Samsung Galaxy S25 Ultra to ostatni bastion kanciastości. Tego nie chciałbym zmieniać

Po tym, jak Apple bardzo mocno zaokrąglił iPhone’a 17 Pro oraz Pro Max, Samsung Galaxy S25 Ultra to ostatni bastion kanciastości. Tak, obok bardzo niszowych smartfonów Nubia.
Owa kanciastość to wynik lat ewolucji, który ostatecznie potwierdził, że Galaxy S25 Ultra to w prostej linii następca modeli takich jak Galaxy Note10 oraz Note20 Ultra. Które, przypomnijmy, wyglądały tak:


Galaxy S21 Ultra był jeszcze nieco zaokrąglony, ale wszystkie kolejne modele były rok w rok coraz bardziej kanciaste. I to jest dobre! Jest inne, przyciąga wzrok, genialnie leży w dłoni. Dobrze się tego używa i dobrze się na to patrzy.

Niestety dotychczasowe przecieki pokazują, że Galaxy S26 Ultra może wrócić do mocniej zaokrąglonych rogów, jak w modelu Galaxy S21 Ultra. Szkoda, bo będzie to pójście w nijakość i zaowocuje modelem, który będzie ginąć w tłumie.

Galaxy S25 Ultra wzbudzał pewne obawy co do wykorzystania tytanu w korpusie. Fakt, że przez to w trakcie użytkowania pojawiają się na nim wzorzyste smugi, co jest spowodowane głównie potem z dłoni, ale poza tym trudno powiedzieć o tym coś złego. Bardzo ciekawa jest za to konstrukcja korpusu, bo tworzy on pewnego rodzaju ramkę wokół obudowy i z doświadczenia wiem, że jest to świetne rozwiązanie. Taka ramka potrafi bardzo solidnie chronić konstrukcję. Skąd to wiem? Niemal identycznie wykonany był przed laty Huawei Ascend P7, a mój egzemplarz po latach wygląda tak:

Także to faktycznie potrafi ochronić obudowę przed rozbiciem.
Czytaj też: Recenzja Metroid Prime 4: Beyond. Arcydzieło Nintendo, które wynagradza długie oczekiwanie?
Choć w pomiarach nie ma rekordów, Galaxy S25 Ultra ma najlepszy ekran na rynku. W Galaxy S26 Ultra wystarczy go rozjaśnić

Nieco ponad 1400 nitów jasności w pomiarach to nie jest wynik rekordowy. Wiele smartfonów wypada pod tym względem lepiej, ale Galaxy S25 Ultra nie potrzebuje topowej jasności, żeby mieć najlepszy ekran na runku.
Panele AMOLED Samsunga to od lat wzór do naśladowania pod względem jakości kolorów i czerni, ale Galaxy S25 Ultra ma coś, czego nie ma chyba żaden smartfon na rynku. Jego ekran jest delikatnie matowy, ale to nie jest taki typowy mat jak w monitorach, tabletach Huawei czy smartfonach TCL. Apple nazwałby to powłoką nanostrukturalną, jak w MacBookach Pro czy Studio Display. To taki delikatny mat, który mocno niweluje odbicia światła i powoduje, że obraz wygląda nieco inaczej. Wręcz wybitnie, ale też właśnie inaczej to, obok ogromnej przekątnej 6,9 cala i symetrycznych ramek, jest moim zdaniem najmocniejszym punktem Galaxy S25 Ultra.

Jedyne, co Samsung powinien poprawić w Galaxy S26 Ultra to dodać tu nieco jasności, niech ten ekran lepiej wypada w pomiarach, ale jak dla mnie – mógłby zostać bez najmniejszych zmian.
Czytaj też: Test Xiaomi Redmi Note 15 Pro+ – reklamę, milordzie?
Rysik – czy to nie jest już relikt?

Nie wiemy, jaki procent użytkowników Galaxy S25 Ultra korzysta z rysika, ale jeśli miałbym obstawiać, byłoby to marginalne liczby. Usuwając Bluetooth z S Pen-a Samsung mówił, że z tej funkcji korzystało ok 0,5%, więc możemy zakładać, że ogółem użytkowników rysika jest niewiele więcej.

