Javelin to znany doskonale całemu światu przeciwpancerny pocisk, który wszedł do służby w USA w 1996 roku, przeżył kilka generacji czołgów, rewolucję dronową i zmianę sposobu prowadzenia wojny, a mimo tego nadal pozostaje jednym z punktów odniesienia dla ręcznej broni przeciwpancernej. Teraz z kolei zaczyna wychodzić na jaw, jak Amerykanie chcą zapewnić mu następne lata życia.
Armia USA daje Javelinowi nowe “oczy”
Firma Kratos Defense & Security Solutions dostała od centrum DEVCOM C5ISR Armii USA kontrakt na opracowanie Enhanced Seeker, czyli nowej generacji głowicy poszukująco-śledzącej dla systemu Javelin. Kratos ma zaprojektować, zbudować i przetestować nowy układ w swoim Advanced Manufacturing Center w Birmingham w stanie Alabama, podczas gdy właściwe testy wojskowe będą odbywać się również w rządowych ośrodkach Armii USA.
Czytaj też: Chiny wsadziły strategiczny ładunek na bombowiec. H-6N dostał ogromną rakietę jako część triady jądrowej

Nie chodzi o nowy celownik, przez który żołnierz obserwuje pole walki. Javelin ma osobny, wielokrotnego użytku moduł celowniczo-startowy CLU, ale po wystrzeleniu pocisk korzysta już z własnego układu obrazowania w podczerwieni. Właśnie ten element jest jego właściwym “wzrokiem”, bo po przechwyceniu celu pozwala pociskowi samodzielnie śledzić go podczas lotu. Stąd bierze się słynne “fire-and-forget“, czyli możliwość odpalenia pocisku i natychmiastowego szukania osłony zamiast ręcznego prowadzenia go aż do uderzenia. Dlatego właśnie modernizacja seekera nie jest kosmetyką.
Pisałem już przy znacznie tańszym pocisku Zeus, że właśnie taki model użycia jest dziś wyjątkowo ważny. Operator broni przeciwpancernej działa przecież na polu walki pełnym dronów, termowizji i wszelkiej maści czujników, więc po odpaleniu drogiego pocisku ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuje, jest stanie przez kolejne sekundy w tym samym miejscu. Podobną filozofię wykorzystuje turecki KARAOK, który również łączy obrazującą głowicę termiczną z trybem ataku od góry.
Największym wrogiem Javelina może być dziś… starzejąca się elektronika
Oficjalny komunikat Kratosa jest ciekawy przede wszystkim przez jedno słowo – “obsolescence“. Firma wprost informuje, że nowy seeker ma rozwiązać problem dezaktualizacji i niedostępności elementów obecnego układu naprowadzania. Innymi słowy, stara głowica nadal może spełniać swoją funkcję, ale jeśli jej elektronikę buduje się z podzespołów, których produkcja zanika, to dalsze składanie tysięcy pocisków zaczyna robić się coraz bardziej problematyczne. Dla mnie właśnie ten fragment całej historii jest najważniejszy, bo pokazuje mniej efektowną stronę technologii wojskowej. Pocisk nie staje się przestarzały tylko wtedy, gdy nowy czołg potrafi go zatrzymać. Może zestarzeć się dlatego, że świat półprzewodników zwyczajnie poszedł dalej.

Stosowany dotychczas układ wykorzystuje dwuwymiarową matrycę detektorów podczerwieni na bazie tellurku kadmowo-rtęciowego, która wymaga aktywnego chłodzenia. Samo chłodzenie zwiększa złożoność, liczbę elementów oraz koszty całej sekcji naprowadzającej. Serwis wskazuje też na wcześniejsze prace nad rozwiązaniami pozbawionymi tej konieczności. Warto jednak zaznaczyć, że Kratos nie zdradził architektury Enhanced Seekera, więc nie wiemy jeszcze, jaki dokładnie detektor znajdzie się w finalnym pocisku ani które elementy poprzedniego rozwiązania zostaną zachowane.
Nie znamy również zasięgu detekcji nowej głowicy, jej rozdzielczości, odporności na przeciwdziałanie, szybkości przetwarzania obrazu ani szczegółów algorytmów śledzenia. Kratos mówi o zwiększeniu skuteczności Javelina na następną dekadę, ale na razie jest to deklarowany cel programu, a nie zestaw parametrów udowodnionych podczas testów.
Javelin nie potrzebuje rewolucji, żeby nadal niszczyć czołgi
Sama koncepcja Javelina nadal ma zaskakująco dużo sensu. Pocisk może atakować cel bezpośrednio albo wznieść się nad niego i uderzyć w dach, gdzie czołgi tradycyjnie mają słabszą ochronę. Do tego dochodzi tandemowa głowica kumulacyjna stworzona z myślą o pokonywaniu nie tylko zasadniczego pancerza, ale również dodatkowych warstw ochronnych. Głowica o masie około 8,4 kg oraz przebijalność przekraczająca 760 mm ekwiwalentu jednorodnego pancerza stalowego to ciągle solidny zestaw cech. Sam zasięg Javelina zależy od wersji i sposobu wykorzystania systemu, a dla nowszych konfiguracji przekracza 4 km.

