PlayStation 6 rozwiąże największy problem konsol Sony?

Czy wreszcie jeden kontroler wystarczy na cała generację? Czy nadal będziemy tkwić w niekończącej się pętli problemów z gałkami w kontrolerach od Sony? PlayStation 6 może przynieść wytchnienie.
PlayStation 6 rozwiąże największy problem konsol Sony?

Najpierw dostaliśmy wibracje, później sterowanie ruchem, panele dotykowe, głośniki, zaawansowaną haptykę i spusty, które potrafią walczyć z palcami gracza. Każda generacja miała sprawić, że plastikowy pad stanie się czymś więcej niż zestawem przycisków przykręconych do płytki drukowanej. Im dłużej jednak przyglądam się tej ewolucji, tym bardziej bawi mnie pewien paradoks, bo choć producenci potrafią poświęcić lata na symulowanie napięcia cięciwy albo oporu pedału hamulca, to nadal za wszelką cenę napędzają sprzedaż swoich kontrolerów swoimi… zużywającymi się gałkami.

DualSense był padem przyszłości z analogami z przeszłości

DualSense nadal uważam za jeden z najciekawszych kontrolerów ostatnich lat, choć ma swoje problemy. Adaptacyjne spusty nie zawsze są dobrze wykorzystywane, część producentów traktuje je jak efekt do odhaczenia, a wbudowany panel dotykowy najczęściej służy za wielki przycisk. Kiedy jednak gra rzeczywiście wykorzystuje haptykę i zmienny opór spustów, kontroler Sony potrafi zapewnić coś, czego zwykły pad Xboxa zwyczajnie nie oferuje.

Amazon Luna MacBook DualSense Edge

Czytaj też: Nie liczcie na prawny przymus. Sony zrobi z płytami co będzie chciało, a PlayStation 6 i tak się sprzeda

Nieprzypadkowo już po rozebraniu pierwszych egzemplarzy określano go jako inżynieryjne cacko. Problem w tym, że pod warstwą nowoczesnych silników, czujników i mechanizmów zostały analogi oparte na potencjometrach. Te działają dzięki fizycznemu kontaktowi metalowego suwaka ze ścieżką rezystancyjną, więc ruch gałki zmienia odczytywane napięcie, a elektronika przelicza je na kierunek oraz stopień wychylenia. Ten mechanizm jest prosty, tani i sprawdzony, ale ma jedną wadę, której nie da się ominąć. Element trący o powierzchnię z czasem ją wyciera. Dochodzą do tego zabrudzenia, zmęczenie sprężyny centrującej, odkształcenia tworzywa oraz różnice kalibracyjne. W pewnym momencie neutralna pozycja gałki przestaje oznaczać neutralny sygnał. Wtedy pojawia się drift.

W kontrolerach DualSense znalazły się moduły analogów firmy Alps Alpine. Producent podaje dla popularnej rodziny RKJXV trwałość wynoszącą 2 miliony cykli pracy. Nie oznacza to, że po wykonaniu ruchu numer 2000001 pad automatycznie się zepsuje. Jeden egzemplarz może zacząć dryfować znacznie wcześniej, a inny działać bez problemu przez lata. Jest to jednak element mechaniczny o określonej żywotności, a nie wieczny czujnik. iFixit wyliczył nawet, że przy intensywnym graniu w strzelanki taki deklarowany pułap można teoretycznie osiągnąć po kilkuset godzinach.

Sony częściowo przyznało się do niego przy okazji DualSense Edge. W drogim kontrolerze moduły analogów można wyjąć i zastąpić nowymi bez sięgania po lutownicę. Tyle że jest to leczenie skutków, a nie usuwanie przyczyny. Zamiast analogów, które powinny zużywać się wolniej, dostaliśmy analogi wygodniejsze w wymianie. Standardowy DualSense nadal wymaga znacznie bardziej inwazyjnej naprawy i umiejętności.

Sony wreszcie spogląda na czujniki magnetyczne

Swoją drogą, przy okazji ochrony analogów w handheldach skupiałem się na ścierających się gumowych powierzchniach gałek. Tam wystarcza tania nakładka. Driftu nie da się jednak zatrzymać kawałkiem gumy, bo problem rozwija się głęboko wewnątrz mechanizmu. Potrzebna jest zmiana konstrukcyjna i właśnie taką zmianę Sony najwyraźniej rozważa.

Opublikowany 2 lipca 2026 roku patent WO/2026/143037 sugeruje, że Sony Interactive Entertainment pracuje nad innym podejściem. Dokument zatytułowany “Operating Stick Assembly and Input Device” opisuje analog wyposażony w bezkontaktowy czujnik pochylenia. Wprost pojawiają się w nim czujniki magnetyczne, a jako jeden z przykładów wymieniono TMR, czyli Tunnel Magneto-Resistance Sensor. Wniosek został złożony 22 grudnia 2025 roku, ale dopiero teraz ujrzał światło dzienne.

