W przerażeniu otwierali groby, a ich strach tylko rósł, czyli geneza wampirów

Wampiry są jednymi z najbardziej “przeprojektowanych” potworów w historii. Dzisiaj kojarzą nam się z bladym arystokratą, zamkiem gdzieś w Rumunii, kłami, krwią, nadludzką siłą oraz obowiązkowym uczuleniem na światło słoneczne i wrodzoną niechęcią do pieczonych ziemniaczków z dodatkiem czosnku. Zależnie od tego, po jaką książkę, film czy grę sięgniemy, mogą być odrażającymi bestiami, uwodzicielskimi nieśmiertelnymi albo wręcz romantycznymi bohaterami, których największym problemem nie jest mordowanie ludzi, tylko skomplikowane życie uczuciowe.
Grafika poglądowa wygenerowana przez AI

Grafika poglądowa wygenerowana przez AI

Grając w The Blood of Dawnwalker, zacząłem jednak zastanawiać się nad czymś znacznie ciekawszym. Rebel Wolves wrzuciło swoje wrakiry, czyli po prostu wariację klasycznych wampirów, do XIV-wiecznej kotliny gdzieś w Karpatach, zmieszało historię Europy Środkowo-Wschodniej z folklorem i pozwoliło tym stworzeniom zrobić coś, czego historyczni chłopi bali się najbardziej – wyjść z ukrycia i zacząć wpływać na świat żywych. Tyle że im głębiej zacząłem grzebać w prawdziwej historii wampirów, tym bardziej docierało do mnie, że najbardziej znany wampir świata, a więc Dracula, jest właściwie późnym dodatkiem do znacznie starszej i zdecydowanie mniej romantycznej historii.

Artykuł w wersji wideo

Dracula nie stworzył wampira

Gdyby zrobić prostą sondę i zapytać przypadkowe osoby, od czego zaczęła się historia wampirów, to Wład Palownik i Dracula najpewniej zgarnęliby większość odpowiedzi. Problem w tym, że do średniowiecznego wołoskiego hospodara dojdziemy dopiero pod sam koniec tej historii, a do powieści Brama Stokera jeszcze później.

Czytaj też: Student Games Festival 2026 oczami twórcy gry. Czy naprawdę warto jeździć na takie wydarzenia?

Motywy istot żywiących się krwią albo energią życiową znajdziemy w różnych kulturach znacznie wcześniej. W przypadku wampira, którego znamy z Europy, szczególnie istotny jest folklor słowiański. Już źródła dotyczące średniowiecznej Słowiańszczyzny mówią o upirach oraz pokrewnych istotach, a samo słowo rozeszło się później po Europie w różnych odmianach. Polski “upiór”, czeski i słowacki “upír”, serbski “vampir” czy kolejne regionalne warianty nie są przypadkowym podobieństwem. Etymologia nie jest do dziś całkowicie rozstrzygnięta, ale językowy rdzeń wampira jest silnie związany ze światem słowiańskim.

Co ważniejsze, dawny upiór wcale nie przypominał Brada Pitta w płaszczu. W polskiej tradycji mógł być dosłownie “żywym trupem”, który nocą opuszcza grób, wraca do bliskich, przynosi choroby, szkodzi ludziom albo wysysa z nich krew. Granice między upiorem, strzygą, strzygoniem czy wieszczym były przy tym płynne i zależały od miejsca oraz okresu. To nie był więc jeden konkretny potwór rodem z bestiariusza wiedźmińskiego z jasno rozpisanymi odpornościami oraz słabościami. Była to cała rodzina wierzeń próbujących odpowiedzieć na jedno wyjątkowo nieprzyjemne pytanie, bo co, jeśli śmierć człowieka wcale nie oznacza końca problemów z tym człowiekiem?

