Atomowy niszczyciel pozostanie pod wodą, a będzie widzieć wszystko. USA wydadzą na to pół miliarda

Mam wrażenie, że w przypadku współczesnych okrętów podwodnych najciekawsze zmiany zachodzą dziś w miejscach, których na pierwszy rzut oka nawet nie widać. Nowe reaktory mają wystarczać na całe dekady służby, sonary coraz dokładniej budują obraz podwodnego otoczenia, a systemy bojowe składają informacje z wielu różnych sensorów. Nawet poczciwy peryskop dawno przestał być tym, czym był jeszcze kilkadziesiąt lat temu, o czym przypomnieli nam właśnie Amerykanie.
Atomowy niszczyciel pozostanie pod wodą, a będzie widzieć wszystko. USA wydadzą na to pół miliarda

Człowiek w okręcie podwodnym nadal chce zrobić dokładnie to samo – wychylić się ponad powierzchnię i sprawdzić, co dzieje się dookoła. Jednak sposób, w jaki to robi, zmienił się nie do poznania. W USA marynarze wiedzą o tym szczególnie dobrze, bo ich atomowe okręty szturmowe typu Virginia już od dawna nie polegają na klasycznych peryskopach z optyczną tubą biegnącą przez kadłub. Teraz Marynarka Wojenna USA przygotowuje kolejny etap tej ewolucji i przeznacza 139 mln dolarów, czyli około 535 mln zł, na dalszy rozwój oraz dostawy systemów Low-Profile Mast. Co najciekawsze, rozwiązania te są związane nie tylko z Virginiami, ale również z atomowymi okrętami strategicznymi typu Columbia, których służba ma sięgać daleko w drugą połowę XXI wieku.

Peryskop bez człowieka patrzącego przez peryskop

L3Harris Technologies otrzymało od Naval Sea Systems Command kontrakt na dalsze dostawy Low-Profile Masts, czyli wysuwanych masztów obserwacyjnych wyposażonych w cyfrowe sensory. Typ 20 i Typ 24 mają korzystać z kamer obrazu widzialnego HD oraz podczerwieni, zapewniając załodze 360-stopniowy obraz otoczenia po wysunięciu zestawu ponad powierzchnię. Brzmi to trochę jak niezwykle drogi peryskop i w najprostszym ujęciu właśnie nim jest. Różnica robi się jednak ogromna, kiedy spojrzymy na sposób, w jaki informacje docierają do ludzi wewnątrz okrętu.

Czytaj też: Niewidzialne samoloty wojskowe nadchodzą? Radar i termowizja mają nowy problem

W klasycznym rozwiązaniu peryskop był fizycznym systemem optycznym przechodzącym przez kadłub ciśnieniowy. Operator musiał znajdować się przy konkretnym urządzeniu i dosłownie patrzył przez system soczewek oraz zwierciadeł. W nowoczesnej konstrukcji na szczycie masztu znajdują się sensory, a do wnętrza trafiają już dane i obraz cyfrowy. Operator może oglądać go na ekranach, system może go zapisywać, przekazywać do innych stanowisk i potencjalnie zestawiać z informacjami dostarczanymi przez pozostałe sensory okrętu.

Nie oznacza to oczywiście, że Virginia albo Columbia zaczynają nagle “widzieć w podczerwieni pod wodą”. Maszt trzeba wysunąć ponad powierzchnię, kiedy sam okręt znajduje się na głębokości peryskopowej. Pod wodą jego podstawowym zmysłem pozostaje tym samym ciągle tradycyjny sonar. Właśnie dlatego współczesny okręt podwodny coraz lepiej pasuje do określenia “platforma sensorów” niż do prostego wyobrażenia stalowej rury pełnej torped.

Virginia już pokazała, dlaczego klasyczny peryskop był ograniczeniem

Okręty typu Virginia od początku były projektowane bez klasycznych peryskopów penetrujących kadłub. Projektanci wykorzystali na nichmaszty fotoniczne z kamerami działającymi w świetle widzialnym oraz podczerwieni. Ta zmiana przyniosła znacznie większe konsekwencje niż tylko zastąpienie okularu monitorem. Skoro fizyczna tuba nie musi przechodzić przez kadłub, to centrum dowodzenia nie musi znajdować się dokładnie pod peryskopem. W Virginii można było dzięki temu przenieść je o pokład niżej i projektować jego rozmieszczenie bardziej pod ludzi, elektronikę oraz sposób prowadzenia operacji niż pod mechaniczne ograniczenia układu optycznego.

Czytaj też: Latający lotniskowiec już działa. Tak USA dostarczają nad cel całą armię

Nowy kontrakt robi się szczególnie interesujący w kontekście Typu 20 i Typu 24. Dokumentacja NAVSEA łączy Low-Profile Masts tych typów z okrętami Virginia Block VI oraz Columbia Block II. Nie mówimy więc wyłącznie o modernizacji jednostek, które już pływają, ale o sensorach wpisywanych w rozwój kolejnych generacji amerykańskiej floty podwodnej. Columbia jest tutaj wręcz idealnym przykładem problemu, przed którym stoją projektanci sprzętu wojskowego.

Pierwszy okręt typu Columbia powstaje jako następca strategicznych jednostek Ohio, a jego zadaniem będzie przenoszenie pocisków balistycznych i utrzymywanie amerykańskiego odstraszania nuklearnego przez kolejne dekady. Projektując jego elektronikę, nie wystarczy więc myśleć o tym, co jest dobre dzisiaj. Trzeba stworzyć architekturę, którą będzie można rozwijać również wtedy, kiedy obecne kamery, procesory czy algorytmy staną się technologicznie prehistorią.

Czytaj też: Czołg przyszłości nie jest już prototypem. Chiny pokazały go rok temu, dziś ćwiczy z wojskiem

Ma to znaczenie również dlatego, że przewaga pod wodą przestała być dla USA czymś, co można traktować jako dane raz na zawsze. Pisałem już o tym przy tempie rozbudowy chińskiej floty podwodnej, a niedawno również przy chińskich planach dotyczących wielkich bezzałogowych jednostek podwodnych. Ilość jest ważna, ale równolegle trwa wyścig o to, kto pierwszy wykryje przeciwnika, kto lepiej zrozumie sytuację i kto zrobi to, ujawniając przy tym jak najmniej o własnym położeniu.

Peryskop nie zniknął. Został rozłożony na elektronikę

Z perspektywy czasu ciekawe jest to, czym peryskop się stał. Dawniej był jednym mechanicznym urządzeniem, które łączyło powierzchnię oceanu bezpośrednio z ludzkim okiem. Dzisiaj tę samą funkcję realizują kamery, sensory podczerwieni, cyfrowe przetwarzanie obrazu, ekrany i systemy informatyczne. Cel praktycznie się nie zmienił. Okręt nadal musi na moment spojrzeć ponad wodę, nie zdradzając przy tym bardziej swojej obecności, niż jest to konieczne. Zmieniło się wszystko pomiędzy powierzchnią oceanu a człowiekiem, który otrzymuje obraz.

Źródła: NAVSEA, L3Harris Technologies

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy, książki Powrót do Korzeni oraz gry wideo DIGSITE ZERO.