Kupujesz rower za dziesiątki tysięcy złotych i nadal potrzebujesz… połowy roweru

Przez ostatnie lata przyzwyczaiłem się już do tego, że w świecie rowerów granica między sprzętem sportowym, dziełem inżynierii i zwyczajnym luksusem potrafi praktycznie zniknąć. Można kupić koła kosztujące tyle, co cały przyzwoity rower, kierownice droższe od niejednego laptopa, a za zaoszczędzenie kilkuset gramów dopłacić kilka tysięcy złotych. Wraz ze wzrostem ceny często wcale nie dostajemy “więcej roweru”, bo w najwyższym segmencie działa czasem odwrotna logika.
Kupujesz rower za dziesiątki tysięcy złotych i nadal potrzebujesz… połowy roweru

Kiedy cena robi się absurdalna, a obietnice ogromne, w sektorze rowerów zwykle płacimy coraz więcej za możliwość zbudowania maszyny dokładnie pod siebie, więc producent przestaje decydować za nas, jakie koła, hamulce czy napęd powinniśmy dostać. Najnowsza współpraca REEB Cycles z Cane Creek doprowadza ten pomysł do miejsca, w którym cena od razu zmusza do ponownego przeczytania specyfikacji.

Ponad 21 tysięcy złotych i nadal nie pojedziesz

Nowy REEB STEEZL x Cane Creek Invert Chassis Kit kosztuje od 5462 dolarów, czyli około 21330 złotych w prostym przeliczeniu. Nie jest to jednak kompletny rower. Za tę kwotę dostajemy przede wszystkim ręcznie wykonywaną w Kolorado ramę STEEZL o 155 mm skoku tylnego zawieszenia, przedni amortyzator Cane Creek Invert Enduro, stery Hellbender 70 oraz wybrany damper Cane Creek. Do tego dochodzą specjalne elementy zawieszenia, dopasowane grafiki oraz przygotowane specjalnie dla tej edycji malowanie Lux Nightfall.

Czytaj też: 1100 euro za amortyzator do roweru. Przynajmniej technicznie jest tu co oglądać

W tej cenie nie dostajemy natomiast kół, opon, korby, kasety, przerzutki, hamulców, kierownicy, mostka, sztycy regulowanej, siodełka i całej reszty osprzętu potrzebnego do jazdy. Innymi słowy, wydajecie ponad 21 tysięcy złotych i nadal nie możecie wyjechać na szlak. Absurd? Z perspektywy każdego typowego klienta zdecydowanie tak. Z perspektywy rynku bardzo drogich rowerów już niekoniecznie.

Opisywałem już wcześniej karbonowy rower szosowy, którego kompletną wersję można kupić za znacznie mniej, a jeszcze mocniejszym kontrastem jest tytanowy Reactor Aero sprzedawany jako ekstremalnie drogi zestaw ramowy. Rynek od dawna pokazuje, że wraz ze wzrostem ceny pojęcie “kompletnego produktu” zaczyna znaczyć coś zupełnie innego.

Najbardziej niezwykły jest tutaj widelec

Najciekawszym elementem STEEZL x Invert jest dla mnie Cane Creek Invert Enduro. Jest to amortyzator o odwróconej konstrukcji, podobnej do tej, którą od dawna znamy z motocykli. Grubsze golenie znajdują się u góry, a cieńsze elementy pracujące schodzą w kierunku osi koła i ponoć tutaj nie chodzi wyłącznie o wygląd. Cane Creek przekonuje, że taka konstrukcja ogranicza tarcie i niepożądane uginanie przód-tył, dzięki czemu koło lepiej zbiera nierówności.

Czytaj też: Twój rower zmieni się w e-bike w 3 sekundy. Spiny 2 pokazuje potencjalną przyszłość

Problemem widelców tego typu od zawsze pozostawała jednak sztywność skrętna. Dlatego w odpowiedzi na to powstał system osi SquareLoc, a producent oferuje warianty 15 i 20 mm. Według wewnętrznych testów Cane Creek 15-milimetrowa konfiguracja ma być o 17 procent sztywniejsza skrętnie od innych jednokoronowych widelców odwróconych, a 20-milimetrowa o 42 procent.

Invert Enduro w tej konfiguracji zapewnia 170 mm skoku, choć sam model występuje również w odmianach 160 i 180 mm. Waży około 2,8 kg w wersji 180 mm, wykorzystuje golenie o średnicy 38 mm, ma regulację kompresji przy wysokich i niskich prędkościach oraz kosztuje samodzielnie 1599,99 dolara, czyli około 6250 złotych.

Czy taki “półrower” za ponad 21 tysięcy złotych ma sens?

Dla większości ludzi oczywiście taki wydatek nie ma sensu. Za podobne pieniądze można kupić świetnego, kompletnego fulla, bardzo dobrego e-MTB albo kilka znacznie bardziej przyziemnych rowerów. Patrzenie wyłącznie na stosunek wyposażenia do ceny kompletnie rozmija się jednak z ideą tego projektu.

STEEZL x Invert przypomina mi bardziej samochody budowane przez niewielkie manufaktury niż produkt z typowego katalogu rowerowego. Część ceny płacimy za małoseryjną produkcję w USA, część za drogie zawieszenie, część za specjalne wykończenie, a kolejną za sam fakt posiadania wersji, której po październiku nie będzie można już normalnie zamówić.

Czytaj też: Rowerowy gigant sam sobie przeczy. Czy ktokolwiek potrzebuje takiego e-bike?

Właśnie w tym widzę ciekawy obraz przyszłości sprzętu premium. Technologie, które kiedyś wyglądały jak eksperyment (odwrócone amortyzatory, zaawansowana regulacja zawieszenia, nietypowe materiały czy drukowane w 3D elementy rowerów górskich) coraz częściej trafiają do produktów, które naprawdę można kupić. Tyle że początkowo nie trafiają do mas.

Źródła: REEB Cycles, Cane Creek

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy, książki Powrót do Korzeni oraz gry wideo DIGSITE ZERO.