Prawdziwy wampir bardziej przypominał zwłoki niż arystokratę

Największe zderzenie z popkulturą następuje jednak wtedy, kiedy zajrzymy do opisów ludzi, których naprawdę uznawano za wampiry. Nie znajdziemy tam przesadnie bladej skóry, idealnej fryzury i dwóch estetycznych dziurek na szyi. Znajdziemy za to spuchnięte zwłoki, krew w okolicy ust, zmiany wyglądu skóry oraz paznokci i ludzi przekonanych, że martwy sąsiad właśnie zaczął zabijać resztę wioski.

Jednymi z najsłynniejszych przypadków są Petar Blagojević oraz Arnold Paole z terenów dzisiejszej Serbii. W pierwszej połowie XVIII wieku historie o rzekomych powrotach zmarłych doprowadziły nawet do oficjalnych dochodzeń administracji habsburskiej. Szczególnie głośny raport “Visum et Repertum” z 1732 roku opisywał przypadek Paolego oraz ekshumowane ciała uznawane za podejrzanie dobrze zachowane. Wieści rozeszły się po Europie i to właśnie wtedy “wampir” zaczął robić prawdziwą międzynarodową karierę. Dziś najciekawsza jest jednak nie sama opowieść o wracających z grobu potworach, tylko to, dlaczego ludzie mogli uznać ją za wiarygodną.

Czytaj też: Recenzja Valor Mortis. Polacy zrobili soulsy, których FromSoftware nie zrobiło

Proces rozkładu zwłok nie wygląda tak, jak mogłoby się wydawać osobie bez żadnej wiedzy medycznej. Gazy mogą powodować puchnięcie ciała. Płyny mogą pojawić się w okolicach ust i nosa. Cofające się tkanki sprawiają wrażenie, jakby paznokcie czy włosy nadal rosły. Po przebiciu ciała może uwolnić się gaz albo płyn, co dla człowieka sprzed kilkuset lat mogło wyglądać jak reakcja “zabijanego” po raz drugi trupa.

Paul Barber, analizując historyczne relacje z punktu widzenia procesów pośmiertnych, pokazywał właśnie, jak naturalny rozkład mógł dostarczać kolejnych “dowodów” potwierdzających wcześniejsze podejrzenia.

Działał tutaj też paskudny mechanizm epidemii. Umiera pierwsza osoba. Potem druga. Potem następna. Nikt nie wie o bakteriach, wirusach ani drogach transmisji chorób, ale wszyscy wiedzą, kto umarł pierwszy. W niektórych wierzeniach właśnie taka osoba mogła zostać uznana za źródło nieszczęścia i kogoś, kto po śmierci zabiera kolejnych ludzi ze sobą. Wtedy właśnie “wampir” przestawał wyglądać jak wymysł ludzi, którym nudziło się wieczorami. Stawał się prymitywnym, ale z ich perspektywy całkiem logicznym modelem tłumaczącym świat.

Sierp przy gardle zmarłego. Tak w Polsce próbowano powstrzymać ich powrót

Najbardziej działa na wyobraźnię to, że nie musimy wcale jechać do Transylwanii i szukać ruin zamku Draculi. Ślady takich wierzeń mamy pod nosem. Na XVII- i XVIII-wiecznym cmentarzysku w Drawsku w Wielkopolsce, oznaczonym przez archeologów jako stanowisko Drawsko 1, archeolodzy odkryli pochówki, w których przy ciałach zostały umieszczone sierpy. W pięciu przypadkach znajdowały się one przy gardle albo brzuchu. Jedna z interpretacji tego ułożenia jest wyjątkowo obrazowa, bo mówi ona, że gdyby tylko zmarły próbował się podnieść, to ostrze miało go przed tym powstrzymać. 

Drawsko 1

Jeszcze ciekawszy przykład dostaliśmy niedawno z miejscowości Pień. W 2022 roku odkryto tam XVII-wieczny pochówek młodej kobiety, a opublikowane w 2026 roku szczegółowe badania tylko uczyniły całą historię bardziej fascynującą. Na szyi zmarłej znajdował się duży żelazny sierp skierowany ostrzem w stronę gardła, a na palcu stopy została umieszczona zamknięta kłódka. Badacze zinterpretowali te elementy jako praktyki ochronne, które miały uniemożliwić zmarłej powrót lub szkodzenie żywym.

