Honda wróciła do rowerów w wyjątkowy sposób. Karbonowy e-MTB ma być pomostem do motocykli

Honda zdobyła Puchar Świata w downhillu na rowerze, którego zwykły klient nigdy nie mógł kupić. Miało to miejsce w 2005 roku, kiedy to Greg Minnaar wywalczył klasyfikację generalną właśnie na Hondzie RN01, czyli konstrukcji stworzonej przez producenta motocykli, który potraktował kolarstwo górskie jak kolejne wyzwanie inżynieryjne. Japończycy ostatecznie porzucili projekt, ale po dwóch dekadach postanowili wrócić do rowerowego świata. Tym razem już nie tylko po sportowe sukcesy, a dla mnie najciekawsze jest to, że Honda nie próbuje tutaj walczyć wyłącznie na moc silnika czy pojemność akumulatora, a na zupełnie inne podejście do samej konstrukcji.
Honda wróciła do rowerów w wyjątkowy sposób. Karbonowy e-MTB ma być pomostem do motocykli

Nowa Honda RN0, którą producent zaprezentował podczas targów EICMA 2026, jest tym razem pełnoprawnym elektrycznym rowerem górskim, który to został opracowany wspólnie z niemiecką firmą ROTWILD. Japończycy chcieli w tym modelu połączyć doświadczenie zdobyte przy projektowaniu motocykli z nowoczesnymi technologiami e-MTB, a przy okazji zainteresować rowerami klientów swoich salonów motocyklowych.

Honda RN0 czerpie z motocykli więcej, niż sugeruje wygląd

Najbardziej charakterystycznym elementem RN0 jest karbonowa rama samonośna (monokok), która jest połączona z nietypowym wahaczem typu gull-arm. Innymi słowy, zamiast tradycyjnego układu rur Honda postawiła na rozbudowaną strukturę nośną, której projekt nawiązuje do motocyklowego podejścia do sztywności podwozia. Producent twierdzi, że rama ma zachowywać wysoką sztywność podczas jazdy na wprost, a jednocześnie kontrolowanie odkształcać się w zakrętach, poprawiając tym samym kontakt opon z nawierzchnią.

Czytaj też: Ten składany elektryczny rower z karbonu ma dziwny sekret

Tyle że wysoka sztywność nie zawsze jest zaletą, a odpowiednia elastyczność ramy w rowerze górskim ma znacznie więcej wspólnego z zachowaniem całej konstrukcji niż z samym materiałem. Pierwsze niezależne jazdy przeprowadzone przez E-MOUNTAINBIKE wykazały zresztą, że RN0 rzeczywiście prowadzi się zwinnie i ma dobrze zestrojone zawieszenie, ale dziennikarze nie odczuli niczego szczególnie niezwykłego w deklarowanej elastyczności ramy.

Honda nie oszczędzała jednocześnie na samych podzespołach. Przedni widelec FOX 36 FLOAT Factory Kashima oferuje 160 mm skoku, a tylny amortyzator FOX FLOAT X Factory obsługuje 145 mm. Dochodzą do tego koła DT Swiss H1900 SPLINE w konfiguracji mullet, a więc 29 cali z przodu i 27,5 cala z tyłu, opony Schwalbe Albert EVO Trail oraz czterotłoczkowe hamulce Shimano Deore XT. Całość powstała z myślą o jeździe all-mountain, a więc od wymagających podjazdów po techniczne zjazdy, a klienci wybiorą spośród trzech rozmiarów ramy: S, M i L.

Czytaj też: Koniec z cięciem kierownic w rowerach. Niemcy znaleźli znacznie lepszy sposób

Całe to wyposażenie uzupełnia 2,2-calowy kolorowy wyświetlacz wbudowany w górną rurę, port USB-C do ładowania urządzeń oraz aplikacja Shimano, która umożliwia konfigurację wspomagania i elektroniczne blokowanie systemu roweru. Z kolei masa około 24 kg pokazuje, że karbonowy monokok wcale nie uczynił z RN0 wyjątkowo lekkiego roweru. Trudno wprawdzie mówić o przesadzie w klasie pełnowymiarowych e-MTB, ale jeśli ktoś oczekiwał technologicznego popisu Hondy również pod względem odchudzania konstrukcji, to może się rozczarować.

100 Nm i automatyczna zmiana biegów. Czy Honda RN0 ma czym imponować?

Za wspomaganie odpowiada nowy silnik Shimano o masie 2,3 kg, maksymalnym momencie obrotowym 100 Nm i mocy szczytowej rzędu 750 W. Energię magazynuje akumulator o pojemności 720 Wh. Brzmi to wprawdzie imponująco, ale nie tak dawno pisałem już o e-MTB Gianta, który otrzymał nawet 120 Nm i zaawansowaną kontrolę trakcji, więc sama moc Hondy nie jest niczym nadzwyczajnym. Znacznie ciekawsze wydaje mi się zresztą to, jak Shimano próbuje ją wykorzystać.

System AUTO ASSIST automatycznie dostosowuje wspomaganie do nachylenia terenu i wysiłku rowerzysty, AUTO SHIFT samodzielnie dobiera przełożenia, a Assist Carryover pozwala silnikowi krótko podtrzymać napęd po zaprzestaniu pedałowania. Ostatnia funkcja może okazać się szczególnie przydatna podczas pokonywania przeszkód, kiedy to chwilowe zatrzymanie ruchu korbami nie powinno oznaczać natychmiastowej utraty wspomagania.

Czytaj też: Rama roweru waży mniej niż 700 gramów. Hiszpanie pokazali, jak absurdalny stał się wyścig o lekkość

Pierwsze testy pokazały jednak pewne problemy. Dziennikarze BikeRadar i E-MOUNTAINBIKE zwrócili uwagę na hałas generowany przez konstrukcję, gwałtowne oddawanie mocy w najmocniejszym trybie oraz niedoskonałości automatycznej zmiany biegów na technicznych podjazdach. Co ważne, testowali przedprodukcyjne wersje napędu, więc Honda i Shimano mają jeszcze czas na poprawki.

Honda chce zainteresować rowerami motocyklistów. Czy to ma sens?

RN0 ma trafić do sprzedaży w Europie w 2027 roku i początkowo będzie dystrybuowany między innymi przez wybrane salony motocyklowe Hondy. Cena pozostaje tajemnicą, podobnie jak szczegółowa dostępność w poszczególnych krajach, a nawet kwestia serwisowania, bo sprzedaż e-MTB to jedno, a fachowa obsługa zawieszenia, napędu i pozostałych podzespołów rowerowych to zupełnie inna sprawa. Tym bardziej że mówimy o sprzęcie premium, którego właściciel będzie oczekiwał odpowiedniego wsparcia przez lata.

Patrząc na RN0, widzę więc coś więcej niż kolejny elektryczny rower górski. Honda próbuje wykorzystać swoją motocyklową tożsamość do wejścia na rynek, na którym samo doświadczenie z budowania jednośladów jeszcze nie gwarantuje sukcesu. Rower może przyciągnąć motocyklistów do jazdy po szlakach, a jednocześnie zainteresować rowerzystów samą marką Honda. Czy jednak rzeczywiście przekona entuzjastów e-MTB, którzy mają już do wyboru dopracowane modele uznanych producentów? Odpowiedź zależy przede wszystkim od ceny i tego, czy motocyklowy rodowód przełoży się na coś więcej niż charakterystyczną ramę.

Źródła: Honda Global, BikeRadar, E-MOUNTAINBIKE, Bikerumor

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy, książki Powrót do Korzeni oraz gry wideo DIGSITE ZERO.