Bombowiec B-52 ma prawie 75 lat, a właśnie dostaje nową pracę. Będzie polował na okręty

Najwyraźniej wojskowa przyszłość nie zawsze wymaga budowania wszystkiego od zera i dlatego w lotnictwie wojskowym od dawna fascynuje mnie pewien paradoks. Z jednej strony państwa wydają dziesiątki miliardów dolarów na nowoczesne samoloty stealth i uzbrojeniem, a drugiej ciągle wracają do maszyn zaprojektowanych w epoce lampowych telewizorów i komputerów zajmujących całe pomieszczenia. Najlepszym przykładem pozostaje B-52 Stratofortress.
B-52 i jego uzbrojenie

B-52 i jego uzbrojenie

W przypadku B-52 Stratofortress pierwszy prototyp tej rodziny wzbił się w powietrze w 1952 roku, a więc historia całej konstrukcji zbliża się już do trzech ćwierci wieku. Latające dziś B-52H są oczywiście młodsze, ale i tak trudno nie dostrzec absurdu sytuacji, w której bombowiec pamiętający początki zimnej wojny jest właśnie przygotowywany do kolejnej roli. Tym razem ma pomóc Amerykanom polować na okręty.

B-52 z LRASM? USA właśnie zrobiły kolejny krok

7 października 2026 roku amerykańskie Naval Air Systems Command opublikowało ogłoszenie dotyczące integracji i testów pocisku AGM-158C LRASM z B-52. NAVAIR zamierza negocjować bezpośrednio z Lockheed Martinem, a planowane prace obejmują m.in. aktualizacje oprogramowania pocisku, testy, naprawy wyposażenia testowego oraz analizowanie ewentualnych awarii. Mamy tutaj jednak dopiero do czynienia z etapem poprzedzającym właściwe zamówienie. Innymi słowy, nie znamy wartości przyszłego kontraktu, terminu certyfikacji ani docelowej konfiguracji uzbrojenia bombowca. Sam kierunek trudno jednak zignorować, bo już we wrześniu Siły Powietrzne USA informowały, że trwające prace nad integracją uzbrojenia B-52 obejmują najnowsze warianty zarówno LRASM, jak i JASSM.

Czytaj też: “Cześć Abrams, rozwal wrogi czołg”, czyli w pancernym kolosie jak w nowym aucie

LRASM nie jest przy tym zwykłym pociskiem przeciwokrętowym. AGM-158C został opracowany z myślą o atakowaniu silnie bronionych celów morskich z dużej odległości i ograniczeniu zależności od GPS, ciągłego połączenia z siecią czy precyzyjnych danych dostarczanych przez zewnętrzne sensory. Pocisk po dotarciu do wyznaczonego rejonu wykorzystuje własne systemy do wyszukania, identyfikacji i wyboru celu. Właśnie dlatego połączenie go z B-52 jest znacznie ciekawsze niż sugeruje proste “stary bombowiec dostał nową rakietę”.

B-52 nie musi nawet zbliżać się do atakowanej floty

B-52 ma jedną cechę, której żaden najbardziej zaawansowany myśliwiec nie wyczaruje sobie byle aktualizacją oprogramowania – jest ogromny. Ten kolos-bombowiec może przenosić około 31,5 tony uzbrojenia, a w przypadku pocisków z rodziny AGM-158 JASSM opracowana została już konfiguracja pozwalającą zabrać osiem sztuk w wewnętrznej wyrzutni obrotowej oraz kolejnych dwanaście pod skrzydłami. Łącznie daje to więc potencjalnie aż 20 pocisków manewrujących, a sama skala udźwigu dobrze jednak pokazuje, dlaczego ta konstrukcja nadal interesuje Pentagon.

Czytaj też: Satelita zobaczy cel i ruszy za nim. Wojsko USA szykuje pościgi na orbicie

Pisałem już przy modernizacji silników B-52, że Amerykanie nie próbują zrobić ze Stratofortressa drugiego B-21. Nie ma takiej potrzeby, bo B-52 nie musi być niewidzialny dla radarów i przedzierać się bezpośrednio przez najgęstszą obronę przeciwlotniczą, jeśli może pozostać daleko poza jej zasięgiem i korzystać z uzbrojenia dystansowego. Podobnie wygląda potencjalna rola przeciwokrętowa. Nie wyobrażajcie sobie B-52 latającego nisko nad oceanem i samodzielnie wypatrującego chińskiego niszczyciela. Znacznie bardziej prawdopodobny scenariusz obejmuje satelity, samoloty patrolowe, bezzałogowce, okręty podwodne oraz inne sensory budujące obraz sytuacji, a następnie przekazujące dane potrzebne do wykonania ataku.

Same pociski LRASM mogą później ograniczyć zapotrzebowanie na zewnętrzne wsparcie, ale nie oznacza to magicznego skrócenia całego łańcucha wykrycia i rażenia. Ruchomy okręt najpierw trzeba odnaleźć, poprawnie rozpoznać i przekazać wystarczająco dobre dane, aby pocisk trafił do odpowiedniego fragmentu oceanu. B-52 nie byłby zresztą pierwszym ciężkim bombowcem USA z LRASM. B-1B osiągnął wstępną gotowość operacyjną z AGM-158C już w 2018 roku. W czerwcu 2026 roku dołączył do niego B-2 Spirit, który podczas ćwiczeń Valiant Shield wykorzystał LRASM przeciwko wycofanemu ze służby okrętowi USS Juneau na północ od Marianów.

Bombowiec z lat 50. ma służyć jeszcze po 2050 roku

Najbardziej przewrotne jest jednak to, że historia B-52 wcale nie zmierza do końca. Bombowce mają otrzymać nowe silniki Rolls-Royce F130, radar AESA, przebudowane systemy łączności oraz kolejne rodzaje uzbrojenia. Siły Powietrzne USA planują utrzymać tę konstrukcję w służbie również po 2050 roku. Dostajemy więc oto maszynę, której korzenie sięgają końca lat 40., a która może ostatecznie służyć przez około sto lat. Przez ten czas przejdzie więc drogę od klasycznego nosiciela bomb atomowych do elementu nowoczesnej sieci rozpoznania i rażenia, zdolnego do atakowania celów morskich z bardzo dużej odległości.

Typ Columbia

Czytaj też: Włosi budują cztery okręty naraz. Każdy ma być cichszy dzięki nowemu napędowi

Integracja LRASM z B-52 nadal wymaga pracy, nie znamy docelowej konfiguracji, a nawet najlepszy samolot niewiele zmieni, jeśli zapas pocisków okaże się zbyt mały do prowadzenia kolejnych dużych salw w długotrwałym konflikcie. Kierunek jest jednak czytelny, bo oto USA nie chcą uzależniać możliwości atakowania okrętów od jednego typu samolotu, jednego lotniskowca czy kilku baz. B-52 ma po prostu dołożyć kolejny sposób przeprowadzenia takiego ataku i tym samym jeszcze bardziej skomplikować przeciwnikowi planowanie obrony.

Źródła: SAM.gov, NAVAIR, Siły Powietrzne USA

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy, książki Powrót do Korzeni oraz gry wideo DIGSITE ZERO.