Oczywiście czołgi nie stoją w miejscu. Aktywne systemy ochrony coraz częściej przejmują rolę kolejnej warstwy “pancerza”, wykrywając nadlatujący pocisk i próbując fizycznie zniszczyć go jeszcze przed uderzeniem. Uważam, że właśnie ten wyścig będzie znacznie ciekawszy od prostego zwiększania grubości stali. Po jednej stronie mamy coraz lepsze sensory, algorytmy śledzenia i profile lotu pocisków, a po drugiej radary, kamery i efektory systemów APS.
Nieprzypadkowo przy rosyjskim Kornecie-EM widać zupełnie inne podejście. Rosyjski system może oferować znaczny zasięg, ale jego laserowy sposób naprowadzania stawia przed operatorem inne wymagania niż pasywna głowica Javelina. Javelin od początku próbował przede wszystkim skrócić czas, przez który człowiek musi pozostawać związany z lecącym pociskiem. W wojnie obserwowanej praktycznie bez przerwy z powietrza takie sekundy są jeszcze cenniejsze niż w latach 90.
Wojna w Ukrainie zrobiła z Javelina ikonę, ale jego przyszłość jest ważniejsza
Javelin nie zyskał swojej reputacji dopiero w 2022 roku, ale pełnoskalowa rosyjska inwazja na Ukrainę zamieniła go w jeden z symboli pierwszych miesięcy walk. Małe zespoły piechoty wyposażone w zaawansowaną broń przeciwpancerną mogły stanowić realne zagrożenie dla wielokrotnie droższych pojazdów opancerzonych.
Czytaj też: Japonia miała wojskowy sekret. Spójrz na jej nową wyjątkową broń

Oczywiście późniejszy obraz wojny stał się znacznie bardziej skomplikowany, bo coraz większą część zadań przejęły drony FPV, amunicja krążąca, miny i artyleria, ale nie oznacza to, że klasyczne pociski przeciwpancerne straciły znaczenie. Wystarczy jednak spojrzeć na to, co robi przemysł. Lockheed Martin i Raytheon jako Javelin Joint Venture zwiększają zdolności produkcyjne z około 2400 do planowanych 3960 kompletnych pocisków rocznie pod koniec 2026 roku. Nie wygląda to jak przygotowania do pogrzebu starej konstrukcji.

Jeszcze wymowniejszy jest zakładany czas życia programu. Lockheed Martin od kilku lat wskazuje, że Javelin ma pozostać w amerykańskich arsenałach nawet do około 2050 roku. Jeśli ten plan się utrzyma, to broń wprowadzona do służby w 1996 roku może doczekać ponad pół wieku aktywnego wykorzystania. W tym kontekście kontrakt dla Kratosa zaczyna wyglądać zupełnie inaczej. Amerykanie nie modernizują starego pocisku tylko po to, żeby wycisnąć z niego kilka dodatkowych lat. Budują podstawy dalszej produkcji systemu, który może pozostać z nimi przez kolejne dekady.
Polska również ma powód, żeby patrzeć na “nowe oczy” Javelina
Javelin nie jest zresztą dla Polski abstrakcyjną amerykańską ciekawostką. Wojska Obrony Terytorialnej otrzymały 60 wyrzutni oraz 180 pocisków FGM-148F wraz z pakietem logistycznym i szkoleniowym. Polska była przy tym pierwszym państwem, które uzyskało zgodę Kongresu USA na zakup wersji F, a polscy żołnierze regularnie szkolili się później z wykorzystania systemu. Nie oznacza to oczywiście, że obecne polskie pociski nagle dostaną głowice Kratosa. Na tym etapie nie ma podstaw do takiego twierdzenia.
Tak wygląda przyszłość broni. Nie zawsze trzeba wymyślać ją od początku
Lubię historie o broni hipersonicznej, laserach, rojach dronów oraz wszystkich tych systemach, które jeszcze dekadę temu wydawały się wyciągnięte rodem z dzieł science fiction. Jednak im dłużej obserwuję rozwój technologii wojskowej, tym bardziej przekonuję się, że przyszłość nie zawsze polega na zastąpieniu starego czymś zupełnie nowym. Czasami bardziej opłaca się wziąć konstrukcję, która udowodniła swoją wartość, wymienić najbardziej starzejące się elementy i połączyć ją z elektroniką powstałą trzy dekady później.

Właśnie dlatego nowy seeker dla Javelina jest ciekawszy, niż sugerowałby niewielki element ukryty w nosie pocisku. Amerykanie jednocześnie rozbudowują produkcję Javelinów, zakładają ich eksploatację jeszcze przez wiele lat i zaczynają rozwiązywać problem podzespołów, które coraz trudniej pozyskiwać. Kratos ma przy tym przygotować rozwiązanie nie eksperymentalne, a docelowo gotowe do produkcji.
Czytaj też: Bez GPS, Internetu i nadajnika. Broń rozpozna cel z setek metrów, ale jest problem
Czy Enhanced Seeker rzeczywiście sprawi, że Javelin będzie skuteczniej rozpoznawał cele, lepiej radził sobie z zakłóceniami i trudniejszymi warunkami albo zyska nowe możliwości śledzenia? Tego jeszcze nie wiemy. Oficjalne informacje są zbyt skromne, aby wysnuwać takie wnioski. Jedno wydaje mi się jednak jasne. Javelin nie wybiera się na emeryturę, ale dostał za to skierowanie do okulisty.
Źródła: Kratos, Defence Blog, Lockheed Martin, Polskie MON

