryb Peak 1000, w którym producent deklaruje 1000 cd/m² przy APL 3%, a dodatkowo ma certyfikat VESA DisplayHDR True Black 400, HDMI 2.1, lepszą podstawę, KVM i znacznie bogatszy zestaw portów. Przy obecnych cenach Q27G41ZDF broni się więc przede wszystkim najniższym progiem wejścia w QD-OLED-a, a nie szczególnie mocnym HDR-em.

Tekst zdradza nietypowy układ subpikseli

QD-OLED ma jeszcze jedną cechę, o której warto pamiętać, jeśli monitor ma służyć przez większość dnia do pracy. Nietypowy układ subpikseli powoduje delikatny color fringing przy bardzo drobnych literach, co ma miejsce szczególnie na jasnym tle. W trzeciej generacji paneli problem jest znacznie mniejszy niż w pierwszych QD-OLED-ach, ale nie zniknął całkowicie, choć w dużej mierze jest kwestią subiektywną. Przy 26,5 cala i QHD nie uznaję tego za coś, co przekreśla normalną pracę z przeglądarką, Wordem czy kodem. Jeśli jednak ktoś przez osiem godzin dziennie siedzi głównie nad tekstem i zależy mu na maksymalnie ostrych czcionkach, to klasyczny LCD albo QD-OLED 4K pozostaje lepszym rozwiązaniem. 

Ryzyko wypalenia nadal istnieje, ale AOC daje trzy lata spokoju

OLED się zuzywa. Statyczny HUD, pasek zadań, logo albo ten sam interfejs aplikacji wyświetlany przez setki godzin nadal nie jest dla panelu idealnym scenariuszem. Q27G41ZDF ma jednak funkcje ochronne oraz, co znacznie ważniejsze, trzyletnią gwarancję obejmującą wypalenie, pod warunkiem wykonywania konserwacji ekranu zgodnie z instrukcją producenta.

Nie traktowałbym więc ryzyka wypalenia jako argumentu, żeby kompletnie skreślać ten monitor do grania i zwykłego domowego zastosowania. Nadal warto automatycznie ukrywać pasek zadań, korzystać z wygaszania ekranu, nie trzymać cały dzień maksymalnej jasności panelu, a przy tym pozwalać panelowi wykonywać Pixel Refresh. 

Pobór energii nie jest specjalnym problemem

AOC podaje typowe zużycie energii na poziomie 63 W oraz 0,3 W w trybie oczekiwania. W praktyce OLED-y trudno opisywać jedną liczbą, bo pobór bardzo mocno zależy od tego, co aktualnie znajduje się na ekranie. Im więcej jasnych elementów, tym więcej energii potrzebuje panel, co w praktyce oznacza około 15-20 watów pobieranej energii w cyklu typowej pracy oraz skoki do 30-35 watów przy maksymalnej jasności oraz jasnej scenie.

Test AOC Q27G41ZDF – podsumowanie

Najciekawsze w AOC Q27G41ZDF nie jest to, że mamy tutaj 240 Hz, szeroki gamut czy czas reakcji 0,03 ms. Najważniejsze jest to, ile kosztuje dziś prawdziwy QD-OLED, bo 1499 zł za panel tej klasy to świetny wynik, a firma AOC osiągnęła tę cenę w bardzo prosty sposób. Podstawa jest kiepska, HDMI zatrzymało się na wersji 2.0, wejść jest tyle, żeby nie powiedzieć za mało, nie ma USB-C, KVM ani huba, HDR kończy się w okolicach 400 nitów, a jasność SDR jest wyraźnie niższa niż w najlepszych obecnych OLED-ach. Dodatkowo z racji tej matrycy przy pracy z tekstem dochodzi typowy dla QD-OLED-a fringing, a w jasnym pokoju panel podnosi czerń i zaczyna walczyć ze światłem otoczenia.

Tyle tylko, że podczas grania ogromna część tych wad schodzi na drugi plan. Nadal dostajemy idealną czerń, ogromny kontrast, błyskawiczne przejścia pikseli, bardzo szeroki gamut, 240 Hz oraz QHD, które pozwala rzeczywiście wykorzystać wysokie odświeżanie bez posiadania absolutnie topowej karty graficznej. Jeśli komputer ma być jedynym urządzeniem podłączonym do monitora, korzystacie z DisplayPortu, gracie głównie wieczorem i nie potrzebujecie mocnego HDR-u, to Q27G41ZDF daje właściwie całą podstawową magię OLED-a za cenę dobrego IPS-a.

Największym problemem AOC jest paradoksalnie szybko taniejąca konkurencja. Gigabyte MO27Q2A kosztuje obecnie około 1699 zł i za dodatkowe 200 zł daje 280 Hz, dwa HDMI 2.1, USB-C, KVM, pełną ergonomię podstawy, lepszy HDR oraz szereg dodatkowych funkcji. Model iiyama G-Master GOB2701QSC-B1 standardowo kosztuje około 1999 zł, ale również potrafi pojawiać się w promocjach. Sprawia to, że rynek OLED-ów zrobił się więc na tyle agresywny cenowo, że 200-300 zł różnicy może całkowicie zmienić opłacalność zakupu.

Przy 1499 zł AOC Q27G41ZDF ma jednak sporo sensu. Nie jest najbardziej uniwersalnym OLED-em, nie jest najlepszym wyborem pod konsolę i nie kupowałbym go do bardzo jasnego pokoju. Jeśli jednak priorytetem jest granie na PC i jak najtańsze wejście w prawdziwego QD-OLED-a, to trudno obecnie znaleźć wiele powodów, żeby płacić za dobrego IPS-a podobne pieniądze.

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy, książki Powrót do Korzeni oraz gry wideo DIGSITE ZERO.