Ta sama rakieta na każdy cel? Firma Anduril chce po prostu wymieniać jej pierwszy stopień

Odkąd tanie drony zaczęły regularnie pojawiać się nad polami bitew, coraz częściej odnoszę wrażenie, że największym problemem obrony powietrznej przestaje być sama możliwość zestrzelenia celu. Trzeba zrobić to nie tylko skutecznie, ale możliwie najtaniej.
Ta sama rakieta na każdy cel? Firma Anduril chce po prostu wymieniać jej pierwszy stopień

Ten problem wraca regularnie i pisałem o nim niedawno przy nowym amerykańskim pocisku przeciwdronowym XRC, a wcześniej również przy planach wykorzystania polskich M28 Bryza do zwalczania dronów. W obu przypadkach wszystko sprowadzało się ostatecznie do ekonomii – odpowiedź musi być nie tylko skuteczna, ale też adekwatna do zagrożenia. Firma Anduril chce teraz pójść znacznie dalej, bo zamiast projektować kolejną rakietę do konkretnego zadania, proponuje zbudowanie całej rodziny na jednej wspólnej architekturze.

Steelfin nie jest jedną rakietą na wszystko i właśnie dlatego ma sens

Steelfin to rodzina dwustopniowych pocisków przechwytujących ziemia-powietrze. Pierwszy stopień stanowi booster z silnikiem rakietowym na paliwo stałe, a drugi to już właściwy interceptor, który pozostaje odpowiedzialny za końcową fazę lotu i zniszczenie celu. Wyjątkowość kryje się w tym, co dokładnie Anduril chce między poszczególnymi wariantami zmieniać.

Czytaj też: Legenda zimnej wojny uczy się latać sama. USA chcą więcej takich Black Hawków

Firma przewiduje boostery o średnicach około 25,4, 45,7 oraz 53,3 cm. Różnica jest więc ogromna i nie sprowadza się do kosmetycznego powiększenia silnika. Pierwszy stopień ma być dobierany zależnie od wymaganego zasięgu, prędkości, pułapu, sposobu wystrzelenia oraz liczby pocisków, które trzeba zmieścić w wyrzutni. Anduril deklaruje przy tym osiągi rozciągające się od prędkości naddźwiękowych aż po hipersoniczne, więc różnice są przeogromne.

Drugi stopień pocisków Steelfin również nie pozostaje identyczny w każdej konfiguracji. Wspólne mają być jego podstawowa konstrukcja, awionika, oprogramowanie, system sterowania oraz interfejsy, ale otwarta architektura pozwoli integrować inne głowice naprowadzające, sensory i wyposażenie misyjne. Firma bierze więc pewien rdzeń rakiety i dobiera do niego elementy odpowiednie do zadania, a twierdzi przy tym, że nie istnieje pojedynczy interceptor zdolny sensownie zwalczać każde zagrożenie. Steelfin nie jest więc “jedną rakietą na wszystko”. Jest pomysłem na to, żeby różnych rakiet nie projektować za każdym razem praktycznie od początku.

Od Shaheda do THAAD. Czy to w ogóle możliwe?

Skala deklarowanych możliwości robi się interesująca dopiero wtedy, gdy spojrzymy na cele, przeciwko którym Steelfin ma być wykorzystywany. Anduril wymienia samoloty, drony, pociski manewrujące, rakiety balistyczne i broń hipersoniczną. Innymi słowy, na jednym końcu mamy relatywnie taniego drona uderzeniowego pokroju Shaheda, a na drugim zagrożenia, do których zwalczania powstały jedne z najbardziej zaawansowanych systemów przeciwrakietowych świata.

Czytaj też: Tak wygląda przyszłość lotnictwa wojskowego. Valkyrie wreszcie poleciała z europejskim mózgiem

Duńska marynarka przetestowała SM-2, przeciwlotniczy pocisk, ochrony przeciwlotniczej państwa
Pocisk SM-2

Firma idzie z deklaracjami jeszcze dalej. Według przedstawiciela Andurila konfiguracja przeznaczona do zadań klasy PAC-3 miałaby wykonywać około 80 procent takich misji za mniej niż połowę kosztu, a wariant z niższej części rodziny zapewniać ponad 80 procent możliwości SM-2 za około jedną trzecią ceny. Najbardziej zaawansowana odmiana Steelfin ma z kolei realizować pełny zakres misji systemu THAAD za “ułamek kosztu”.

Amerykański pocisk PAC-3 dla THAAD
Amerykański pocisk PAC-3 dla THAAD

Brzmi to wręcz za dobrze. THAAD, PAC-3 i SM-2 nie są trzema rozmiarami tego samego pocisku, bo te systemu powstały z myślą o różnych warstwach obrony, innych profilach przechwycenia i odmiennych zagrożeniach. Dlatego właśnie sama możliwość zbudowania kilku rakiet wokół podobnej architektury nie oznacza jeszcze, że każda z nich dorówna wyspecjalizowanemu uzbrojeniu rozwijanemu od dziesięcioleci.

Prawdziwa przewaga Steelfin może znajdować się w fabryce

Klasyczne programy rakietowe wymagają własnych podzespołów, dostawców, oprzyrządowania i procesów produkcyjnych. Jeśli nagle konkretnego typu pocisku potrzeba znacznie więcej, nie wystarczy powiedzieć fabryce, żeby od jutra produkowała go dwa razy szybciej. Wąskim gardłem może okazać się konkretny silnik, głowica naprowadzająca albo nawet wyspecjalizowane stanowisko produkcyjne.

Czytaj też: Może wrócić albo uderzyć w samobójczym ataku. Dron Troublemaker jest wyjątkowy

Anduril chce, aby różne Steelfiny powstawały na wspólnym zapleczu, a do tego z wykorzystaniem tych samych linii, narzędzi i znacznej części komponentów. Firma zakłada produkcję rzędu kilku tysięcy pocisków różnych konfiguracji rocznie i możliwość przesuwania mocy w stronę wariantu, którego akurat najbardziej potrzebuje wojsko. Nie oznacza to oczywiście, że Anduril już dziś może dostarczać tysiące Steelfinów, ale kierunek jest jednak ciekawy. Szczególnie jeśli zestawimy go ze zmianami zachodzącymi w całej obronie powietrznej. Przy europejskiej koncepcji SkyDefender zwracałem uwagę, że współczesna “tarcza” nie jest już jednym systemem uzbrojenia, lecz siecią radarów, systemów dowodzenia oraz różnych efektorów. Steelfin próbuje wprowadzić podobną elastyczność poziom niżej – do samych pocisków i sposobu ich produkcji.

Źródła: Anduril, Aviation Week

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy, książki Powrót do Korzeni oraz gry wideo DIGSITE ZERO.