Firefly All Road jest jednym z najdziwniejszych przykładów podejścia do tego, co miało przeminąć, bo amerykańska firma zaprojektowała w 2026 roku całkowicie nowy tytanowy rower na hamulcach obręczowych czy też (jak wolicie) szczękowych. Nie tani model dla nostalgików, a pełnoprawną maszynę all-road, która ma radzić sobie także poza idealnym asfaltem.

Hamulce obręczowe wracają, ale nie rozwiązano wszystkich ich problemów
Żeby było od razu jasne – nie uważam, że Firefly właśnie udowodniło bezsens hamulców tarczowych. Ba, sam producent tego nie twierdzi i przyznaje, że tarcze nadal będą właściwym wyborem dla większości rowerzystów. Oferują bowiem większą przewidywalność w deszczu i błocie, nie wykorzystują obręczy jako powierzchni ciernej, a dodatkowo dają projektantom znacznie więcej swobody przy szerokim ogumieniu.
Czytaj też: Ten polski e-bike przejedzie 120 km. Najciekawsze jest to, skąd ten rower bierze energię

Firefly chciało jednak zachować prostotę klasycznego hamulca na linkę i jednocześnie pozbyć się jednej z jego największych wad we współczesnym rowerze – ograniczonego prześwitu. All Road mieści bowiem opony o szerokości do 40 mm, więc przestajemy tutaj mówić o typowej szosówce i wchodzimy już w świat kiepskiego asfaltu, szutru oraz lekkiego terenu. Problem w tym, że typowy lekki zacisk obręczowy nie został zaprojektowany z myślą o tak szerokiej oponie. Dlatego też Firefly wykorzystało specjalnie zmodyfikowaną wersję ultralekkich Cane Creek eeBrakes o zwiększonym prześwicie. Powstał również całkowicie nowy tytanowy widelec.
Nie oznacza to jednak, że fizyka przestała obowiązywać. Firefly rozwiązało problem miejsca na dużą oponę, ale mokra, zabrudzona obręcz nadal pozostaje mokrą i zabrudzoną obręczą. Na długich zjazdach dochodzi też kwestia temperatury oraz zużywania powierzchni hamującej koła. Jest więc w tym projekcie pewien paradoks, bo rower reklamowany jako maszyna także na gorsze drogi wykorzystuje rozwiązanie, które właśnie w trudniejszych warunkach przegrywa z hamulcem tarczowym.
Tytan, druk 3D i… linka hamulcowa
Jednocześnie kwestia “retro” roweru Firefly All Road kończy się właściwie w miejscu, w którym klocek dotyka obręczy. Rama powstaje z tytanu i wykorzystuje własne cieniowane rury Firefly oraz trójczęściową główkę. Firma sięgnęła również po druk 3D z tytanu przy projektowaniu haków oraz innych elementów konstrukcji. Zamiast klasycznych szybkozamykaczy opracowała własne osie przelotowe, które pozwoliły zachować współczesną sztywność konstrukcji przy kołach przygotowanych pod hamulce obręczowe.

Podobny trend widać już zresztą w innych ekstremalnie drogich rowerach, gdzie druk 3D z metalu przestał służyć do robienia efektownych prototypów, a zaczął rozwiązywać bardzo konkretne problemy konstrukcyjne. Pisałem o tym choćby przy tytanowym Mosaic GT-i55, w którym nowoczesna produkcja pozwoliła projektantom zrobić z ramą rzeczy trudne do osiągnięcia tradycyjnymi metodami. Firefly wykorzystuje jednak tę technologię w jeszcze bardziej przewrotny sposób, bo po to, żeby umożliwić stosowanie rozwiązania starszego niż ogromna część klientów tego roweru.
Czytaj też: Ten elektryczny rower kosztował prawie 19000 zł. Znalazłem go za znacznie mniej

Nie oznacza to również konieczności rezygnowania ze współczesnego napędu. Specjalne klamki Growtac Control mogą współpracować z Shimano Di2 oraz SRAM AXS, a dostępna jest również konfiguracja pod mechaniczne Campagnolo. Standardem jest gwintowany suport BSA 68 mm, ale można wybrać także T47. Dostępne jest wewnętrzne prowadzenie przewodów i dodatkowe elementy drukowane z tytanu, a geometria oraz dobór rur są dostosowywane do konkretnego właściciela.
Jest w tym wszystkim coś wręcz absurdalnego. Firefly wykorzystuje druk 3D metalu, tytanowe elementy wykonywane na zamówienie, indywidualnie dobierane rury i współczesne elektroniczne napędy po to, żeby na końcu zaciskać dwa klocki na obręczy za pomocą stalowej linki. Tyle że właśnie ten kontrast najlepiej tłumaczy cały projekt.
Nikt o ten rower nie prosił, ale i tak kosztuje tyle, jakby każdy go chciał
Najlepsze w historii All Road jest chyba to, że Firefly przyznaje wprost – klienci wcale nie domagali się takiego roweru. Firma zbudowała go przede wszystkim dlatego, że jej pracownicy sami chcieli sprawdzić, czy można połączyć prostotę hamulców obręczowych z możliwościami współczesnego all-roada. Dopiero później okazało się, że reakcja potencjalnych klientów jest znacznie lepsza, niż zakładano, ale tania ta zabawa zdecydowanie nie jest.

Czytaj też: Wsadzili do roweru kontrolę trakcji rodem z samochodu
Sama wykonana na zamówienie rama zaczyna się od 7200 dolarów, czyli około 28300 zł według obecnego kursu. Kompletny rower z dopasowanym tytanowym widelcem startuje z kolei w okolicach 10000 dolarów, czyli około 39200 zł. Do tego w przypadku zakupu z Polski należałoby oczywiście doliczyć podatki, transport i potencjalne koszty importowe.
Źródła: Firefly Cycles