Drawsko 1

Tu jednak pojawia się szczegół, który wręcz uwielbiam, bo kompletnie rozwala prostą historię o “dziwaczce wyrzuconej poza społeczeństwo”, której bali się wszyscy wokół. Kobieta najpewniej miała wysoki status społeczny, na co wskazują zachowane elementy kosztownego stroju. Nie wiemy natomiast, dlaczego ktoś się jej bał. Badacze sugerują, że podobne praktyki mogły wynikać z przypisywania zmarłym odpowiedzialności za choroby, głód czy inne nieszczęścia, a wszystkie te “dodatki w grobach” nosiły znamiona praktyk antydemonicznych. Do tej pory nie wykopaliśmy bowiem żadnego dowodu na istnienie wampira, ale znamy już wiele dowodów na istnienie ludzi, którzy do tego stopnia bali się powrotu zmarłego, że postanawiali fizycznie zabezpieczyć jego ciało.

Literatura zrobiła wampirowi najlepszy rebranding w historii

Gdyby popkultura pozostała przy spuchniętym trupie wychodzącym z wiejskiego grobu, to taki Robert Pattinson miałby zapewne zupełnie inną karierę. Wampir jakiego znamy potrzebował jeszcze jednej wielkiej transformacji i dokonała jej literatura.

W 1819 roku John Polidori opublikował “The Vampyre”, którego Lord Ruthven był już kimś zupełnie innym. Arystokrata, człowiek obracający się w wyższych sferach, tajemniczy, niebezpieczny, a przy tym fascynujący. British Library zwraca uwagę, że to właśnie opowiadanie Polidoriego na długo przed “Draculą” uczyniło wampira ważną postacią anglojęzycznej literatury. Później przyszła m.in. “Carmilla” Sheridana Le Fanu, aż wreszcie w 1897 roku Bram Stoker wypuścił potwora, który połknął właściwie wszystkich poprzedników.

Tutaj warto rozprawić się z kolejnym skrótem. Wład III Palownik nie jest po prostu “prawdziwym Draculą”, którego Stoker przepisał do powieści i dorzucił mu kły. Badania nad źródłami Stokera wskazują, że jego wiedza w tej kwestii była ograniczona, a najważniejszym zapożyczeniem było przede wszystkim samo imię Dracula oraz garść historycznego tła. Cała reszta hrabiego jest literacką konstrukcją zbudowaną z wielu inspiracji i wcześniejszego folkloru. Dracula nie stworzył więc postaci wampira jako takiego, ale zrobił mu globalny marketing.

Nawet słońce zaczęło zabijać wampiry dopiero później

Jest to chyba mój ulubiony element całej historii, bo pokazuje, jak bardzo “odwieczne zasady wampira” są tak naprawdę dziełem popkultury. Dziś bowiem wystarczy powiedzieć “wampir” i praktycznie automatycznie myślimy o śmiercionośnym świetle słonecznym. W The Blood of Dawnwalker jest to wręcz jeden z fundamentów świata – typowe wrakiry nie mogą normalnie funkcjonować za dnia, podczas gdy Coen jako Wędrowiec zachowuje wtedy ludzką postać. Pisałem zresztą w recenzji Dawnwalkera, że ten dualizm jest jednym z podstawowych elementów całej gry.

Tyle że Dracula Stokera nie rozpadał się od pierwszego promienia słońca. Kultową wizję wampira ginącego wraz ze wschodem przyniósł dopiero film “Nosferatu” z 1922 roku. W nim hrabia Orlok zostaje przy swojej ofierze zbyt długo i ginie, gdy do pomieszczenia wpada światło dnia. Motyw był na tyle dobry wizualnie i narracyjnie, że sto lat później traktujemy go właściwie jak pradawną zasadę wampiryzmu.