Żeby nie było – rysik w Galaxy S25 Ultra działa genialnie. Jest precyzyjny, nie brakuje mu funkcjonalności, używa się go bardzo wygodnie, tylko… po co? Czy faktycznie potrzebujemy go na co dzień? Jakaś mała część użytkowników na pewno, ale jeśli za usunięciem rysika miałaby iść cieńsza i lżejsza obudowa to pewnie zdecydowana większość użytkowników byłaby na tak.
W Galaxy S26 Ultra rysik ma zostać na swoim miejscu.
Nie interesuje mnie procesor w nadchodzącym Galaxy S26 Ultra. Oby tylko nie przegrzewał się przy tej jednej czynności jak Galaxy S25 Ultra

Samsung Galaxy S25 Ultra jest smartfonem o topowej wydajności i nie inaczej będzie w przypadku Galaxy S26 Ultra. Czy będzie to Snapdragon czy Exynos – średnio mnie to interesuję i idę o zakład, że tak ma zdecydowana większość użytkowników. Ten niewielki promil osób będzie miał jak zwykle powody do porównywania wyników benchmarków, które jeszcze nigdy nikomu nie przydały się podczas codziennego użytkowania smartfonu.
Galaxy S25 Ultra po roku na rynku i sporej liczbie aktualizacji po drodze nadal działa jak złoto. To topowy, flagowy smartfon, który nie przegrzewa się podczas codziennego użytkowania, nawet kiedy mówimy o dłuższym, ciągłym użyciu czy graniu w wymagające gry. Ma jednak problem z działaniem Android Auto i nie jest to problem, tylko tego modelu Samsunga. Pamiętam, jak podczas trasy do Zakopanego któregoś z Flipów musiałem trzymać w kratce nawiewu klimatyzacji, żeby zachować w miarę płynne działanie nawigacji. Galaxy S25 Ultra nie tylko mocno nagrzewa się podczas korzystania z Android Auto, ale też jego bateria dosłownie znika w oczach. To coś, nad czym Samsung musi popracować.
Czytaj też: Test Google Pixel 10 – smartfon nie topowy, za to bezproblemowy
Mniej nacisku na AI to będzie dobry krok

Podczas premiery Samsunga Galaxy S24 Ultra bardzo duża część prezentacji dotyczyła funkcji AI. Nowości był ogrom, ale podczas premiery Galaxy S25 Ultra było już znacznie skromniej. Tu poprawiliśmy, tam dodaliśmy… Do tego dowiedzieliśmy się, że z funkcji AI korzysta niewielu użytkowników. Nie pamiętam dokładnej liczby, ale to był skromny odsetek.
Trudno się temu dziwić, bo próby przekonania AI, żeby napisał za nas wiadomość, które zajmą nam podobny czas jak samodzielne napisanie wiadomości, to bezsensowna robota. Jasne, są funkcje bardzo użyteczne i Samsung świetnie radzi sobie z transkrypcją i tworzeniem podsumowań nagrań. Rejestrowanie spotkań czy konferencji działa naprawdę dobrze. No i jest też generowanie obrazków, ale to bardziej zabawka na kilka razy.

Dlatego też w Galaxy S26 Ultra Samsung nie powinien skupiać się na dodawaniu nowych funkcji, a raczej na sprawdzeniu, z czego użytkownicy faktycznie korzystają i dopracowaniu ich działania. Mam nadzieję, że tak się stanie.
Czytaj też: Test Vivo X300 Pro – Zeiss na okrągło
Za mało mówimy o tym, jak dobry aparat ma Samsung Galaxy S25 Ultra. Pomimo tego, dużo bym w nim zmienił

Pomimo roku obecności na rynku, Samsung Galaxy S25 Ultra nadal ma jeden z najlepszych aparatów na rynku. Mamy w nim mocarny zestaw czterech użytecznych aparatów, w tym dwa z teleobiektywami. Jest to zdecydowanie jeden z najbardziej uniwersalnych zestawów aparatów, który oferuje wysoką jakość zdjęć. Nie tylko w trybach automatycznych, ale również zdjęcia w surowym formacie wykonane za pomocą aplikacji ExperRAW robią wrażenie. Ich plastyczność i możliwości edycji w zasadzie nie odstają od tego, co oferują pełnoprawne kompaktowe aparaty fotograficzne.
W Galaxy S26 Ultra raczej nie mamy co liczyć na rewolucję. Jeśli miałbym się zakładać, stawiałbym na kolejną kosmetykę na zasadzie – tu jest nowy obiektyw, tu nowe algorytmy… Z jednej strony nie ma problemu. Utrzymując nie gorszy poziom to przez kolejny rok nadal będzie topowy zestaw aparatów, ale co zmieniłbym tu, mając wolną rękę?

