Odkąd śledzę rozwój amunicji krążącej, coraz wyraźniej widzę właśnie ten drugi trend. Nie każdy dron przyszłości ma być bowiem tani jak przysłowiowe pudełko z elektroniką, masowo produkowany i wysyłany nad front setkami sztuk. Czasem bezzałogowiec ma dostać większy zasięg, znacznie wyższą prędkość, trudniejszą do wykrycia konstrukcję oraz dostęp do całej wojskowej sieci sensorów. Właśnie w tym kierunku zmierza polski Gladius 2.
Gladius 2 poleci nawet 300 km. Polska poszła znacznie dalej
Nowy Gladius 2 ma zadebiutować publicznie podczas XXXIV Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego w Kielcach, który odbędzie się 8-11 września 2026 roku. Co ważne, według prezesa Grupy WB Piotra Wojciechowskiego na ekspozycji nie zobaczymy makiety przygotowanej wyłącznie na potrzeby targów. Kilka egzemplarzy ma już przechodzić zaawansowane próby w locie, a cały projekt zbliża się do produkcji seryjnej.
Czytaj też: HIMARS będzie strzelał jak szalony. Nowa rakieta zdradza większy plan wojskowych USA

Największą zmianą względem dotychczasowych efektorów systemu GLADIUS jest deklarowany zasięg wynoszący około 300 km. Pierwsza generacja została zaprojektowana do rażenia celów oddalonych o około 100 km, więc mówimy o mniej więcej trzykrotnym zwiększeniu tego parametru. Zresztą już kilka lat temu przyglądałem się możliwościom systemu GLADIUS, ale właśnie teraz zaczyna on wchodzić na znacznie ciekawszy poziom.
Zmiana nie kończy się na większej ilości paliwa. Gladius 2 otrzymał napęd odrzutowy, który ma rozpędzać go do wysokiej prędkości poddźwiękowej. Konstrukcja przypomina na dodatek układ latającego skrzydła z płaskim kadłubem nośnym oraz skośnymi skrzydłami, a wlot powietrza znalazł się w przedniej części górnej powierzchni kadłuba. Producent nie bez powodu mówi więc również o ograniczonej sygnaturze radarowej i cieplnej.

Czytaj też: Najpierw poleci, a potem popłynie. Silent Anvil łączy dwa światy w unikalnej broni
Samo obniżenie wykrywalności nie oznacza automatycznie, że Gladius 2 będzie miniaturowym odpowiednikiem B-2 czy X-47B. Nie znamy wartości skutecznej powierzchni odbicia radarowego, szczegółów materiałów ani nawet dokładnej prędkości. Sam silnik odrzutowy również pozostawia ślad cieplny. Możemy więc mówić o konstrukcji projektowanej z myślą o utrudnianiu wykrycia, ale nazywanie jej pełnoprawnym dronem stealth byłoby na tym etapie zbyt daleko idące.
Najważniejsze jest to, co Gladius 2 będzie atakował
Zasięg rzędu 300 km sprawia, że nagle nie chodzi już tylko o atak na pojazd, stanowisko artylerii czy oddział znajdujący się niedaleko linii walk. Program Gladius 2 rozpoczął się formalnie jeszcze 6 września 2022 roku. Już wtedy Grupa WB mówiła o potrzebie błyskawicznego i skrytego niszczenia wysokowartościowych obiektów na dystansie przekraczającym 100 km. Mowa o systemach dowodzenia i rozpoznania, środkach odpowiedzialnych za budowanie stref A2/AD oraz zadań związanych z ogniem kontrbateryjnym.
Przy zasięgu około 300 km możliwości rosną nieporównywalnie bardziej. Dron może zostać wykorzystany przeciwko elementom obrony przeciwlotniczej, radarom, stanowiskom dowodzenia, logistyce czy innym obiektom położonym daleko za frontem. Właśnie dlatego nie patrzyłbym na Gladiusa 2 jak na “większego Warmate”. Zbliżamy się raczej do miejsca, w którym funkcjonalna granica pomiędzy amunicją krążącą, dronem uderzeniowym i lekkim pociskiem manewrującym robi się wyjątkowo cienka.
Podobny proces widać zresztą w całej branży. Pisałem o nim choćby przy polskiej PLargonii i próbie budowania nowych zdolności amunicji krążącej. Gladius 2 idzie jednak w inną stronę niż najtańsze systemy masowe. Ma być szybszym i bardziej wyrafinowanym narzędziem do atakowania celów, których zniszczenie może być warte znacznie więcej niż sam bezzałogowiec.
Jeden nowy dron nie wymaga nawet nowej wyrzutni
Bardzo podoba mi się również podejście do integracji, bo zamiast budować całą rodzinę pojazdów od nowa, Grupa WB zaprojektowała Gladiusa 2 tak, żeby zmieścił się w istniejącym systemie. Bezzałogowiec będzie mógł startować z obecnych wyrzutni GLADIUS z wykorzystaniem przyspieszacza startowego, ale przewidziano również wariant startu bez niego.
Czytaj też: 40 tysięcy ton i katapulta dla dronów. Chiny szykują nowy rodzaj lotniskowca

Do tego dochodzi TOPAZ, czyli krajowy system zarządzania walką. Wszystkie bezzałogowce GLADIUS mają być z nim integrowane, dzięki czemu efektor jest tylko końcowym elementem znacznie większego łańcucha obejmującego wykrycie celu, jego identyfikację, przekazanie współrzędnych oraz samo uderzenie. W skład bateryjnych modułów wchodzą również wyrzutnie, wozy dowodzenia, pojazdy amunicyjne i techniczne oraz zapas bezzałogowców.
Gladius 2 nie jest już tylko ciekawym polskim prototypem
Na koniec zostaje kwestia, która odróżnia wiele interesujących projektów zbrojeniowych od sprzętu mającego realną przyszłość. Pieniądze i zamówienia. Już 28 maja 2026 roku został podpisany kontrakt na 12 nowych bateryjnych modułów ogniowych GLADIUS, których wartość oficjalny portal programu SAFE określa na około 9,31 mld zł. Dostawy mają zostać zrealizowane do 2030 roku, a Grupa WB wprost potwierdza, że w ramach zamówienia Wojsko Polskie otrzyma zarówno znane już środki uderzeniowe, jak i nowe efektory opracowane w programie Gladius 2.
Jeśli deklaracje producenta oraz obecny harmonogram zostaną utrzymane, Gladius 2 rzeczywiście wejdzie do polskiego systemu uzbrojenia. Innymi słowy, Polska nie rozwija wyłącznie kolejnego drona. Buduje własne narzędzie do precyzyjnego rażenia celów na setki kilometrów, które ma współpracować z krajowym systemem dowodzenia i obecnymi wyrzutniami. Jeszcze niedawno takie możliwości kojarzyliśmy przede wszystkim z drogimi pociskami manewrującymi i największymi armiami świata.
Źródła: Grupa WB, Wojsko Polskie, Polska SAFE