Jest to zresztą świetny przykład ewolucji potwora. Folklor nie stworzył bowiem jednego kompletnego “zestawu zasad”. Każde kolejne medium coś dopisywało, usuwało albo wzmacniało, aż wreszcie dostaliśmy produkt finalny, którego elementy wydają się nam nierozłączne. Kły. Krew. Srebro. Kołek. Słońce. Zamek. Arystokrata. Wszystko fajnie, ale te puzzle powstały w różnych miejscach i różnych czasach.

Dawnwalker robi dokładnie to samo, co ludzie robili z wampirami od setek lat

Po tym całym researchu patrzę na The Blood of Dawnwalker trochę inaczej. Rebel Wolves nie “odtworzyło bowiem prawdziwych wampirów”, bo ich prawdziwy, jeden wzorzec nigdy nie istniał. Studio zrobiło dokładnie to, co przez wieki robili opowiadacze historii – wzięło elementy starszego folkloru, trochę utrwalonej popkultury i dołożyło własne zasady do czegoś, co jest popkulturowym zlepkiem wampiryzmu, którego geneza nijak ma się do współczesnej wizji.

Czytaj też: 11 bit studios zmieniło sposób robienia gier. “Nie zaakceptujemy projektu na 150 osób”

W rezultacie Brencis może być starożytnym, wyrafinowanym władcą pamiętającym Imperium Rzymskie, a jednocześnie świat gry może wykorzystywać motywy srebra, krwi, słonecznej słabości i strachu przed nadnaturalnym. Coen jest z kolei następnym krokiem tej ewolucji, bo hybrydą człowieka i wampira, która istnieje przede wszystkim dlatego, że twórcy potrzebowali bohatera funkcjonującego w obu częściach doby. Jest zresztą pierwszym wampirem, na widok którego nie przewracam od razu oczami.

Po ograniu w Dawnwalkera znacznie bardziej doceniam, że wampir nie jest potworem o zamkniętym kanonie. Aktualnie jest to już typowy kulturowy patchwork, do którego kolejne pokolenia dopisują własne reguły i wrakiry stały się jednym z takich dodatków.

Najstraszniejsza część historii wampirów

Po przejrzeniu tych wszystkich opisów można więc odpowiedzieć na pytanie “skąd wzięły się wampiry?”, ale odpowiedź nie jest ani prosta, ani szczególnie fascynująca. Nie było jednego Draculi, jednego wydarzenia czy jednej wioski, w której ktoś wymyślił potwora pijącego krew.

Był za to strach.

Strach przed śmiercią, której ludzkość jeszcze dobrze nie rozumiała. Strach przed naturalnym  rozkładem zwłok, który wyglądał jak oznaka życia. Strach przed epidemią zabijającą rodzinę po rodzinie. Strach przed człowiekiem, który po śmierci mógł stać się wygodnym wyjaśnieniem kolejnego nieszczęścia. Na te lęki nakładały się lokalne wierzenia, religia i historie przekazywane z pokolenia na pokolenie, a potem literatura i kino przerobiły to wszystko na jednego z najbardziej rozpoznawalnych potworów w dziejach.

W tym właśnie sensie wampiry były jak najbardziej prawdziwe. Nie jako nieśmiertelni ludzie wychodzący nocą z grobów i pijący krew. Były prawdziwe jako przekonanie wystarczająco silne, by ludzie odkopywali ciała, przebijali je, odcinali głowy, układali sierpy na gardłach i zamykali kłódki przy zwłokach. Dopiero wiedza, która niezmiennie jest potęgą, zmieniła ten stan rzeczy.

Źródła: Rebel Wolves/Unreal Engine – historyczne i folklorystyczne inspiracje Dawnwalkera, Journal of Archaeological Science: Reports – pochówek z Pień, PLOS ONE – praktyki antywampiryczne w Drawsku, Antiquity – pochówki z sierpami w Drawsku, Słownik polskiej bajki ludowej UMK – upiór, JAMA – folklor wampiryczny a procesy pośmiertne, British Library – Dracula i wcześniejsza literatura wampiryczna, Cambridge University Press – Dracula Brama Stokera, BFI – Nosferatu

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy, książki Powrót do Korzeni oraz gry wideo DIGSITE ZERO.