Do aparatu głównego dodałbym funkcję cyfrowej zmiany ogniskowej – 24, 28 i 35 mm, co oferuje już większość topowych modeli konkurencji. Od Xiaomi, przez Oppo i vivo, po Apple. A do tego obiektyw ze zmienną przysłoną, jak w Xiaomi 17 Ultra czy Huaweiu Pura 80 Ultra. Dwa aparaty z teleobiektywem są zbędne. Z głównego aparatu o rozdzielczości 200 Mpix możemy spokojnie przybliżyć obraz co najmniej dwukrotnie bez zauważalnej utraty jakości i wykorzystywać go do zdjęć portretowych. Lepiej postawić na jeden lepszy aparat odpowiedzialny za zoom, ale z większą matrycą 200 Mpix. Którą, jakby nie patrzeć, Samsung dysponuje i bryluje nią w aparatach z teleobiektywami w… smartfonach konkurencji. Rewolucji w aparatach z obiektywami ultraszerokokątnymi na rynku póki co nie widać, więc tu oby nic nie zepsuć.
Czytaj też: Recenzja POCO F8 Ultra. Boombox w jeansach wszedł na salony
Bateria i czas ładowania to problem Galaxy S25 Ultra, którego Samsunga nie chce rozwiązać

Od lat śmieję się z Samsunga i maksymalnej mocy ładowania baterii w smartfonach marki. Ale i z pojemnością ogniw nie jest wesoło. 5000 mAh w Galaxy s25 Ultra w ciągu zaledwie roku zestarzało się bardzo źle. W Xiaomi 17 Ultra mamy 6800 mAh, w Oppo Find X9 Pro 7500 mAh, w vivo X300 Pro 5440 mAh w wersji europejskiej, ale 6510 mAh w globalnej. I wszystkie ładowanie z mocą minimum 80 Watów.
Samsung Galaxy S25 Ultra może nie ładuje się szybko (45 W), ale za to rozładowuje się szybko. Bateria w nim pada mi znacznie szybciej niż np. w iPhonie 17 Pro.
Dotychczasowe informacje mówią, że pojemność ogniwa sie nie zmieni w Galaxy S26 Ultra, a moc ładowania wzrośnie do 60 W. Jakieś, ale mimo wszystko marne pocieszenie. Rozumiem, że Samsung może mieć traumy związane z wybuchającymi samozapłonem baterii w Galaxy Note7, ale to było 10 lata temu. Świat poszedł do przodu. Technologia poszła do przodu. Dlaczego Samsung uparcie stoi w miejscu?
Czytaj też: Test realme GT 8 Pro – najbardziej wyczekiwany smartfon tego roku. Z czasem go doceniłem
Samsung Galaxy S25 Ultra to świetny smartfon. Pomimo braków, Galaxy S26 Ultra pewnie będzie tak samo dobry, choć czeka go trudny start

Ile by nie narzekać i czego by się nie czepiać, Samsung Galaxy S25 Ultra to bardzo dobry, udany smartfon. Lubię go za ekran, konstrukcję i kształt obudowy, wydajność i aparat. Nie lubię za baterię. O ile dotychczasowe plotki potwierdzą się, Galaxy S26 Ultra będę lubić za ekran, wydajność i aparat, a nie polubię konstrukcji i kształtu obudowy i baterii. Ale kto wie, może nie będzie tak źle, czas pokaże.
Czas może być niezbyt łaskawy dla Galaxy S26 Ultra, bo premiera serii Galaxy S26 zaplanowana jest na 25 lutego. Czyli tuż przed targami Mobile World Congress, podczas których czeka nas europejska premiera Xiaomi 17 Ultra. Dla Samsunga może to być wyzwanie, dla Xiaomi szansa na odbicie części klientów szukających smartfonu z najwyższej półki. Szczególnie jeśli 17 Ultra będzie tańszy, a zakładam, że może być tańszy, bo nie wydaje mi się, aby Samsung zszedł z ubiegłorocznych, bardzo wysokich cen swojego flagowca. Na pewno, jak zawsze, będzie ciekawie. A my będziemy sprawdzać, testować i na bieżąco informować, jak wypadną nadchodzące starcia na szczycie.