Najważniejsza nie jest jednak sama obecność magnesu. Sony chce również poprawić konstrukcję mechaniczną całego modułu. Na podpartej części drążka mają znaleźć się wypustki współpracujące z rowkami wewnątrz obudowy. Ich zadaniem jest ograniczenie niepożądanego obracania się gałki wokół własnej osi. Podczas wychylania tradycyjnego drążka część przyłożonej siły może zostać zużyta na jego minimalny obrót, a nie wyłącznie na pochylenie. Patent Sony ma lepiej ukierunkować ruch i sprawić, żeby czujnik otrzymywał bardziej jednoznaczne dane. Do tego dochodzi sprężynowy mechanizm powrotu do pozycji środkowej, obsługa wciśnięcia gałki oraz konstrukcja stabilizująca jej położenie.

Według opisu ruch drążka ma być wykrywany precyzyjnie nawet po długotrwałym użytkowaniu. Jest to istotne rozróżnienie, bo Sony nie patentuje po prostu “magnetycznego analoga”. Takie kontrolery są dostępne od dawna. Firma próbuje opracować cały moduł, który łączy bezkontaktowy pomiar z ograniczeniem luzów oraz przypadkowej rotacji drążka. Dlatego też uważam, że właśnie w tym miejscu zaczyna się najciekawsza część tej historii. Patent nie sugeruje wielkiej rewolucji w sposobie grania. Nie próbuje zastąpić przycisków ekranem, jak inny niedawny pomysł Sony na całkowicie dotykowy kontroler. Nie dodaje pulsometru, projektora ani kolejnego czujnika, który wykorzystają trzy gry na całą generację, ale poprawia podstawę, która w dzisiejszych czasach sprawia wrażenie napędzania sprzedaży kontrolerów.

TMR nie jest magią, ale usuwa najgorszą słabość potencjometrów

Czujnik TMR również wykorzystuje pole magnetyczne, ale działa inaczej niż popularne czujniki Halla. W dużym uproszczeniu mierzy zmiany oporu elektrycznego w strukturze reagującej na pole magnetyczne. Dzięki wysokiej czułości może wykrywać bardzo niewielkie zmiany położenia magnesu, a przy tym zużywać niewiele energii. Położenie gałki jest więc odczytywane bez fizycznego kontaktu między najważniejszymi elementami pomiarowymi. Tym samym znika jedno z głównych źródeł klasycznego driftu, czyli stopniowe wycieranie powierzchni potencjometru.

Czytaj też: Sony wreszcie przypomniało, że PlayStation 5 nadal ma czym strzelać

Przełączniki magnetyczne w klawiaturach są coraz częściej spotykane

TMR jest przy tym traktowany jako bardziej czuły następca analogów z efektem Halla. Może pozwolić na lepszą liniowość odczytu, mniejsze strefy martwe i precyzyjniejsze rejestrowanie subtelnych wychyleń. Nie należy jednak automatycznie zakładać, że sam rodzaj czujnika zagwarantuje idealną celność. Znaczenie ma również jakość mechanizmu, kalibracja, elektronika przetwarzająca sygnał, częstotliwość próbkowania oraz oprogramowanie kontrolera.

Jest to więc rozwiązanie bardzo dobre, ale nie cudowne. Magnetyczny pomiar nie sprawi, że przestaną istnieć sprężyny, tuleje, plastikowe prowadnice i inne ruchome części. Sprężyna nadal może osłabnąć, drążek może dostać luzu, a obudowa mechanizmu może się zużyć. Nawet najlepszy czujnik nie naprawi fizycznie źle wycentrowanej gałki. Firma znalazła jednak sposób na wyeliminowanie jednej z jego najczęstszych przyczyn i jednocześnie próbuje ograniczyć problemy mechaniczne wpływające na precyzję. Różnica jest znacząca, bo kontroler nadal będzie mógł się zużyć, ale nie powinien robić tego w równie przewidywalny sposób jak potencjometr ścierający własną ścieżkę podczas każdego ruchu.

Największy postęp PS6 może być zwyczajnie nudny

Czy opisany moduł trafi do kontrolera dołączonego do PlayStation 6? Tego patent nie potwierdza. Dokument nie wspomina o PS6, nie przedstawia gotowego produktu i nie stanowi zapowiedzi nowego pada. Chroni konkretną konstrukcję, którą Sony może wykorzystać, zmodyfikować albo pozostawić na półce wraz z wieloma innymi pomysłami. Trzeba o tym pamiętać zwłaszcza przy Sony, które regularnie patentuje różne kontrolery, a większość takich koncepcji nigdy nie trafia do sprzedaży. Ten projekt wydaje się jednak znacznie bardziej realny, bo rozwiązuje konkretny problem za pomocą technologii, która jest już produkowana oraz dostępna w komercyjnych urządzeniach.

Czytaj też: Koniec gapienia się na pasek ładowania? Sony nie chce, żebyś sięgał po telefon, więc sam zapewni Ci rozrywkę

Mam też wrażenie, że Sony potrzebuje takiej zmiany bardziej, niż chce się do tego przyznać. DualSense zbudował wizerunek pada nowej generacji dzięki haptyce i adaptacyjnym spustom, ale jednocześnie odziedziczył jedną z najbardziej archaicznych słabości współczesnych kontrolerów. Im zaś bardziej zaawansowany staje się sprzęt, tym gorzej wygląda sytuacja, w której całe urządzenie może wymagać naprawy przez zużycie jednego prostego modułu.

Źródła: WIPO, iFixit, Patsnap

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.