Po co budować okręt podwodny, który tuż przed przeprowadzeniem ataku musi zdradzić swoją pozycję? Przecież współczesne jednostki tego typu od dekad rozwija się właśnie po to, aby jak najdłużej pozostawały niewykryte, a pociski mogły wystrzeliwać nawet z głębokiego zanurzenia. Chińczycy najwyraźniej uznali jednak, że warto wrócić do koncepcji, od której największe marynarki wojenne dawno już odeszły. Co więcej, postanowili połączyć ją z trójkadłubową konstrukcją, która na pierwszy rzut oka zupełnie nie pasuje do okrętu podwodnego. Najdziwniejsze jest jednak to, że im więcej dowiadujemy się o tym projekcie, tym więcej sensu zaczyna mieć taka decyzja.
Chiński trimaran skrywa znacznie więcej, niż sugerują jego trzy kadłuby
Jak wynika z najnowszej analizy H.I. Suttona opublikowanej przez Naval News, około 65-metrowa jednostka została przetransportowana z południa Chin na północ, gdzie obecnie ma przechodzić próby w rejonie Huludao nad Morzem Bohai. Wcześniej, bo 12 maja 2026 roku, została ona uchwycona na zdjęciach satelitarnych w porcie Dalian. Najważniejsze pozostaje jednak to, co udało się ustalić na temat jej konstrukcji, a przede wszystkim docelowego uzbrojenia.
Czytaj też: Druga młodość Javelina. Wydadzą setki milionów na przeciwpancerną broń przyszłości

Wedle dotychczasowych analiz w centralnym kadłubie mają znajdować się dwa duże przedziały mieszczące wyrzutnie rakietowe przechowywane poziomo. Można z dużą pewnością wskazać co najmniej osiem wyrzutni, ale jeśli oba przedziały są identyczne, to ich łączna liczba może sięgać 16-18. Sam sposób przechowywania pocisków zdradza zresztą wiele na temat potencjalnego zastosowania jednostki. Aby przeprowadzić ostrzał, musi ona najpewniej wynurzyć się, otworzyć przedziały i podnieść wyrzutnie do pozycji pionowej.
Tutaj właśnie trzy kadłuby zaczynają mieć sens. Dwa dodatkowe, stosunkowo niewielkie kadłuby umieszczone przy rufie mogą zapewniać stabilność podczas podnoszenia ciężkich wyrzutni i odpalania pocisków. Z drugiej strony taka konstrukcja komplikuje hydrodynamikę podczas pływania pod wodą, co sugeruje, że Chińczycy nie próbują stworzyć kolejnego klasycznego okrętu podwodnego. Bardziej pasuje tutaj określenie “okręt zanurzalny”, którego zadaniem jest wykorzystanie wody do ukrywania się, a niekoniecznie prowadzenia długotrwałych operacji na dużych głębokościach.
Czytaj też: Niemcy wreszcie naprawili swoją 7200-tonową kompromitację
Jednostka ma również charakterystyczne chrapy, czyli urządzenie pozwalające silnikom wysokoprężnym pracować podczas płytkiego zanurzenia. Z kolei dodatkowe kadłuby zostały wyposażone w osłonięte pędniki, które potencjalnie mogą korzystać z napędu elektrycznego. Idąc dalej, Dr Rachel Pawling oszacowała wyporność jednostki w zanurzeniu na około 900 ton, zwracając przy tym uwagę na ogromną ilość przestrzeni zajmowanej przez uzbrojenie. Właśnie dlatego uznaje się, że okręt może być bezzałogowy, a odkryte stanowisko nawigacyjne służyłoby wyłącznie do manewrowania w porcie.
Chiny mogą wrócić do pomysłu sprzed dekad. Tym razem z pociskami hipersonicznymi
Sam pomysł wynurzania się przed odpaleniem pocisków nie jest niczym nowym. Radzieckie okręty podwodne projektu 651, znane jako Juliett, również musiały wypłynąć na powierzchnię, aby wystrzelić swoje cztery pociski przeciwokrętowe. Współczesne konstrukcje pozwalają robić to bez wynurzania, więc dlaczego Chińczycy mieliby świadomie rezygnować z tak ogromnej przewagi?

Odpowiedź może kryć się w roli, jaką miałaby odgrywać nowa jednostka. Zamiast samodzielnie poszukiwać przeciwnika, mogłaby otrzymywać dane o celach z satelitów, samolotów lub innych okrętów, a następnie przeprowadzać zmasowany atak z odległości setek kilometrów. Potencjalnym uzbrojeniem są hipersoniczne pociski przeciwokrętowe YJ-20, których zasięg szacuje się na około 1000-1500 km. Nie wiemy jednak, czy zostaną zintegrowane z tą konstrukcją, a już samo wykorzystanie takiej broni wymagałoby niezawodnego dostarczania aktualnych danych o położeniu ruchomych celów.
Podobne możliwości chińskich konwencjonalnych okrętów podwodnych opisywałem już przy okazji pocisków YJ-19. Te zresztą pokazują, jak wiele może zmienić nowoczesne uzbrojenie dalekiego zasięgu. Nowy trimaran podąża jednak inną drogą, bo zamiast maksymalizować możliwości wielozadaniowej jednostki, może być po prostu wyspecjalizowaną, mobilną wyrzutnią. Nie zmienia to faktu, że największą słabością całego projektu pozostaje konieczność wynurzenia. Wystawienie się na działanie radarów, otwarcie przedziałów i przygotowanie kilkunastu pocisków do startu oznacza ryzyko wykrycia oraz kontrataku.
Czytaj też: Jedna torpeda posłała fregatę na dno. Grecja pokazała swoją nową broń
Uważam więc, że największym osiągnięciem Chińczyków wcale nie musi być stworzenie okrętu z trzema kadłubami i kilkunastoma wyrzutniami. Znacznie ciekawsze będzie udowodnienie, że taka platforma potrafi skutecznie współpracować z rozproszoną siecią rozpoznania i przeprowadzić atak, zanim przeciwnik zdąży odpowiedzieć. Jeśli to się uda, chińska marynarka może zyskać nowy sposób prowadzenia uderzeń dalekiego zasięgu. Jeśli nie, otrzymamy bardzo skomplikowany okręt, który poświęca jedną z największych zalet jednostek podwodnych, czyli możliwość atakowania bez zdradzania swojej pozycji.
Źródła: Naval News, Janes, GlobalSecurity

