Przez dekady cała filozofia takich motocykli opierała się na czymś wyjątkowym. Wielki silnik, niskie siedzenie, spokojna pozycja, możliwie niewiele komplikacji i droga przed nami. Tymczasem klasyczna sylwetka zaczyna dziś coraz częściej ukrywać rozwiązania, które bardziej pasowałyby do znacznie droższych maszyn turystycznych i tak też właśnie jest z modelem Rock 707.
Benda Rock 707 sama zmienia swoją wysokość
Na pierwszy rzut oka Rock 707 wygląda dokładnie tak, jak powinien wyglądać cruiser. Mamy długą i niską sylwetkę, 16-calowe koła, silnik V2 oraz pas napędowy. Dopiero po zajrzeniu pod tył motocykla zaczyna się robić ciekawie. Klasycznych amortyzatorów nie zastąpił tutaj po prostu bardziej wyszukany odpowiednik, lecz elektronicznie sterowane, dwukomorowe zawieszenie pneumatyczne.

Czytaj też: Yamaha zrobiła sportowy motocykl dla normalnych ludzi
Benda podaje, że system potrafi automatycznie dopasowywać wysokość do obciążenia oraz zmieniać charakterystykę pracy zależnie od nawierzchni. Zakres wysokości siedzenia wynosi od 690 do 720 mm przy nominalnych 705 mm. Oznacza to, że motocykl może obniżyć się po zatrzymaniu, aby ułatwić kierowcy postawienie nóg na ziemi, a następnie wrócić wyżej podczas jazdy i wbrew pozorom, te 3 cm przy masie 235 kg mogą być kluczowe. Wysoki kierowca może nawet tego specjalnie nie zauważyć, ale dla niższej osoby manewrującej ciężkim motocyklem na parkingu różnica jest jak najbardziej praktyczna.

Oczywiście Chińczycy nie wymyślili tego rozwiązania pierwsi. Harley-Davidson od kilku lat rozwija Adaptive Ride Height w rodzinie Pan America, a obecny model 1250 Special również automatycznie obniża się po zatrzymaniu i podnosi podczas jazdy. Tyle że właśnie tutaj zaczyna się robić interesująco, bo oto właśnie rozwiązanie kojarzone dotąd z dużym, drogim motocyklem adventure trafia do średniej klasy cruisera chińskiej marki.
Sprzęgło jest, ale Benda pozwala o nim zapomnieć
Podobnie wygląda sprawa z układem BEC MK-III, czyli elektronicznie sterowanym sprzęgłem. Rock 707 nadal ma sześciobiegową skrzynię oraz klasyczną klamkę przy kierownicy, więc nikt nie zmienia go w skuter. Jeśli jednak kierowca nie chce z niej korzystać, system może sam obsłużyć sprzęgło podczas ruszania, zmiany przełożeń i zatrzymywania. Manualną kontrolę można przejąć w dowolnym momencie.
Czytaj też: Tani elektryczny motocykl wreszcie nie wygląda jak zabawka


Podobną drogą idzie Honda ze swoim E-Clutch. Tam również można ruszać, zatrzymywać się i zmieniać biegi bez dotykania klamki, a kiedy najdzie nas ochota, po prostu wrócić do tradycyjnego sterowania. Yamaha poszła jeszcze dalej z Y-AMT, automatyzując również samą zmianę przełożeń. Benda nie robi więc tutaj czegoś, czego wcześniej nie widzieliśmy. Robi coś moim zdaniem bardziej interesującego – bardzo szybko zbiera rozwiązania rozwijane przez dużych producentów i pakuje je razem do motocykla, po którym jeszcze kilka lat temu nikt by się tego nie spodziewał.
Chiński nie znaczy już tani. Rock 707 kosztuje więcej od Kawasaki
Sam motocykl nie próbuje przy tym nadrabiać technologii mizernym napędem. Chłodzony cieczą V2 o pojemności 692 cm sześciennych rozwija 54 kW, czyli 73 KM przy 9000 obr./min oraz 68 Nm przy 6500 obr./min. Dochodzą do tego napęd pasem, elektroniczna przepustnica, tempomat, ABS, kontrola trakcji, 3,6-calowy ekran TFT o jasności 800 nitów oraz zbiornik mieszczący 16 litrów paliwa. Rozstaw osi wynosi 1550 mm, z przodu znajduje się tarcza hamulcowa 320 mm, a z tyłu 260 mm.

Czytaj też: BMW wymyśliło ten motocykl 90 lat temu. Teraz wraca z wodorem i absurdalną mocą
Najciekawsza liczba znajduje się jednak gdzie indziej. Benda Rock 707 kosztuje obecnie w Polsce 42999 zł i jest to promocyjna cena obowiązująca do końca sezonu. Dlaczego jest to takie ważne? Kawasaki Vulcan S z rocznika 2026 startuje oficjalnie od 37700 zł, więc innymi słowy, chiński motocykl nie próbuje już stać obok japońskiego rywala z wielkim napisem “jestem podobny, ale kosztuję mniej”. Benda jest o ponad 5000 zł droższa i próbuje uzasadnić tę różnicę mocniejszym V2 oraz wyposażeniem, którego Kawasaki nie oferuje.
Chińczycy nie chcą już tylko doganiać
O zmianie chińskiego przemysłu motocyklowego pisałem ostatnio przy trzycylindrowym ZXMoto 820X, a jeszcze wcześniej przy hybrydowej Bendzie P51. Te maszyny pokazują, że chińskie firmy zaczynają eksperymentować z własnymi układami napędowymi, dużymi pojemnościami i elektroniką, a następnie wystawiają za nie rachunek, który przestaje być podejrzanie niski. Rock 707 dobrze wpisuje się w ten trend, bo w żadnej z jego najważniejszych technologii nie ma rewolucji. Nowe jest raczej to, gdzie wszystkie te rozwiązania zaczynamy znajdować.
Źródła: Benda, AutoCentrum, Harley-Davidson, Honda E-Clutch, Yamaha Y-AMT, Kawasaki Polska – Vulcan S 2026

