170 metrów francuskiej potęgi. Ten niszczyciel ma strzelać laserem i pociskami elektromagnetycznymi

Francuscy inżynierowie wpadli na dość nietypowy pomysł. Zamiast skupiać najważniejsze systemy okrętu wojennego w jednej dużej nadbudówce, postanowili rozdzielić je między dwie konstrukcje i pozostawić pomiędzy nimi przestrzeń na przyszłe wyposażenie. Przy jednostce, która ma mierzyć 170 metrów długości, przenosić ogromny arsenał rakietowy, a przy tym korzystać z uzbrojenia laserowego i elektromagnetycznego, taka decyzja wydaje się zaskakująca. Zwłaszcza że każdy dodatkowy system wymaga przecież miejsca, energii elektrycznej oraz odpowiedniej infrastruktury. Jednak właśnie na takim podejściu opiera się SCX26, czyli koncepcja przyszłego niszczyciela, którą francuska
170 metrów francuskiej potęgi. Ten niszczyciel ma strzelać laserem i pociskami elektromagnetycznymi

Naval Group przedstawiła koncepcję SCX26 podczas targów Euronaval 2026. Producent chce stworzyć okręt zdolny do prowadzenia klasycznych działań bojowych, dowodzenia flotą bezzałogowców i wykorzystywania uzbrojenia, które obecnie dopiero przechodzi próby. Brzmi ambitnie? Zdecydowanie, ale SCX26 nie jest jeszcze projektem przeznaczonym do budowy. Francuzi traktują go jako platformę badawczą, na której sprawdzają kierunek rozwoju okrętów wojennych na kolejne dekady.

SCX26 to niszczyciel, który Francuzi projektują pod zupełnie inne wymagania

SCX26 miałby mierzyć około 170 metrów długości i 24 metry szerokości, a jego wyporność wynosiłaby od około 8000 do 10000 ton, zależnie od konfiguracji. Mówimy więc o jednostce znacznie większej od francuskich fregat FDI, których wyporność sięga około 4500 ton. Projekt zakłada też prędkość maksymalną 30 węzłów (około 56 km/h), zasięg do 8000 mil morskich (około 14800 km) oraz podstawową załogę liczącą 150 marynarzy z miejscem dla kolejnych 100 specjalistów.

Czytaj też: Jeden pocisk i 13 hektarów rażenia. Korea Północna pokazała, czym chce zasypywać cele

Szczególnie interesuje mnie jednak konstrukcja samego okrętu, bo Francuzi nie ograniczyli się wyłącznie do prostego zwiększenia rozmiarów kadłuba. Dwie oddzielne nadbudówki mają rozdzielać istotne systemy dowodzenia i obserwacji, a tym samym zmniejszać ryzyko utraty wszystkich zdolności bojowych po pojedynczym trafieniu. SCX26 korzystałby przy tym z radaru UHF przeznaczonego do wykrywania szczególnie wymagających zagrożeń, a w tym pocisków balistycznych, wielofunkcyjnego radaru wywodzącego się z rodziny Sea Fire oraz rozbudowanych sonarów. Sama geometria nadbudówek miałaby również ograniczać skuteczną powierzchnię odbicia fal radarowych.

Napęd bazowałby z kolei na układzie CODLAG, łączącym silniki elektryczne, generatory dieslowskie i turbinę gazową. Takie rozwiązanie daje zaś możliwość dostosowania sposobu napędzania okrętu do aktualnych potrzeb, ale w SCX26 szczególnie ważna będzie cała infrastruktura elektryczna. Dlaczego? Bo Francuzi chcą umieścić na jego pokładzie uzbrojenie, które stawia przed systemem zasilania wyjątkowo wysokie wymagania.

Ponad 100 rakiet, działo elektromagnetyczne i laser 100 kW

Podstawowe uzbrojenie rakietowe SCX26 ma obejmować 12 ośmiokomorowych modułów wyrzutni Sylver, a więc łącznie 96 komór dla pocisków przeciwlotniczych Aster 30 czy manewrujących MdCN. Producent przewiduje jednak możliwość zwiększenia liczby przenoszonych rakiet ponad setkę dzięki innym konfiguracjom wyrzutni, a w tym umieszczaniu kilku mniejszych pocisków CAMM w jednej komorze. Nie oznacza to więc, że podstawowa wersja ma ponad 100 niezależnych komór startowych.

