Elon Musk ponownie rozczarowuje. Tesla Cybercab pokazuje niebezpieczną przyszłość technologii

Przez większość historii elektroniki kupno jakiegoś sprzętu oznaczało zawarcie dosyć prostej umowy. Po pięciu latach taki sprzęt mógł stać się przestarzały albo zwyczajnie zużyty, ale nikt zdalnie nie decydował, że jedna z ich możliwości będzie działała inaczej. Cyfryzacja ten porządek kompletnie wywróciła i tak oto razem z możliwością ulepszania urządzeń oddaliśmy producentom coś znacznie ważniejszego – kontrolę nad zakupionym produktem. Najnowszy Cybercab Tesli ze zintegrowanym Starlinkiem wygląda dla mnie jak świetny punkt wyjścia do tej dyskusji.
Elon Musk ponownie rozczarowuje. Tesla Cybercab pokazuje niebezpieczną przyszłość technologii

Starlink w Cybercabie Tesli naprawdę ma sens

Tesla pokazała pierwszy egzemplarz Cybercaba z anteną Starlinka zintegrowaną z dachem. Sam pomysł trudno uznać za dziwny. Mówimy przecież o pojeździe projektowanym jako autonomiczna taksówka, która ma funkcjonować jako część większej floty i być stale połączona z cyfrową infrastrukturą. Łączność satelitarna może uzupełnić LTE i 5G tam, gdzie sieć komórkowa zwyczajnie zawodzi.

Czytaj też: Trwałość elektrycznego samochodu. Koreańczycy zrobili coś, czego może im zazdrościć Tesla

Nie oznacza to oczywiście, że Cybercab musi mieć kontakt ze Starlinkiem, aby wiedzieć, gdzie skręcić. Autonomiczny samochód nie może uzależniać podstawowego prowadzenia od połączenia internetowego. Łączność jest jednak istotna dla działania całej usługi – wymiany danych z flotą, telemetrii, komunikacji z pasażerem czy ewentualnego wsparcia zewnętrznego. Sam Tesla przedstawia Cybercaba jako pojazd przeznaczony do swojej usługi Robotaxi, a nie klasyczny samochód, którym właściciel sam będzie sterował.

Patrząc na to wyłącznie technicznie, podoba mi się ten kierunek. Samochód jeżdżący bez człowieka i mający połączenie z satelitami na niskiej orbicie brzmi jak jedno z tych wyobrażeń przyszłości, które jeszcze kilkanaście lat temu oglądaliśmy w filmach. Tylko że niemal równocześnie SpaceX pokazało, gdzie leży słaby punkt tej przyszłości.

Polska nagle przestała należeć do europejskiego regionu Starlinka

SpaceX zmieniło niedawno zasady Starlink Roam i stworzyło wspólny region europejski obejmujący ponad 30 państw. Są tam Niemcy, Czechy, Słowacja czy Litwa. Polski zabrakło. Oficjalna dokumentacja Starlinka traktuje konta zarejestrowane w naszym kraju jako przeznaczone do użytku krajowego, a dotychczasowych użytkowników nowe zasady mają objąć od 17 sierpnia 2026 roku. Oto więc firma zmieniła zasady usługi i dokładnie ten sam sprzęt zaczął być mniej użyteczny dla określonej grupy klientów.

Przy Starlink Roam polskie konto może korzystać z usługi poza Polską maksymalnie przez 30 dni podczas pojedynczej podróży. Dłuższe korzystanie może wymagać zmiany planu lub kraju konta. Według obecnie opisywanych wariantów różnica może oznaczać przejście z około 45 euro do około 95 euro miesięcznie, co daje aktualnie odpowiednio około 195 i 410 zł miesięcznie.

Minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski zwrócił się już do SpaceX o wyjaśnienia i przywrócenie równych zasad dla polskich klientów.

Cybercab pokazuje, co się stanie, gdy cały sprzęt zacznie działać w ten sposób

Nie twierdzę, że zmiany Starlink Roam dotyczą stricte Cybercaba, bo w obecnym stanie tego projektu zwyczajnie go nie dotyczą. Chodzi o coś znacznie ważniejszego – SpaceX właśnie pokazało, jak łatwo firma zarządzająca cyfrową usługą może zmienić praktyczne możliwości fizycznego sprzętu. Teraz wyobraźmy sobie ten sam mechanizm za kilka lat w samochodzie.

Czytaj też: Tesla krzyczy o autonomii, a BYD sprzedaje ją za 6400 zł i bierze na siebie konsekwencje wypadków

Cybercab nadal ma antenę. Nadal potrafi komunikować się z satelitami. Jednak operator może zmienić regiony, ceny, limity transmisji albo zasady roamingu. Technicznie samochód nie zmienił się, ale ekonomiczny sens jego eksploatacji w konkretnym kraju może wyglądać już zupełnie inaczej. Firma zarządzająca flotą tysiąca takich pojazdów odczułaby nawet niewielką zmianę abonamentu znacznie mocniej niż pojedynczy użytkownik Internetu.

Dla mnie właśnie tutaj zaczyna się mniej przyjemna strona “software-defined everything”. W samochodach już ją widzimy. Niedawno pisałem o tym, jak producenci zamieniają kolejne możliwości nowych aut w płatne subskrypcje. Tesla pobiera miesięczną opłatę za FSD, podobne modele rozwijają Ford, General Motors, Rivian i Lucid. Innym razem BMW pokazało reklamy bezpośrednio na ekranie samochodu, czyli wykorzystało wyświetlacz w zakupionym już aucie jako kolejną powierzchnię należącą właściwie do producenta.

Każdy taki przypadek sam w sobie można zbagatelizować. Raz jest to abonament. Innym razem reklama. Jeszcze innym zmiana regulaminu usługi internetowej. Razem jednak pokazują niepokojący kierunek.

Sprzęt przyszłości może przestać należeć do nas szybciej, niż sądzimy

Najbardziej fascynujące urządzenia następnej dekady będą prawdopodobnie stale połączone z siecią. Samochody autonomiczne, roboty, okulary rozszerzonej rzeczywistości czy domowe systemy AI będą coraz mniej przypominały samodzielne maszyny, a coraz bardziej fizyczne terminale podłączone do ogromnej infrastruktury producenta. Daje to możliwości, o których kiedyś mogliśmy tylko marzyć. Cybercab ze Starlinkiem jest ich świetną demonstracją.

Źródło: starlink

Czytaj też: Tesla pozwoliła nam zajrzeć do kompromitujących danych. Czy przestaję wierzyć w autonomię?

Jednocześnie przykład Polski pokazuje drugą stronę tego układu. Możemy wydać pieniądze na sprzęt, zamontować go, przyzwyczaić się do jego możliwości i zaplanować wokół niego sposób pracy, a następnie przeczytać wiadomość, że od przyszłego tygodnia obowiązują inne zasady i tego w sprzęcie przyszłości obawiam się najbardziej. Nie awarii elektroniki ani starzenia się procesora. Tego, że urządzenie pozostanie całkowicie sprawne, ale ktoś po drugiej stronie Internetu zdecyduje, że od jutra będzie dla mnie potrafiło trochę mniej.

Źródła: Cybercab, Electrek, TVN24

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.