Samo dodanie kolejnego statku powietrznego do formacji nie byłoby szczególnie użyteczne, gdyby pilot zaawansowanego myśliwca musiał poświęcać większość uwagi na ręczne prowadzenie go przez niebo. USA sprawdziły więc tym razem rozwiązanie znacznie ciekawsze – człowiek ma decydować, co zrobić, a autonomia pokładowa samodzielnie ustalać, jak dane zadanie wykonać.
F-22 zaczął wydawać rozkazy Fury
Podczas przeprowadzonego w październiku testu F-22 Raptor oraz YFQ-44A Fury firmy Anduril znalazły się wspólnie w powietrzu nad Kalifornią. Pilot Raptora przesyłał bezzałogowcowi polecenia taktyczne oraz aktualizował jego zadania już w czasie lotu. Oprogramowanie autonomiczne Fury interpretowało te komendy, po czym samodzielnie odpowiadało za tor lotu, prędkość, wysokość, manewry oraz realizację symulowanych zadań bojowych.
Czytaj też: Niczym Starlink dla wojska. USA budują setki satelitów, które mają śledzić pociski

Pilot nie interesował się więc tym, o ile Fury ma przechylić skrzydła albo jak dokładnie dolecieć do wskazanego miejsca. Interesował go efekt. Resztę brała na siebie autonomia pokładowa. Właśnie na tym ma polegać cała idea Collaborative Combat Aircraft. Pisałem już zesztą przy uzbrojeniu Fury i jego coraz szerszych możliwościach bojowych, że najtrudniejszą częścią tego programu wcale nie jest samo podwieszenie rakiet pod bezzałogowy samolot. Fury zdążył już przecież przejść próby z pociskiem AIM-120 AMRAAM. Prawdziwe wyzwanie polega na połączeniu sensorów, autonomii, łączności oraz człowieka w jeden spójny system.
Najnowszy test dotyka właśnie tej części problemu.
Jeden F-22 może dostać znacznie większą siłę ognia
Autonomia nie jest naturalnie celem samym w sobie. Najlepiej widać to wtedy, kiedy spojrzymy na uzbrojenie. F-22 może przenosić wewnętrznie sześć pocisków AIM-120 AMRAAM oraz dwa AIM-9 Sidewinder. Fury ma z kolei docelowo otrzymać możliwość przenoszenia nawet czterech AIM-120. Gdyby więc jeden Raptor dowodził dwoma takimi bezzałogowcami, to jego pilot dysponowałby nominalnie czternastoma pociskami średniego zasięgu zamiast sześcioma.


Czytaj też: Ta sama rakieta na każdy cel? Firma Anduril chce po prostu wymieniać jej pierwszy stopień
Mówimy więc o wzroście liczby dostępnych AMRAAM-ów o ponad 130 procent bez dokładania kolejnego pilota do formacji. Pamiętajmy też, że Fury może wysunąć się przed F-22, zaatakować z innego kierunku albo po prostu zabrać ze sobą dodatkowe uzbrojenie, dzięki czemu załogowy myśliwiec nie musi zbliżać się do zagrożenia tak bardzo, jak wcześniej. Oczywiście nie oznacza to czternastu gwarantowanych zestrzeleń. Nadal potrzebne są dokładne dane o celu, poprawna identyfikacja, naprowadzanie, łączność oraz autoryzacja użycia broni przez człowieka.
Jeden udany lot to jeszcze nie autonomiczna eskadra
Ostatnia próba obejmowała jednego Raptora oraz jeden YFQ-44A. Siły Powietrzne USA nie ujawniły przy tym maksymalnego zasięgu łączności, opóźnień systemu, liczby interwencji pilota ani tego, jak bardzo zwiększa się jego obciążenie wraz z dokładaniem kolejnych maszyn. Tymczasem właśnie tutaj zaczyna się prawdziwy problem.

Jedno jest bowiem powiedzieć jednemu dronowi Fury, żeby zmienił zadanie. Zupełnie inną sytuacją będzie jednoczesne pilnowanie dwóch, czterech czy nawet większej liczby CCA podczas walki, w której sam pilot F-22 musi jeszcze obserwować sytuację taktyczną, korzystać z własnych sensorów i reagować na zagrożenia.
Do tego dochodzi łączność. Autonomiczny samolot po jej utracie zapewne nadal będzie potrafił bezpiecznie lecieć i realizować część wcześniej otrzymanych instrukcji, ale nie dostanie nowych danych o celu ani kolejnych poleceń. W przypadku uzbrojenia pojawia się z kolei jeszcze kwestia zgody człowieka na jego użycie.
Październikowy test odpowiedział więc na jedno pytanie, ale otworzył kilka następnych.
Pilot myśliwca może zostać dowódcą całej grupy
Sam test nie pojawił się znikąd. F-22 współpracował już wcześniej z MQ-20 Avengerem, podczas kolejnych prób była też rozwijana możliwość zmiany jego profilu misji i zadań już w powietrzu, a podobne eksperymenty przechodziły też F-35, F-16 i F-15E. Fury jest jednak maszyną projektowaną od początku jako CCA, a nie platformą wykorzystywaną do eksperymentów z autonomią.
Czytaj też: Wojskowi cofnęli się o wieki, aby znaleźć rozwiązanie dzisiejszego problemu
Amerykańskie lotnictwo planuje mieć 500 gotowych bojowo CCA do 2032 roku, a później zwiększyć ich liczbę nawet do około 1000 egzemplarzy. Jeśli te plany rzeczywiście zostaną zrealizowane, to najważniejszą zmianą wcale nie będzie pojawienie się “myśliwców bez pilotów”. Znacznie ciekawsze będzie coś innego. Pilot F-22, F-35 czy przyszłego F-47 może przestać odpowiadać tylko za własny samolot i stać się dowódcą niewielkiej grupy maszyn. Jedna zabierze dodatkowe pociski, druga sensory, a kolejna poleci tam, gdzie wysyłanie człowieka będzie zwyczajnie zbyt ryzykowne.
Właśnie dlatego najważniejsze w październikowej próbie jest to, że pilot F-22 nie musiał Fury pilotować. Wystarczyło, że powiedział mu, co ma zrobić.
Źródła: Army Recognition, Air & Space Forces Magazine, The War Zone

