10 października 2026 roku Falcon 9 wystartował z bazy Sił Kosmicznych Vandenberg w Kalifornii, wynosząc 21 satelitów zbudowanych przez Northrop Grummana dla amerykańskiej Agencji Rozwoju Przestrzeni Kosmicznej, czyli SDA.
21 satelitów w jednym starcie, a będzie ich znacznie więcej
Wszystkie wyniesione satelity należą do Tranche 1 Transport Layer i są częścią znacznie większej inicjatywy, bo Proliferated Warfighter Space Architecture (PWSA). Po tym starcie liczba satelitów Tranche 1 znajdujących się na orbicie wzrosła do 84, a sam start miał zresztą odbyć się pięć dni wcześniej. 5 października Falcon 9 był już praktycznie gotowy do lotu, kiedy automatyka przerwała odliczanie zaledwie 58 sekund przed startem. SpaceX poinformowało później o nietypowych danych związanych z drugim stopniem rakiety. Kolejna próba zakończyła się już powodzeniem.
Czytaj też: Tak wygląda przyszłość lotnictwa wojskowego. Valkyrie wreszcie poleciała z europejskim mózgiem

Same satelity mają pracować na wysokości około 1000 km i poruszać się po orbicie z prędkością około 7 km/s, czyli 25200 km/h. Northrop Grumman zbudował łącznie 42 satelity tej konkretnej serii T1TL, więc po pierwszej grupie 21 maszyn do wyniesienia na orbitę pozostaje jeszcze druga. Firma ma przy tym zakontraktowanych około 150 satelitów różnych typów dla całej PWSA.
Te satelity nie polują na pociski tak, jak może się wydawać
Tutaj trzeba jednak zrobić ważne rozróżnienie, bo łatwo wyobrazić sobie nowych 21 satelitów jako orbitalne czujniki bezpośrednio wypatrujące pocisków balistycznych oraz hipersonicznych. Tyle że ich główne zadanie jest inne. Warstwa Transportowa (Transport Layer) zbudowana z satelitów ma być przede wszystkim kręgosłupem komunikacyjnym całej PWSA. Za globalne wykrywanie, ostrzeganie, śledzenie i wskazywanie zaawansowanych zagrożeń rakietowych, a w tym systemów hipersonicznych, odpowiadać będzie Warstwa Śledząca.
Czytaj też: Może wrócić albo uderzyć w samobójczym ataku. Dron Troublemaker jest wyjątkowy
Warstwa transportowa będzie więc sprawiać, żeby uzyskane informacje błyskawicznie ruszyły dalej – między satelitami, stanowiskami dowodzenia, samolotami, okrętami i jednostkami znajdującymi się na ziemi. Właśnie dlatego nazywanie tych 21 maszyn “satelitami polującymi na pociski” jest pewnym uproszczeniem. Nie są oczami całego systemu. Bardziej przypominają jego nerwy, które pozwalają oczom przekazać informację dalej.
Pisałem zresztą o drugim fragmencie tej układanki już przy planach wysłania na orbitę satelitów przeznaczonych do śledzenia pocisków hipersonicznych. Wtedy, na początku 2024 roku, była to przede wszystkim zapowiedź kolejnego elementu przyszłego systemu obronnego. Dzisiaj coraz więcej elementów tej architektury faktycznie znajduje się już nad naszymi głowami.
Link 16 w kosmosie, czyli satelita ma przekazać dane bezpośrednio wojsku
Transport Layer nie ma ograniczać się do komunikacji między samymi satelitami. Northrop Grumman potwierdza, że nowe maszyny mają rozszerzyć na przestrzeń kosmiczną Link 16, czyli bezpieczną, szybką i odporną na zakłócenia sieć wymiany danych taktycznych używaną przez USA, NATO oraz państwa sojusznicze. W praktyce informacje z orbity będą mogły trafiać szybko do samolotów, okrętów oraz sił lądowych.
Czytaj też: Legenda zimnej wojny uczy się latać sama. USA chcą więcej takich Black Hawków
Cała koncepcja robi się jeszcze ciekawsza, kiedy spojrzymy na skalę. SDA zakłada, że Warstwa Transportowa będzie docelowo liczyć od około 300 do ponad 500 satelitów rozmieszczonych na wysokościach od 750 do 1200 km. Przy pełnej konstelacji nad 99% lokalizacji na Ziemi ma być widoczny przynajmniej jeden satelita systemu, a nad 95% co najmniej dwa. Maszyny będą dodatkowo połączone optycznymi łączami międzysatelitarnymi, więc dane nie muszą za każdym razem wracać na Ziemię, żeby powędrować dalej.
Wojsko zaczyna budować satelity trochę tak, jak buduje się Starlinka
Northrop Grumman twierdzi, że zbudowanie i przetestowanie ostatniego satelity T1TL wymagało około 350 godzin. Firma przebudowała również linię produkcyjną w taki sposób, aby powstawał na niej nie jeden satelita, a nawet dwanaście jednocześnie. Kolejne generacje PWSA mają być wdrażane mniej więcej co dwa lata i zachowywać zgodność z poprzednimi, a to fundamentalnie inne podejście do wojskowego kosmosu. Pojedyncza maszyna nadal jest cenna, ale nie musi już stanowić elementu, którego utrata wycina ogromną część możliwości całego systemu. Przy setkach połączonych satelitów sieć może znosić awarie oraz utratę części węzłów znacznie lepiej.

Ma to szczególne znaczenie, bo wraz ze wzrostem znaczenia orbity rośnie również liczba sposobów na przeszkadzanie przeciwnikowi. Niedawno pisałem o tym przy chińskim Shenlongu, który zademonstrował bardzo interesujące operacje zbliżeniowe i najpewniej przechwytywanie własnego satelity. Z kolei amerykański program VICTUS pokazuje zainteresowanie Sił Kosmicznych USA możliwością szybkiego wysyłania satelitów w kierunku innych obiektów na orbicie.
W takim świecie odporność nie oznacza już wyłącznie zbudowania satelity, którego trudno zakłócić. Równie ważne staje się zaprojektowanie całej sieci tak, żeby brak kilku jej elementów nie oznaczał paraliżu.
Źródła: Space Development Agency, Northrop Grumman