Czytaj też: Chiny budują okręt podwodny, jakiego nikt wcześniej nie próbował. Trzy kadłuby to dopiero początek

Do tego dochodzą dwa wielozadaniowe systemy Rampart, klasyczna armata kalibru 57 mm, działo elektromagnetyczne oraz laser bojowy o mocy 100 kW. Ten ostatni mógłby pomagać w zwalczaniu wybranych dronów i innych niewielkich zagrożeń bez zużywania kosztownych pocisków, choć jego skuteczność nadal ograniczałyby warunki atmosferyczne, odległość od celu i konieczność utrzymywania na nim wiązki przez odpowiedni czas.

Z railgunem sprawa jest jeszcze bardziej skomplikowana. Pisałem już o japońskich testach działa elektromagnetycznego na pokładzie JS Asuka, które pokazały, że taka broń rzeczywiście może skutecznie trafiać w cele na morzu. Tyle że przejście od prototypu do regularnej służby wymaga rozwiązania problemów z żywotnością lufy, chłodzeniem i dostarczaniem ogromnych impulsów energii.

W przypadku SCX26 dochodzi więc pytanie, jak zasilić jednocześnie radar, napęd, laser oraz działo elektromagnetyczne. Sam układ CODLAG nie gwarantuje bowiem jeszcze wystarczającej mocy ani odpowiedniego magazynowania energii dla railguna. Naval Group nie przedstawiła niestety szczegółowego bilansu energetycznego, więc trudno ocenić, czy wszystkie te systemy mogłyby pracować z zakładaną intensywnością bez wzajemnego ograniczania swoich możliwości.

Francuzi chcą mieć na pokładzie własną fabrykę dronów

Za najważniejszą cechę SCX26 uważam jednak coś zupełnie innego niż samo uzbrojenie. Francuzi przeznaczyli bowiem sporą część okrętu na zaplecze dla bezzałogowców powietrznych, nawodnych i podwodnych. Opisując niedawno bezzałogowy okręt H38 z arsenałem pocisków, zwracałem uwagę na możliwość rozproszenia uzbrojenia między wiele jednostek. SCX26 pokazuje więc drugą stronę tego samego kierunku rozwoju – nawet duży, załogowy niszczyciel może potrzebować całej floty mniejszych maszyn, żeby skutecznie wykorzystywać własne sensory i uzbrojenie.

W ramach tej wizji pod pokładem lotniczym SCX26 znalazłaby się duża przestrzeń do ich przechowywania, serwisowania, a nawet wytwarzania wybranych części zamiennych. Specjalna winda miałaby łączyć ją z pokładem zdolnym do obsługi śmigłowca wielkości NH90 oraz dwóch mniejszych dronów pionowego startu. Takie podejście ma znacznie większy sens, niż mogłoby się wydawać. Bezzałogowce mogłyby bowiem prowadzić rozpoznanie, zakłócać łączność przeciwnika, poszukiwać okrętów podwodnych i wykonywać zadania bojowe bez konieczności narażania samego niszczyciela. SCX26 pełniłby wtedy funkcję centrum dowodzenia dla rozproszonej floty, a system zarządzania walką wspierany przez sztuczną inteligencję pomagałby koordynować wszystkie te jednostki.

Czytaj też: Wystarczyło wydać rozkaz. Pilot myśliwca zrobił coś wyjątkowego z wojskowym dronem

Oczywiście pozostaje pytanie o rzeczywiste koszty i stopień skomplikowania takiego okrętu. Naval Group nie ma jeszcze zamówienia na SCX26, nie przedstawiła ceny ani harmonogramu budowy. Trudno też przewidzieć, jak kosztowne okaże się utrzymanie jednostki łączącej tak wiele zaawansowanych systemów. Innymi słowy, jest to aktualnie dopiero pomysł, a dziś znacznie bardziej interesuje mnie to, które rozwiązania SCX26 trafią ostatecznie na pokłady rzeczywistych okrętów. Zwłaszcza że same drony, modułowe uzbrojenie i rozproszone systemy obserwacji mogą okazać się bardziej przydatne od najbardziej futurystycznego działa.

Źródła: Naval Group, The War Zone, Reuters

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy, książki Powrót do Korzeni oraz gry wideo DIGSITE ZERO.