Trzynaście hektarów to 130000 metrów kwadratowych. Jest to powierzchnia odpowiadająca kwadratowi o boku około 360 metrów. Jak na możliwości pojedynczego pocisku balistycznego jest to wręcz absurdalnie dużo, ale w tym przypadku nie chodzi o siłę jednego wybuchu. Taki obszar można bowiem razić za pomocą doskonale znanej światu głowicy kasetowej, która zamiast jednego dużego ładunku rozrzuca nad celem dziesiątki lub nawet setki mniejszych podpocisków. Jest tylko jeden problem – sama powierzchnia rażenia nie mówi nam jeszcze, jak skuteczna jest taka broń.
Korea Północna przetestowała głowicę, która ma zasypywać cele podpociskami
Podczas próby pocisk został wystrzelony z rejonu Jeongju w kierunku Morza Żółtego, a według południowokoreańskich informacji pokonał dystans poniżej 100 kilometrów, lecąc na stosunkowo niewielkiej wysokości. Nie został jednak ujawniony dokładny model wykorzystanej rakiety ani jej szczegółowe parametry. Nie wiemy więc, czy mamy do czynienia z kolejnym wariantem znanej już konstrukcji, czy z innym nośnikiem dostosowanym do przenoszenia nowej głowicy, ale najważniejszy jest tutaj akurat sposób działania samego uzbrojenia.
Czytaj też: Druga młodość Javelina. Wydadzą setki milionów na przeciwpancerną broń przyszłości

Głowica kasetowa działa tak, że otwiera się podczas lotu i rozrzuca podpociski nad wybranym obszarem, przez co pojedynczy pocisk może zagrozić wielu rozproszonym celom jednocześnie. Szczególnie narażone są skupiska żołnierzy, stanowiska artyleryjskie, nieopancerzone pojazdy czy infrastruktura lotniskowa. Wiąże się to z tym, że zamiast precyzyjnie trafiać w każdy obiekt z osobna, można spróbować razić całą przestrzeń, na której się znajdują.

Nie oznacza to jednak, że wszystko w promieniu kilkuset metrów zostanie automatycznie zniszczone. Skuteczność zależy od liczby podpocisków, ich wielkości, sposobu rozrzutu, niezawodności i odporności celów. Im większy jest obszar pokrycia przy niezmienionej liczbie ładunków, tym mniejsze może być ich zagęszczenie. Dla porównania amerykański ATACMS Block I z głowicą kasetową o masie około 500 kilogramów ma oddziaływać na obszar mniej więcej 3,3 hektara.
Pjongjang szykuje już cztery rodzaje głowic kasetowych
W kwietniu pisałem o północnokoreańskich próbach głowic kasetowych oraz uzbrojenia przeznaczonego do paraliżowania infrastruktury. Wówczas testowany pocisk Hwasong-11Ka z głowicą kasetową miał razić powierzchnię 6,5-7 hektarów. Jeszcze w tym samym miesiącu pięć pocisków Hwasong-11 Ra wyposażonych w głowice kasetowe oraz minujące miało pokryć obszar około 13 hektarów.
Czytaj też: Jedna torpeda posłała fregatę na dno. Grecja pokazała swoją nową broń

Północnokoreańska Administracja Rakietowa chce zaś do końca 2026 roku udostępnić swoim jednostkom wojskowym cztery rodzaje głowic kasetowych, które obejmą warianty standardowe i specjalnego przeznaczenia. Nadal nie została zdradzona ich szczegółowa konstrukcja ani możliwości, ale sam zamiar rozwijania całej rodziny takiego uzbrojenia sugeruje, że Korea Północna chce dostosowywać głowice do charakterystyki poszczególnych celów.
Dlaczego Korea Północna tak mocno inwestuje w amunicję kasetową?
Patrząc na to uzbrojenie z perspektywy potencjalnego konfliktu na Półwyspie Koreańskim, trudno nie zauważyć jednej rzeczy. Korea Północna nie dysponuje lotnictwem zdolnym do równorzędnej walki z siłami Korei Południowej i Stanów Zjednoczonych. Dlatego też rozwijanie konwencjonalnych pocisków balistycznych pozwala jej przejmować część zadań tradycyjnie wykonywanych przez samoloty bojowe. Chodzi między innymi o atakowanie baz lotniczych, zaplecza logistycznego oraz rejonów koncentracji wojsk, w czym amunicja kasetowa sprawdza się bardzo dobrze.

Jednocześnie taka broń ma wyjątkowo niebezpieczną cechę – część rozsianych podpocisków może nie eksplodować podczas upadku i pozostawać zagrożeniem dla ludności cywilnej przez wiele lat. Właśnie między innymi dlatego ten rodzaj uzbrojenia został objęty międzynarodową konwencją zakazującą jej używania, produkcji i przekazywania. Jednak ani Korea Północna, ani Południowa nie są jej stronami.
Czytaj też: Niemcy wreszcie naprawili swoją 7200-tonową kompromitację
Najnowszy test traktowałbym więc przede wszystkim jako kolejny etap budowania arsenału, który ma pozwolić Korei Północnej atakować większe obszary bez angażowania lotnictwa. Pociski balistyczne i manewrujące mają w tym scenariuszu dostarczać nad cel różne rodzaje głowic, a to wszystko zależnie od charakteru ataku. Największe znaczenie będzie więc miała nie liczba hektarów podawana przy kolejnych próbach, ale to, ile takich pocisków północnokoreański przemysł rzeczywiście zdoła wyprodukować, rozmieścić i skutecznie wykorzystać.
Źródła: Defence Blog, Reuters, 38 North

