Właśnie tego typu pomysł sojusz NATO postanowił sprawdzić podczas eksperymentu DiBaX 2026, przeprowadzonego na Łotwie między 19 a 30 października. Wśród testowanych rozwiązań znalazło się wykorzystanie cywilnej infrastruktury sieci 5G do pasywnego wykrywania obiektów, a więc potencjalnie również dronów. Dla przypomnienia, te stały się jednym z największych problemów współczesnego pola walki. Wydaje mi się jednak, że samo wykrywanie jest tutaj dopiero początkiem czegoś znacznie ciekawszego.
Zwykłe stacje 5G mogą wykrywać drony. Jak to możliwe?
Cała koncepcja wykorzystuje zjawisko, z którym telekomunikacja ma do czynienia od zawsze. Fale radiowe odbijają się od przeszkód, a poruszające się obiekty zmieniają charakter odbieranego sygnału. Jeśli więc odpowiednio przygotowany system zacznie analizować te zmiany, może wykorzystać je do określania położenia i ruchu obiektów. Przy współpracy kilku stacji bazowych możliwe jest dodatkowo obserwowanie tego samego obszaru z różnych kierunków.

Sama technologia nie jest nowością. Opisywałem już podobny pomysł Lockheed Martina i Verizona, którzy wykorzystali istniejącą sieć 5G do śledzenia bezzałogowca. W lipcu 2026 roku AT&T i Ericsson również przeprowadziły demonstrację tego typu systemu, wykrywając i śledząc kilka dronów na wysokościach około 91-122 metrów. Nie oznacza to oczywiście, że dowolna wieża 5G jest już gotowym radarem. Potrzebne są bowiem odpowiednie rozwiązania radiowe, synchronizacja, algorytmy analizy sygnału i infrastruktura obliczeniowa.

Czytaj też: Jedna torpeda posłała fregatę na dno. Grecja pokazała swoją nową broń
Najważniejsza różnica względem typowego detektora radiowego polega z kolei na tym, że obserwowany dron nie musi sam niczego nadawać. Jego obecność można potencjalnie wykryć na podstawie odbić sygnałów pochodzących z sieci komórkowej. Jest to o tyle ważne, że systemy pokroju Wingman Edge, które analizują emisje radiowe bezzałogowców, mają ograniczone możliwości wobec maszyn sterowanych światłowodem lub wykonujących autonomicznie zaprogramowane misje.
NATO chce czegoś więcej niż kolejnego sposobu wykrywania dronów
Najbardziej interesujące w DiBaX 2026 było jednak połączenie różnych technologii w jeden system wojskowy. NATO sprawdzało nie tylko pasywną detekcję przez 5G, ale również wydzielanie zabezpieczonych części cywilnej sieci na potrzeby wojska oraz automatyczne przełączanie łączności między dostępnymi kanałami w razie zakłóceń. Równolegle wojskowi testowali współpracę systemów przeciwdronowych i dowodzenia.

Według admirała Pierre’a Vandiera sztuczna inteligencja pozwoliła w ciągu kilku godzin połączyć system Maven z krajowym systemem wojskowym, którego wcześniej w ogóle nie przystosowano do takiej komunikacji. Przeprowadzenia doczekał się też eksperyment z dronem, który wystartował z Litwy, przekroczył granicę Łotwy i został tam objęty działaniem systemu przeciwdronowego.
Czytaj też: Druga młodość Javelina. Wydadzą setki milionów na przeciwpancerną broń przyszłości
Najważniejsza jest więc tutaj możliwość stworzenia rozproszonej sieci obserwacyjnej, w której dane z infrastruktury telekomunikacyjnej trafiają do wojskowych systemów dowodzenia obok informacji z radarów, kamer i innych czujników. Nie jest to jednak nic aż tak nowego, bo w październiku 2026 roku Ericsson, Play i Asseco zaprezentowały w Krakowie połączenie technologii detekcji ISAC z akustycznym systemem PUSZCZYK. W polskim pokazie sieć Play służyła jednak do transmisji danych, a sam eksperyment wykorzystywał również odrębne rozwiązania detekcyjne i pasmo przeznaczone do zastosowań przemysłowych.
Czy NATO właśnie znalazło sposób na tańszą obronę powietrzną?
Nie kupowałbym jeszcze wizji zastępowania wojskowych radarów zwykłymi masztami telekomunikacyjnymi. Gęstość stacji bazowych jest bardzo nierównomierna, a infrastruktura cywilna pozostaje podatna na sabotaż, zniszczenie, utratę zasilania czy zakłócenia. Nie znamy również szczegółowych wyników dotyczących zasięgu, dokładności oraz skuteczności klasyfikowania obiektów. Bez takich danych trudno ocenić, na ile przydatny okaże się cały system podczas rzeczywistego konfliktu.
Czytaj też: Niemcy wreszcie naprawili swoją 7200-tonową kompromitację

Potencjał jest jednak ogromny, zwłaszcza jeśli potraktujemy 5G jako dodatkową warstwę obserwacji, a nie następcę tradycyjnego radaru. Zamiast budować całkowicie nową infrastrukturę, można wykorzystać część istniejących lokalizacji, sieci transmisyjnych oraz instalacji energetycznych. Nie musi to być rozwiązanie tanie, ale takie podejście może ograniczyć koszt rozszerzania zasięgu obserwacji w miejscach, gdzie odpowiednia infrastruktura już istnieje.
Moim zdaniem właśnie w tym kierunku będzie rozwijać się wojskowa telekomunikacja. Stacje bazowe przestaną być traktowane wyłącznie jako urządzenia do przesyłania danych, a zaczną dostarczać również informacji o otaczającej je przestrzeni.
Źródła: NATO ACT, NCIA, Defence Blog

